"Moje córki krowy". Wspólna modlitwa nad urną jednoczy [RECENZJA]

„Moje córki krowy” to film, który sprawia wrażenie idealnie skrojonego. Teoretycznie wszystko jest perfekcyjnie wyważone – gdy widz ma się roześmiać, to się śmieje, a gdy ma spoważnieć, to uśmiech znika z twarzy. Jednak finalnie i tak ma opuścić salę kinową w dobrym nastroju, bo przecież śmierć to coś zupełnie normalnego. I czy nam się to podoba, czy nie, ze śmiercią nie wygramy, dlatego trzeba się z nią pogodzić.

Multimedia

Marta (Agata Kulesza) i Kasia (Gabriela Muskała) są siostrami, chociaż nikt by się specjalnie nie zdziwił, gdyby okazało się, że któraś z nich ma innych rodziców. Kobiety dzieli absolutnie wszystko. Pierwsza jest aktorką grywającą w podrzędnej telenoweli, gdzie partneruje jej łysy amant z nieświeżym oddechem, a do tego samotnie wychowuje już pełnoletnią córkę (Maria Dębska). Marta jest postępowa i nowoczesna, w kościele pojawia się jedynie na ślubach i pogrzebach oraz wychodzi z założenia, że jak ktoś komuś coś, to choć niewiele, ale zawsze, dlatego chętnie obdarowuje lekarzy i pielęgniarki w szpitalu rozmaitymi prezentami.

Kasia to przeciwieństwo Marty, chodząca neuroza – opiekuje się rodzicami, mieszka w domu rodzinnym, jest nauczycielką w szkole podstawowej, a jej mąż Grzegorz (Marcin Dorociński) to bezrobotny leń, który najchętniej wyjechałby za chlebem do Anglii, ale kobieta nie rozwiedzie się z nim, bo gdzie znalazłaby drugiego takiego ogiera w łóżku? Siostry pozornie są skłócone, ale w chwili próby – gdy niemal w tym samym momencie zachorują rodzice (Małgorzata Niemirska i Marian Dziędziel) – będą musiały połączyć siły. W końcu w pewnym momencie będą zdane już tylko na siebie.

W ekranowym świecie Kingi Dębskiej nie ma miejsca na przypadki. Komediowo-dramatyczna konwencja jest czystą kalkulacją, dzięki której obraz ma trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Czy to źle? Wręcz przeciwnie. Biorąc pod uwagę fakt, jak mocno autobiograficzną historię opowiedziała reżyserka, to ten dystans, mocno rozgraniczający fikcję od rzeczywistości, był niezbędny. „Moje córki krowy” podczas ubiegłorocznego festiwalu filmowego w Gdyni były jednym z kilku filmów opowiadających o umieraniu i w tej onkologiczno-filmowej rywalizacji wypadły zdecydowanie najlepiej. Film autorki „Helu” (2009) dzięki lekkości, humorowi, ale i powadze, okazał się dużo lepszy i przede wszystkim bardziej życiowy od przeciętnego „Żyć nie umierać” i niezbyt udanej „Chemii”.

Kinga Dębska opowiada o sytuacjach znanym chyba wszystkim. Każdy albo zmierzył się, albo dopiero się zmierzy z odejściem kogoś bliskiego. Pod tym względem „Moje córki krowy” są bardzo autentyczne; nerwowe oczekiwanie na szpitalnym korytarzu, modlitwa o zdrowie, szamańskie rytuały i porady znachorów, aż w końcu mowa pogrzebowa – to sytuacje z życia wzięte. Lecz w pewnym momencie reżyserka powiedziała „pas” i przestała grzebać się w egzystencjalnym brudzie. Pomiędzy siostrami co prawda co jakiś czas dochodzi do delikatnych utarczek słownych, ale problemy, które mogłyby w rzeczywistości doprowadzić do wieloletniego konfliktu, tutaj są sygnalizowane za pomocą jednego dialogu i od razu ucinane, jak chociażby kwestia podziału majątku po śmierci rodziców.

Pomiędzy Agatą Kuleszą a Gabrielą Muskałą jest bardzo fajna chemia – obydwie aktorki są jednocześnie tak bardzo różne, ale i zarazem podobne, że trudno sobie wyobrazić inne odtwórczynie głównych ról. Kipiące od emocji bohaterki, które aż chciałaby w końcu eksplodować. Ale prawdziwą gwiazdą jest Marian Dziędziel, to bezapelacyjnie jest jego film. Wybitny aktor stworzył niejednoznaczną postać ojca – surowego i wymagającego, ale także bezgranicznie kochającego, nawet gdy do swoich córek zwraca się per "c**y wołowe". Z tak świetną kreacją trochę gryzie się przeszarżowana, aczkolwiek bardzo śmieszna, postać leniwego męża odgrywana przez Marcina Dorocińskiego.

„Moje córki krowy” to skromne i kameralne kino, będące pełnokrwistym komediodramatem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Kinga Dębska w zasadzie stworzyła utopijną wizję radzenia sobie z żałobą. Podczas, gdy u Małgorzaty Szumowskiej w „33 scenach z życia” śmierć bliskiej osoby oznaczała rozpad rodziny, to tutaj wspólna modlitwa nad urną jednoczy familię. Chyba potrzebowaliśmy takiego filmu.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"Moje córki krowy" w tv - sprawdź datę emisji!

Gatunek: komediodramat
Produkcja: Polska 2015
Reżyseria i scenariusz: Kinga Dębska („Hel”)
Zdjęcia: Andrzej Wojciechowski („Hanoi-Warszawa”, „Zaślepiona”)
Producent: Zbigniew Domagalski (Studio Filmowe Kalejdoskop)
Obsada: Agata Kulesza („Ida”, „Róża”, „Sala samobójców”), Gabriela Muskała („Chce się żyć”, „Wymyk”, „Być jak Kazimierz Deyna”), Marian Dziędziel („Pod Mocnym Aniołem”, „Pani z przedszkola”, „Wymyk”), Marcin Dorociński („Pod Mocnym Aniołem”, „Jack Strong”, „Obława”), Łukasz Simlat („Wymyk”, „Pani z przedszkola”, „Zbliżenia”), Małgorzata Niemirska („Zbliżenia”, „Czterej pancerni i pies”), Maria Dębska, Jeremi Protas

Komentarze

Skomentuj
  • Aga (gość)

    Cudny film.

    29.09.2018 11:59
  • m (gość)

    ILU LUDZI TYLE OPINI TAK JAK W ZYCIU.NIKT NIE MA TAK SAMO .MOZE MAMY PODOBNE SYTUACJE ALE NIGDY NIE DO KONCA. FILM BARDZO MI SIE PODOBAL KULESZA REWELACJYJNA!

    18.09.2016 04:55
  • Gosia (gość)

    Film bardzo średni. Fabuła mało ciekawa a problem choroby, relacji rodzinnych potraktowany tak ni jak. Co do gry aktorów to nic im nie można zarzucić, przecież to elita polskiego kina i faktycznie tak grają no ale kiepskiego scenariusz nawet Dziędziel nie zmieni.

    29.07.2016 14:02
  • M (gość)

    baszka napisała że w normalnym zyciu jest zerwanie kontaktów po kłótni w rodzinie otóz nie moja droga w normalnej rodzinie kochajacej sie czasami padaja gorzkie słowa, emocje biora góre ale własnie tak jest że za chwile sobie wybaczaja i dalej się kochają to jest normalna rodzina, w rodzinie nie można zerwac kontaktów rodzine się ma na zawsze

    28.07.2016 08:26
  • baszka (gość)

    Film ma bardzo niewiele wspólnego z realem. Te piękne wnętrza, piękny ogród, ok .niektórzy nawet w Polsce tak mieszkają, ale ciekawe jaką film miałby wymowę w gomułkowskim M3 ze ślepą kuchnią i gdyby rodzina miała się kontaktować i przemieszczać bez samochodu. Ale załamała mnie scena gdy energiczna, pyskata i pewna siebie Kulesza daje się wypchnąć ze swojego ogrodu w swoim domu przez menelowatego szwagra, wcześniej wyzywają się z siostrą od zimnych suk itp., ...a za pare scen - idylla rodzinna! W normalnym życiu i normalnej rodzinie po czymś takim jest zerwanie kontaktów.

    16.07.2016 17:09
  • megi (gość)

    nie rozumiem tego że film może się nie podobać ; pokazuje zakręty życia - to że inaczej odbieramy zdarzenia z wspólnego życia , to że się zmieniamy i nie wiemy jak się zmienimy / a bywa to dla otoczenia zaskakujące -starszy,chory człowiek nie widzi irracjonalności i obiektywnego niebezpieczeństwa swoich czynów / , i to co jest tragiczne może być początkiem radości ; z takim życiem musimy sobie radzić a ja twórcom filmu po prostu dziękuję za niego = d z i ę k u j ę

    19.06.2016 01:15
  • Snie w (gość)

    Jak

    17.03.2016 11:24
  • Iwona (gość)

    Nie polecam. jeden z najgorszych filmów jakie widziałam. Traumatycza fabułę wpleciono kiepski dowcip. Obraz nauczycielki-infantylna alkoholiczka . Dorociński powinien się za te (goscinną) rolę wstydzić.

    22.02.2016 13:06
  • Pyza (gość)

    Nie polecam nikomu tego filmu szkoda czasu jedyną osobą która warto obejrzeć to Dziedziel

    14.02.2016 22:05
  • ooo (gość)

    wulgaryzmy, wulgaryzmy, wulgaryzmy - artystyczne

    10.02.2016 14:34
  • Ewa (gość)

    To film dla tych , którzy czują więcej , mocniej... Cieszą się , że mogłam go obejrzeć .

    08.02.2016 11:44
  • Big brother (gość)

    Ps. Recenzja Pana Krzysztofa też bardzo kiepska.

    07.02.2016 10:48
  • Big brother (gość)

    Weź krzesło i idź do najblższego szpitala ,lub lepiej na onkologie. Posiedź 1,5 godziny. Będziesz mieć dobre kino poskie. Straciłem siostrę ,i oboje rodziców , w bardzo podobnych okolicznościach. To nie jest film. To bardzo zły dokument ,bo nawet realia są nie prawdziwe. Szpital bez pacjentów, Warszawa bez korków...itd. Jestem wściekły po obejrzeniu tego filmu . Polskie kino nigdy więcej.

    07.02.2016 10:45
  • wiki (gość)

    Bardzo polecam ten film. Jest trochę trudny i zależy od osobistych przeżyć jaki się go odbiera w kinie. Waeto zobaczyć.

    06.02.2016 08:16
  • Krycha (gość)

    Nie polecam tego filmu,jest beznadziejny,wyszlam z kina rozczarowana!!!!

    04.02.2016 21:08
  • cud (gość)

    Film z wyższej półki, cudny, dobrze nastraja, skłania do myślenia doskonały Dziędziel cudne Kulesza i Muskala może nie wszyscy rozumieją albo mają inną wrazliwosc

    04.02.2016 00:20
  • Chała w.w.w. (gość)

    Totalna nuda,beznadzieja,dziwne że Pan Raczek (krytyk filmowy)jest w niebie po obejrzeniu tego gniota filmowego.Nasze życie jest ciekawsze od tej CHAŁY ,jednak nie mamy takich możliwości i kasy (sponsor z USA)aby nakręcić film.Babka (reżyserka ) niech wezmie się za robienie na drutach.Szkoda M.Dziędziela,ze zagrał w tym badziewiu szumnie zwanym komediodramatem.Nie polecam normalnym widzom dobrego KINA.

    03.02.2016 20:55
  • ycui (gość)

    Niestety reklama pokazuje inny film a w kinach wyświetlają inny. Rozczarowanie, ale głównie spowodowane nastawieniem po obejrzeniu reklamy.

    26.01.2016 14:44
  • roban (gość)

    beznadziejny gniot szkoda czasu i kasy, masakra, omijajcie szerokim łukiem

    24.01.2016 13:15
  • marta (gość)

    No cóż na pewno nie jest to lekkie kino, ale na pewno ten film jest wart obejrzenia. Jest taki jak życie - w jednej chwili można się uśmiechnąć, za chwilę w oku pojawia się łezka. Dobre kino ze świetną rolą Agaty Kuleszy. Na pewno nie dla każdego widza......

    21.01.2016 19:19
NowszeStarsze

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×