"Nędznicy" [RECENZJA]. Osiedla znowu płoną, czyli witamy we Francji. Nowa wersja "Nienawiści" Kassovitza?

Gdy "Nędznicy" zostali ogłoszeni francuskim kandydatem do Oscara, to wiele osób przecierało oczy z niedowierzania; jak to możliwe, że komplementowany na festiwalach "Portret kobiety w ogniu" musiał ustąpić miejsca fabule debiutanta? Wówczas chyba niewiele osób zdawało sobie sprawę z pewnych podobieństw między tymi obrazami.

Multimedia

"NĘDZNICY" - RECENZJA

"Portret kobiety w ogniu" i "Nędznicy" - na pierwszy rzut oka to skrajnie różne wizje kina, inny sposób narracji, inne środki czy finalnie sposób dotarcia do widza. Ale na dobrą sprawę więcej tutaj podobieństw niż różnic, bo gdy z filmu Céline Sciammy zrzucimy historyczny kostium, to dostaniemy uniwersalną opowieść o braku akceptacji samego siebie i stale toczoną walkę z zastaną rzeczywistością. Nie inaczej jest w "Nędznikach", których klimat Sciamma powinna doskonale rozumieć, wszak jej poprzedni film, czyli "Girlhood", osadzony był w podobnych realiach. Niemalże po sąsiedzku.

"Nędznicy" to zaproszenie do samego środka piekła współczesnej Francji. Tej zaniedbanej, zamiatanej pod dywan, lekceważonej przez społeczeństwo i polityków, pozostawionej samej sobie, co doskonale odzwierciedlają osiedla Montfermeil. Podzielone na strefy wpływów według narodowości, w każdej chwili mogą stać się areną krwawych walk, bo w krwiobiegu mieszkańców buzuje także gniew, nienawiść oraz irytacja. Wystarczy jedna mała iskra, aby wszystko eksplodowało. Jedna nieodpowiedzialna akcja policji, aby w ruch poszły pałki, kije, koktajle mołotowa i wszelkie elementy, które da się wyrwać ze ściany bądź podłogi. Ot, po prostu współczesna Francja.

KIEDYŚ TO BYŁO, SPOKÓJ, PANIE, A NIE JAKIEŚ TAM ZAMIESZKI... a takiego! "Nędzników" ogląda się niczym nieformalny remake doskonałej "Nienawiści" Mathieu Kassovitza, która 25 lat temu była prawie dokumentalną relacją z pola walki, gdzie Żyd, Arab i Afrykanin zorientowali się, że świat oraz przyszłość na nich nie czekają z otwartymi rękoma. Autor "Nędzników", Ladj Ly, ma tego świadomość, chociaż jego film względem swojego starszego brata nie ma już aż takiej siły rażenia, co jednak nie wynika z braków reżyserskich, lecz po prostu obrazki walk z policją w dzisiejszym świecie już nikogo nie szokują. Raczej, co najbardziej wstrząsające, szokowałby ich brak.

"Nędznicy" tryskają autentyzmem. Ladj Ly oprowadza nas po swoim osiedlu, gdzie doskonale wie co jest pięć, przez co historia tylko zyskuje, bo od początku do końca widać, że filmowiec wie, o czym opowiada. W oknach gra rap, chłopcy bawią się dronami, a ci starsi wolą mniej technologicznie zaawansowane i bardziej chemiczne zabawki, osiedlowe "Karyny" się pindrzą, aby zaimponować swoim lokalnym "Sebixom", ale to wszystko na nic, gdy na osiedlu pojawią się świnie, czy - bardziej po naszemu - psy. Ci węszą, przeszkadzają, przy okazji złapią za pośladek czy biust, bo przecież mogą, prawda? Są panami życia, którym nikt nie podskoczy. Są prawem i sprawiedliwością, nie domyślając się, że to wszystko kiedyś się na nich zemści.

I tak to się żyje tu. "Nędznicy" to zaledwie urywek z rzeczywistości i powtórne zwrócenie uwagi na problem, który jest przecież znany od lat, ale nic nie zapowiada, aby cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. Czy Ladj Ly i jego film doprowadzą do rewolucji? Nie sądzę, ale próbować warto. A jeszcze bardziej warto oglądać tak dobre filmy jak "Nędznicy".

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×