"Medicus". Wielowątkowa przygoda w cieniu medycyny [RECENZJA]

Podobnie jak wcześniejsze „Pachnidło” i „Hidalgo” „Medicus” to kino przez duże K, którego nie sposób nie lubić… bo opowiada historie, od których nie można się oderwać.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

W XI-wiecznej Anglii mały Rob Cole zostaje osierocony wskutek działania zacofanego księdza uniemożliwiającego uleczenie jego matki. Niedługo potem chłopiec dołącza do wędrownego medyka, u którego boku uczy się rozmaitych zabiegów pielęgnacyjnych i medycznych. Ujawnia się jego talent do leczenia i głód wiedzy, rozbudzony dodatkowo przez żydowskich lekarzy. Za ich inspiracją Rob wyrusza do Persji, by tam zostać uczniem sławnego Ibn Siny, wybitnego lekarza i uczonego. To, co się wydarzy po drodze, jest nie mniej ciekawe, niebezpieczne i fascynujące niż to, co czeka Roba u celu podróży.

„Medicus" to kino w starym stylu: wielkie epickie, pełne rozmachu i splendoru. W dodatku o dobrej podstawie, bo jest adaptacją wielowątkowej powieści Noaha Gordona. Reżyser starał się wiernie przenieść na ekran wszystkie przeżycia głównego bohatera, toteż również w filmie mamy do czynienia z wieloma wątkami (religia, medycyna, miłość, kryminał, przygoda), trochę się gmatwającymi lub porzucanymi na pewien czas, ale składającymi się na barwny obraz epoki. A przypomnijmy mowa o epoce, w której średniowieczne miasto było domem wszystkich mieszkańców – od muzułmanów przez chrześcijan po Żydów i Cyganów. Ważny to wątek, warto sobie uświadomić, iż dobra różnorodność buduje wspaniałe społeczeństwo, które uczy się wzajemnie. Takim idealnym miejscem w filmie jest medresa Ibn Siny, która gromadzi żądnych wiedzy młodych ludzi, którzy – jeśli się wyróżniają – to tylko głodem nauki. Jej mentor Ibn Sina to w wykonaniu Bena Kingsleya mędrzec, zdający sobie sprawę z tego, że jego świat – trochę utopijny i idealistyczny – wali się w gruzy. Ale to nie psychologia postaci jest mocną stroną filmu, a pełne dramatyzmu (epidemia w mieście, śmierć matki, sekcja zwłok, wyrok śmierci), czy rozmachu (bitwa pod miastem, burza piaskowa na pustyni) sceny. Piękna jest też miłość Roba do Rebekki, pełna przeciwności losu (ona jest żydowską żoną możnego kupca) i romantycznych zwrotów akcji, choć oczywiście postacie kobiece to jedynie piękny dodatek do tła. Co do tego ostatniego, trzeba przyznać, że film jest piękny wizualnie, zwłaszcza plenery pustynne wyróżniają się malowniczością. Podobnie jak to było w przypadku również pełnego geograficznego rozmachu „Hidalgo”, film jest prawdziwą estetyczną ucztą wizualną w różnorodnych tonacjach. Londyn to zimne szarości, ponure brązy i głębokie czernie rozjaśnione bielą śniegu i mgły, z kolei angielskie plenery to soczyste zielenie o różnej tonacji. Pustynia, po której podróżuje karawana Roba to krwista czerwień oświetlonego blaskiem zachodzącego słońcem piaskiem czy jego aksamitny żółty, dzienny odcień. Miasto i jego mieszkańcy (a zwłaszcza uczniowie medresy) kojarzą się z bielą strzelistych minaretów i szat uczniów…

Beata Cielecka

"Medicus" w tv. Sprawdź datę emisji!

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×