"Na Wspólnej". Dawid Czupryński: Żadne wyzwanie aktorskie mnie nie przeraża [WYWIAD]

Dawid Czupryński - 31-latek z Kielc, który szczerze przyznaje, że żadne wyzwanie aktorskie (i nie tylko) nie jest mu straszne. Aktor opowiedział nam o tym, dlaczego zdecydował się na ten zawód, jak wiele byłby w stanie zmienić dla roli oraz gdzie czuje się lepiej: przed kamerą czy w teatrze.

Multimedia

Dawid Czupryński urodził się 24 października 1988 w Kielcach. Aktorstwo chodziło mu po głowie od najmłodszych lat, ale ostatecznie zafascynowało go, kiedy był... ministrantem. 31-latek to wulkan pozytywnej energii, który stara się nie narzekać i wyciągać lekcje ze wszystkich doświadczeń, nawet tych mniej przyjemnych. Odważnie przyjmuje nawet kontrowersyjne role, bo, jak sam przyznaje, nie boi się żadnych wyzwań. Niedawno zagrał policjanta geja, który jest uzależniony od narkotyków. Czy nie bał się zaszufladkowania? Jak wiele byłby w stanie poświęcić dla roli i czy woli pracę przed kamerą czy w teatrze? O tym i nie tylko, opowiedział podczas szczerej rozmowy z nami.

Dlaczego zdecydowałeś się na aktorstwo?

Ten pomysł zaczął kiełkować w mojej głowie, kiedy za wieloletnią namową mojego taty, w końcu zdecydowałem się zostać ministrantem. To wtedy spodobało mi się patrzenie z zupełnie innej perspektywy. W kościele przy ołtarzu czułem się jak na scenie w teatrze. Później byłem w kółku teatralnym w Kielcach, z których pochodzę. W Wojewódzkim Domu Kultury była trupa teatralna, gdzie stawiałem pierwsze kroki, brałem udział w ogólnopolskich konkursach recytatorskich, w międzyczasie warsztaty aktorskie w Teatrze im. Stefana Żeromskiego. To wszystko rozwijało we mnie chęć zdawania do szkoły aktorskiej.

Wspomniałeś, że pochodzisz z Kielc. Kiedyś jeden z aktorów, który nie jest z Warszawy, w rozmowie twierdził, że kariera aktorów spoza stolicy jest trudniejsza. Czy Ty się z tym zgadzasz?

Podejrzewam, że nie chodziło mu o samo pochodzenie, a o ukończenie szkoły aktorskiej, która nie jest w Warszawie. Absolwenci Akademii Teatralnej mają o tyle łatwiej, że większość osób ze środowiska, która może szukać młodego aktora, jest w Warszawie właśnie i nie będzie jechać do Łodzi czy Krakowa w poszukiwaniu obsady.

Ty jednak jesteś przykładem, że kończąc szkołę aktorską poza Warszawą też można doskonale sobie radzić.

Oczywiście, że mógłbym narzekać, bo to takie nasze, polskie… Ja mocno z tym walczę i w każdej, nawet najmniejszej i niekoniecznie sprzyjającej rzeczy próbuję dopatrzeć się pozytywu. Tak więc cieszę się z tego, co mam, że mogę się utrzymać z mojego wyuczonego zawodu, który kocham i będę uprawiał do końca życia. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc chciałbym dalej się rozwijać i zderzać z nowymi wyzwaniami aktorskimi w filmie, serialu czy na deskach teatralnych...

Ostatnio mogliśmy oglądać Cię w „Zasadzie przyjemności” Canal+, gdzie zagrałeś geja. Czy nie bałeś się wcielenia w homoseksualistę?

Nie bałem się, nawet mi to przez myśl nie przeszło. Ja jestem aktorem, który raczej szuka nowych wyzwań i najbardziej zależy mi na graniu i kreowaniu postaci, które nie są mi bliskie. Odkąd skończyłem szkołę ogół środowiska postrzega mnie jako ładnego chłopca, wymuskanego amanta, czego bardzo nie lubię, bo marzy mi się granie na kontrze.

"Zasada przyjemności". Nowy serial kryminalny CANAL+ nudzi czy intryguje? Oceniamy!Zobacz więcej

Czy to znaczy, że byłbyś w stanie poświęcić te lata pracy na siłowni i np. znacznie przytyć do roli?

Oczywiście, że tak! Trenuję po to, żeby być w formie i żeby być przygotowanym na różne ewentualności. To jest taki punkt wyjściowy dla mnie, z którego łatwiej jest o jakąkolwiek przemianę.

Wracając do „Zasady przyjemności”. Twoja rola tam jest jednak bardziej złożona. Czy z Twojej perspektywy było to duże wyzwanie?

Jasne, jednak żadne wyzwanie mnie nie przeraża. Może to zalatuje pychą, ale nic nie jest mi straszne, bo nie po to studiowałem i nie po to dalej się rozwijam, żeby teraz obawiać się przyjmowania roli. A mój bohater w „Zasadzie przyjemności” obala nieco mity: nie dość, że jest to policjant, który jest gejem, to jeszcze jest uzależniony od narkotyków.

Czy przygotowywałeś się jakoś specjalnie do tej roli?

Miałem kilka spotkań z panią psycholog, która pracuje z ludźmi uzależnionymi, bo pytanie brzmiało: co biorę? Od czego jestem uzależniony? W serialu nie było to jasno zaznaczone, więc zrobiliśmy taki mocny rys psychologiczny mojego bohatera. Przyjęliśmy, że bierze różnego rodzaju tabletki, które są dla niego pewną odskocznią od trudnego dzieciństwa. Skoro jest gejem, to najprawdopodobniej był szykanowany w szkole, a jego ojciec, być może jakiś mundurowy, nie akceptował jego orientacji. Spotkania z panią psycholog bardzo pomogły mi zrozumieć tę postać, dowiedziałem się, jak taka osoba się zachowuje i dlaczego.

Czy są szanse na kontynuację „Zasady przyjemności”?

Są i to ogromne! Nie chcę zapeszać, ale CANAL+ był bardzo zadowolony nie tylko z tego, co dla nich zrobiliśmy, ale przede wszystkim z wyników oglądalności. Niedługo ma zapaść oficjalna decyzja, ale mogę zdradzić, że Maciej Maciejewski, autor scenariusza, już pisze drugi sezon, więc gdyby nie było nadziei, to nikt nie zawracałby sobie głowy przygotowaniem scenariusza. Co więcej, zakończenie 1. sezonu było otwarte.

Przechodząc do Twojej drugiej roli, mianowicie do Bruna w „Na Wspólnej”, to jest to kolejna postać, która sięga po narkotyki…

Ostatnio ktoś się śmiał, że mam bardzo ćpuński okres, zwłaszcza że w styczniu miałem premierę w Teatrze Komedii, gdzie też gram uzależnionego, no i od kilku lat gram w „My dzieci z Dworca Zoo” (śmiech).

A co w takim razie czeka samego Bruna w „Na Wspólnej”?

Jak to w serialach i filmach, z reguły są happy endy, tutaj będzie gorzko-słodki happy end. Połowa historii zakończy się pomyślnie dla Bruna kosztem czegoś innego, jeśli mogę tak enigmatycznie wybrnąć z tego pytania. Będzie podwójne zakończenie: białe i czarne. A co dalej, zobaczymy, ale Brunon na pewno wykopie się z ćpuńskich tarapatów.

A co z Twoją przyjaźnią z Norbertem? Ona ostatnio zawisła na włosku…

Prawdziwi przyjaciele zawsze potrafią to sobie wyjaśnić, także trzymajmy się tego schematu. Będzie dobrze…

Michał Malinowski podobno wyjeżdża i powstaje pytanie co z jego bohaterem?

Na pewno nie zabiję jego postaci, nie pokłócimy się, bo to zostanie wyjaśnione, a Michał chce po prostu zrobić sobie przerwę, dlatego poprosił produkcję o niepisanie mu niczego dalej przez jakiś czas. Tyle mogę powiedzieć, bo Michał jest bardzo tajemniczą osobą. Pomimo że przyjaźnimy się, nie chce wiele mówić, ale na tyle na ile go poznałem, to odnoszę takie wrażenie, że on raz na kilka lat potrzebuje uciec poza Polskę gdzieś daleko, żeby parę miesięcy poprzebywać sam, pomyśleć, pokontemplować i zresetować się. Jestem pewien, że wróci z powrotem, a na pewno ma taką możliwość.

Wspomniałeś o swoich rolach w teatrze, możemy oglądać Cię też w telewizji. Czy któraś z tych sfer bardziej Cię pociąga?

Jakbyś mi zadała to pytanie jeszcze 4-5 lata temu jak kończyłem szkołę, to bym Ci odpowiedział, że tylko kamera, a dziś gdyby ktoś postawił mi takie ultimatum, że nie mogę wejść na deski teatru do końca życia, ale mam zagwarantowane role w filmie i serialu, to bym się na to zgodził. Prawda jest jedna taka, że dopóki nie muszę, to nie chciałbym się odcinać od teatru, bo to jest kompletnie inna odsłona aktorstwa. Innych środków używamy przed kamerą, a innych na scenie. Na planie możemy zrobić dubel, jak się pomylimy, a w teatrze musimy improwizować, no i tam jest przede wszystkim widz. To jest genialne, ta energia, która przepływa między widzem a aktorem, dlatego nie chciałbym rezygnować z teatru.

Rozmawiała:
Karolina Kruszewska

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×