"Młodość". Szpetota wymieszana z pięknem [RECENZJA]

Paolo Sorrentino wyruszył w podróż w poszukiwaniu straconego czasu. Dotarł do kompleksu hotelowo-uzdrowiskowego w Davos w Szwajcarii, gdzie czas jakby się zatrzymał. Zupełnie tak, jakby to miejsce było poza którąkolwiek strefą czasową. Nikt nigdzie się nie śpieszy – nawet na policzek od żony trzeba czekać wiele, wiele dni. Chociaż Włoch przenosi widzów do abstrakcyjnej rzeczywistości, gdzie lewitujący mnich, młodociana prostytutka i spasły Diego Maradona funkcjonują obok siebie jak równy z równym, to „Młodość” jest obrazem niezwykle bliskim życiu.

Multimedia

NASZA OCENA: 8/10

Fred Ballinger (Michael Caine) i Mick Boyle (Harvey Keitel) dobiegają osiemdziesiątki i znają się już od tylu lat, że zapewne nie są w stanie tego policzyć. Są przyjaciółmi, a ich dzieci połączył święty węzeł małżeński. Jak sami przyznają, są przyjaciółmi z tak ogromnym stażem, gdyż mówią sobie wyłącznie o rzeczach przyjemnych. Pierwszy jest byłym dyrygentem, który do muzyki nie chce powrócić nawet na życzenie samej królowej Elżbiety II, natomiast drugi jest wciąż aktywnym zawodowo reżyserem, próbującym napisać scenariusz do swojego ostatniego filmu, będącego swoistym podsumowaniem kariery, pewnego rodzaju testamentem. Ich dawne rozmowy o sztuce zastąpiły konwersacje o uronionych kroplach moczu oraz prostacie.

Panowie reprezentują zupełnie inne podejście do końcówki swojego życia. Ballinger jest zrezygnowany i wycofany, zupełnie tak, jakby bał się zrobić cokolwiek, mając na uwadze to, że nigdy już nie będzie tak skuteczny jak dawniej. Za to Boyle nie zauważa – lub nie chce zauważyć – że lata świetności są już dawno za nim i wciąż jest przekonany o swoim reżyserskim kunszcie.

ŚLAD PO SOBIE

Autor „Wielkiego Piękna”, zresztą podobnie jak w swoim oscarowym dziele, ponownie opowiada o niespełnionych ambicjach, przeroście ego i potrzebie egzystencji w wyższym celu. Nie można po prostu żyć – trzeba żyć po coś! Trzeba dokonać czegoś wielkiego, zostawić jakiś ślad po sobie, bo w innym wypadku życie jest przegrane. Życie osobiste jest dla maluczkich, artyści są ponad tym – zdaje się ironicznie krzyczeć z ekranu urodzony w 1970 roku reżyser.

W takim duchu żyją Fred i Mick, tyle, że nie zauważają, że arcydzieła nie można zaplanować. Fred swoje największe dzieło stworzył niejako przez przypadek, pisząc je z miłości dla żony, natomiast Mick nie zauważa, że już od lat nie potrafi nakręcić dobrego filmu. Tak bardzo chce nakręcić coś wzniosłego, że zatrudnił cały sztab ludzi – zblazowanych hipsterów – którzy piszą za niego scenariusz filmowego testamentu, aczkolwiek nie potrafią napisać zakończenia, ostatnich słów bohatera. Nietrudno w tym doszukać się odwołania do życia – jest to dość symboliczne, gdyż finalnie Mick Boyle bierze sprawy we własne ręce i wybiera najbardziej nieoczekiwaną i spontaniczną wersję.

Z podobnymi problemami zmaga się – będący w cieniu głównych bohaterów – młody aktor Jimmy Tree, brawurowo zagrany przez Paula Dano. Młody ciałem, ale stary duchem artysta nie może pogodzić się z tym, że jest kojarzony przez widzów wyłącznie z rolą robotą, w której i tak występował w masce i kostiumie, a (prawie) nikt go nie zna z ambitniejszych projektów. Tak pragnie się odciąć od swojej mainstreamowej filmografii, że postanawia zgodzić się na zagranie... Adolfa Hitlera.

ŚWIADOMY KICZ I KAMP

Powiedzieć, że Paolo Sorrentino bawi się kiczem i kampem to tak, jakby nie powiedzieć nic. Włoch się nie hamuje; o ile w „Wielkim Pięknie” podgryzał popkulturę i artystów (lub osoby aspirujące do tego miana) w sposób inteligencki, to tutaj robi za pomocą... samej popkultury. Dlatego Paloma Faith, która jest lepsza w łóżku od bohaterki wykreowanej przez Rachel Weisz, śpiewa i jednocześnie mknie sportowym samochodem przez drogę otoczoną przez płomienie, a Miss Universe chociaż chce pokazać, że ma do powiedzenia ciut więcej niż życzenie pokoju na świecie, i tak jest w stanie elektryzować innych głównie swoim ciałem. Całość jest podlana sowitą porcją ironii, ot chociażby wątek przebrzmiałej gwiazdy, beztalencia i skandalistki grającej w marnych produkcjach, niepotrafiącej nawet samodzielnie napisać własnej biografii, w którą wcieliła się Jane Fonda. Scena, w której sprowadza na ziemię Micka Boyle'a, jest jedną z najlepszych scen filmu.

KULT CIAŁA

Ciało jest jednym z głównych bohaterów „Młodości”. Oglądamy je w różnych ujęciach oraz perspektywach. Z jednej strony zjawiskowe ciało Miss Universe oraz delikatne dłonie uroczej masażystki, którą możemy także podglądać przez okno, jak pracuje nad swoją sylwetką po godzinach, a z drugiej ledwo poruszający się o własnych siłach, wyposażony w butlę z tlenem i asystentko-partnerkę, przerażająco otyły sobowtór Diego Maradony. Szpetota miesza się z pięknem, a wszystko to czyni w towarzystwie dopieszczonych do perfekcji kadrów. Każda klatka z tego filmu mogłaby być osobnym dziełem sztuki. Obraz, za który odpowiada Luca Bigazzi, jest trochę jak filmowa Miss Universe – jest wyznacznikiem piękna, wystylizowany w każdym calu, czarujący i dający się ocenić na dziesięć w dziesięciostopniowej skali.

W filmie Paolo Sorrentino młodość jest stanem umysłu. Włoch opowiada o ludziach, którzy tak bardzo pragną coś po sobie zostawić na świecie, że nie zauważają, jak przemija ich życie. Niektórych błędów już nie da się naprawić, nie da się przespać z nigdy niespełnioną miłością sprzed lat, można tylko w końcu zacząć po prostu żyć. Już nie trzeba się nigdzie śpieszyć, bo śmierć i tak przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie. „Młodość” może nie jest arcydziełem na miarę „Wielkiego piękna”, może i bywa wtórna w porównaniu do poprzedniego filmu Włocha, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że o tym filmie będzie się mówić bardzo długo. Może jednak da się zaplanować „coś wielkiego”?

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Krystyna (gość)

    bardzo dobry film. Trzeb myśleć . Każdy w życiu powinien zostawić po sobie jakieś dzieło.Starość nie będzie smutna jak po sobie zostawimy dobry ślad. .Nieśmiertelne stwierdzenie.Niby banał wytarte stwierdzenie ale jak ważne dla większości z nas.

    27.09.2015 08:21

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×