"Miłość do kwadratu" [RECENZJA]. Pierwsza polska komedia romantyczna Netflix. Warto obejrzeć? Będzie hit na Walentynki 2021? Oceniamy!

14 lutego to dzień, który w swoich kalendarzach na złoto mają zaznaczony autorzy komedii romantycznych. To właśnie wtedy starają się zaprezentować widzom swoje najnowsze dokonania, w myślach licząc zyski, jakie przyniosą im zakochane pary w kinowych salach. W ostatnim czasie kina były zamknięte, więc sytuację postanowił wykorzystać Netflix, który zlecił produkcję kolejnego polskiego filmu i postawił na komedię romantyczną. Warto obejrzeć "Miłość do kwadratu"?

Multimedia

"MIŁOŚĆ DO KWADRATU" - RECENZJA

Komedia romantyczna potrafi być bardzo wdzięcznym gatunkiem, jednak jakimś cudem w polskim wydaniu bardzo często okazuje się koncertem sucharów przemieszanych z żenadą, stereotypami oraz ogranymi motywami. Nie każdy twórca ma tyle talentu i wyczucia co Mitja Okorn, który "Listami do M." oraz "Planetą Singli" pokazał, że w Polsce da się zrobić dobrą komedię romantyczną. Drygu do tego gatunku ewidentnie nie ma Filip Zylber, który od lat próbuje, a jego filmy ("Jak poślubić milionera", "Serce nie sługa", "Po prostu przyjaźń") są wręcz miażdżone przez widzów i krytyków. Teraz wyreżyserował netfliksowską "Miłość do kwadratu", która okazała się synonimem nijakości.

Już sam punkt wyjścia "Miłości do kwadratu" jest naiwny, żeby nie powiedzieć głupi. Oto jest piękna Monika (Adrianna Chlebicka), samotna nauczycielka, która, aby spłacić długi swojego ojca u obijających mordę i ucinających palce lichwiarzy, zaczyna parać się zawodem... modelki! Jako Klaudia bawi się swoją wykreowaną postacią, a peruka, makijaż oraz soczewki sprawiają, że nikt - poza jedną osobą - nie jest w stanie się zorientować, że Klaudia to tak naprawdę Monika. Hehe, śmieszne. Nie.

Oczywiście Monika-Klaudia musi spotkać tego jednego jedynego, więc trafia na aroganckiego czereśniaka z telewizji, celebryto-redaktoro-inżyniera, który przedstawia się Enzo (Mateusz Banasiuk), bo wstydzi się swojskiego imienia Stefan, brzydzi się monogamią, a całe jego bogactwo to szybkie samochody z wypożyczalni, jeszcze szybsze dziewczyny lecące na jego wyrzeźbiony tors oraz pieniądze, które zapewnia mu dziewczyna, która nie tylko w łóżku szepcze mu do ucha po niemiecku, ale też coraz mniej podoba jej się idea otwartego związku...

Co będzie dalej? Wszyscy wiecie. Dalsza dyskusja na temat scenariusza, którego głównym założeniem chyba jest stygmatyzacja zawodu modelki, która tutaj praktycznie wprost porównywana jest do prostytutki, nie ma większego sensu. Tym bardziej, że wszelkie ciekawe wątki, jak chociażby bohaterka grana przez Annę Smołowik i jej uwielbienie wielodzietności, są nie tylko szybko ucinane, ale w zasadzie też można się zastanawiać, co one w ogóle wnoszą do tej fabuły.

Właściwie jedyną zaletą "Miłości do kwadratu" jest obsada. Adrianna Chlebicka, która swoją rolą w internetowym serialu "Kontrola" pokazała, że jest zdolną aktorską bestią, ma w sobie tony uroku oraz energii, przez co łatwo kibicować Monice. Podobnie miło patrzy się na Mateusza Banasiuka, którego aktorski potencjał wciąż nie został wykorzystany, ale widać, że chociaż trochę próbował bawić się figurą pozera, jaką zgotował mu scenariusz. Na drugim planie świetny Krzysztof Czeczot, Ewa Szramel-Kolasińska i pies Gustaw, którego tudno nie skojarzyć z jednym z największych hitów Bedoesa.

"Miłość do kwadratu" to nie jest film, przy którym zakrywam twarz nogami z zażenowania. Seans szczególnie nie boli, gdy przymknie się oko na szczątkowy scenariusz i wszelkie fabularne absurdy. Polska kinematografia urodziła wiele gorszych filmów, jednak tutaj brakuje jakiejś iskry, która pozwoliłaby chociaż na... pamiętanie o tym filmie chwilę po seansie. Miała być miłość do kwadratu i wielkie uczucie, a jest seks na jedną noc i pytanie o imię po wszystkim. Można i tak, ale chyba nie zdzwonimy się na drugi dzień. Swoją drogą fakt, że polski oddział Netfliksa praktycznie w żaden sposób nie promuje tego filmu, wydaje się być dość wymowny.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 13 lutego 2021 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • kinomaniak (gość)

    1/10, tak głupiego filmu już dawno nie widziałem.

    15.02.2021 22:14
  • Alicja (gość)

    Myślałam, że takie komedie są po to żeby wyluzować a nie szukać nie wiadomo czego w takim gatunku. Ważne, że ludziom się podoba i to chyba najbardziej za granicą. A ja czasem mam wrażenie, że recenzanci szukają złotych jak w takich filmach i mają za duże wymagania albo po prostu wychodzą z założenia, że co polskie to trzeba skrytykować.

    15.02.2021 14:23
  • Beata (gość)

    Na szczęście gusta są różne. Film może nie dzieło, ale w sobotni wieczór można obejrzeć

    15.02.2021 09:29
  • Juzek (gość)

    Słaby

    15.02.2021 08:08
  • M (gość)

    Nie polecam... beznadzieja... a aktorstwo, niżej, bardziej drętwo to już chyba się nie da...

    13.02.2021 21:42
  • TK1 (gość)

    W przeciwieństwie do dramatu "listy do m" to jest luźna komedia i to wystarcza...

    13.02.2021 20:32
  • Gosc (gość)

    Oglądałam beznadzieja dla 12-layek

    13.02.2021 19:12
  • xxx (gość)

    Cudowny film!!!!

    13.02.2021 18:52
  • z ciekawości obejrzę, bo na plus są nieopatrzeni aktorzy w głównych rolach (gość)

    Główny bohater używa włoskiego imienia Enzo choć Włocha nie przypomina. W całym tym filmie najbardziej interesuje mnie Adrianna Chlebicka, którą pamiętam z roli w serialu Samo Życie. I to tam grała (chyba kilka scen) z prawdziwym Włochem mianowicie Stefano Terrazzino.

    13.02.2021 18:16
  • Xxxxx (gość)

    Fajny film

    13.02.2021 18:15

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×