"Na dobre i na złe". Jak wygląda relacja ojciec-syn Mariana i Bartosza Opanii? "W rodzinie mamy dwóch wariatów"

Nazwisko Opania jest w Polsce bardzo dobrze znane - na jego popularność od wielu lat pracuje ojciec i syn, Marian i Bartosz Opania. Jak wyglądają relacje dwóch artystów? "W rodzinie mamy dwóch wariatów", mówi Marian Opania.

Multimedia

Marian Opania to aktor wybitny, znany Polakom od pokoleń - wystąpił w wielu filmach, otrzymując za swoje kreacje liczne nagrody. Jego syn, Bartosz Opania, także ma w swoim dorobku interesujące kreacje. Obaj od lat występują na deskach teatru, w produkcjach filmowych i telewizyjnych, a także podkładając glos w dubbingu, unikając jak ognia jednak wspólnych projektów.

Jaki ojciec, taki syn

Mimo, że Bartosz Opania z początku marzył o karierze muzyka - grał na gitarze, komponował piosenki i pisał teksty - finalnie to jednak to aktorstwo okazało się być jego powołaniem. Jak jednak przyznał w jednym z wywiadów, to nie ojciec zaszczepił w nim myśl o karierze aktorskiej.

Pierwszym mistrzem aktorstwa była moja babcia, także aktorka. To właśnie ona zaraziła mnie pasją - podkreślał w wywiadzie z Viva! Bartosz Opania.

Aktorskiego bakcyla połknął kompletnie, gdy ojciec, ceniony aktor Marian Opania, pokazał mu niesamowity świat teatru.

Teatr mi imponował. Ten zapach, atmosfera, no i wie pan, podziw w oczach ludzi, a szczególnie kobiet. Aktorstwo to był sposób na ucieczkę od siebie. Na życie życiem niemożliwym. Innym. Normalny człowiek nie ma szans zmienić swej osobowości, wcielić się w mordercę, szaleńca. Aktor może - mówił w wywiadzie dla Viva! Bartosz Opania.

Byłem zaczarowany aktorami. Pamiętam, jak ojciec wziął mnie na próbę do teatru Kwadrat, i zobaczyłem tam dwóch największych bohaterów tamtych czasów: Janka Kosa i Grigorija z "Czterech pancernych…". To było coś niewyobrażalnego. Mogłem uścisnąć im dłoń - przyznał w wywiadzie dla Viva! Bartosz Opania.

"Łatwo nie jest"

Z sentymentem Bartosz Opania wspominał w wywiadzie z Viva! czasy studenckie i swojego opiekuna roku profesora Wiesława Komasę. Po studiach zaczęła się praca - Bartosz współpracował z wieloma wybitnymi postaciami kina, m.in. z Jackiem Bromskim, Piotrem Łazarkiewiczem, Krzysztofem Zanussim, Kazimierzem Kutzem czy Janem Jakubem Kolskim. Swój talent miał szansę pokazać w takich filmach, jak "Historia kina w Popielawach" czy "Daleko od okna". Największą popularność zdobył rolą w filmie "Zakochani". Jednakże, bycie synem cenionego, wybitnego aktora i jednoczesna chęć bycia aktorem to ścieżka trudna. Mimo własnych sukcesów, osiągniętych dzięki własnej ciężkiej pracy i talentowi, nie uniknął porównań do słynnego ojca - ani na studiach, ani w trakcie pracy zawodowej. Wciąż powtarzały się pytania, jak to jest być synem swojego ojca.

Jeżeli po 17 latach uprawiania przeze mnie tego zawodu, dziennikarze nadal pytają mnie o ojca, to chyba łatwo nie jest - cytuje Bartosza Viva!.

Marian Opania nie ukrywa natomiast dumy ze swojego syna. Mimo to, początkowo na wieść o tym, jaką ścieżkę Bartosz w życiu zamierza obrać, nie był zbyt zadowolony. Sam najlepiej znał liczne cienie zawodu aktora.

To straszliwy zawód. Dla ludzi niesłychanie silnych, a my jesteśmy nadwrażliwcy. Stąd te ciągłe depresje, zaćpania, zapicia. Nie wytrzymuje się tego ekshibicjonizmu permanentnego, tego obnażania się do imentu - mówił w rozmowie z Viva! Marian Opania.

mówił w rozmowie z Angeliką Swobodą Marian Opania w wywiadzie dla Gazeta.pl w 2015 roku. - Najgorzej jest wtedy, kiedy czuję, że na scenie albo na estradzie nie docieram do widzów. Dla myślącego człowieka świadomość, że jest się błaznem na sprzedaż, bywa bolesna - cytował Mariana Opanię portal odquchni.pl.

"Ma tę samą wrażliwość, wyobraźnię"

W rozmowie z Viva! aktor przyznał, że mimo, że uświadamiał synowi liczne cienie tego zawodu, i tak nie zdołałby wybić mu pomysłu z głowy.

Ma tę samą wrażliwość, wyobraźnię, brak odporności na stresy i niekoniecznie umie twardo stąpać po ziemi. Czyli w rodzinie mamy dwóch wariatów. Dlaczego wariatów? Bo w miarę upływu lat coraz częściej myślę sobie: co ja tutaj robię, poważny człowiek, żona, dzieci, wnuki, a ja szlocham nad wyimaginowanymi problemami - cytuje aktora Viva!.

Obu aktorów cechuje ogromny szacunek do zawodu i świadomość realiów. - Młody człowiek myśli, że będzie grał rzeczy wielkie. Ale potem pojawia się rodzina i człowiek zaczyna z obrzydzeniem grać rzeczy, które musi grać - przyznał w wywiadzie z Viva! aktor.

"Jak ognia unikał kontaktów artystycznych ze mną"

Panowie, mimo darzenia się miłością i szacunkiem, raczej unikają wspólnych projektów. Powody są dość prozaiczne - Bartosz Opania po prostu nie chce, aby ktoś myślał, że zawdzięcza pracę ojcu.

  • Mój syn, właśnie z powodu wspólnego zawodu, od zarania miał przechlapane w szkole. Ewidentnie był zdolny, ale koledzy i tak mu dokuczali: Witamy aktora teatru Ateneum - przyznał w rozmowie z Gazeta.pl Marian Opania.

Dlatego on jak ognia unikał kontaktów artystycznych ze mną. Raz graliśmy w Teatrze Telewizji ojca i syna, bardzo fajnie to wyszło. W Ateneum wystąpiliśmy razem w dwóch sztukach. On unika wspólnej pracy, bo wie, jakim jestem wymagającym artystą. I boi się, że najwięcej będę wymagał od niego - cytuje aktora Viva!.

Niechęć do wspólnych projektów nie oznacza jednak, że panowie nigdy nie grali razem. Zdarzyło im się parokrotnie współpracować - m.in. w serialu "Na dobre i na złe", w którym Bartosz Opania wciela się w postać Witolda Latoszka, a Marian Opania występuje w niezapomnianej roli profesora Zyberta.

Dzielą pasję nie tylko do aktorstwa, ale także do rzeźby w drewnie, podróży i cenią czas, który najchętniej spędzają z najbliższymi. Pasją ojciec i syn zarazili również młodsze pokolenie - syna Bartosza Opanii, Filipa. Najmłodszy z klanu jest absolwentem Warszawskiej Szkoły Filmowej, chętnie rzeźbi w drewnie i odziedziczył zamiłowanie do muzyki.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×