Nic do oclenia - film, recenzja, opinie, ocena

Dowcipy, które my opowiadamy o Wąchocku, Portugalczycy opowiadają o Hiszpanach, Hiszpanie o Francuzach, Francuzi o Belgach, a ci z kolei o Holendrach, którzy uważają, że to odnosi się do Niemców.

Multimedia

NASZA OCENA: MOŻNA OBEJRZEĆ

Z kolei nasi zachodni sąsiedzi mówią to o nas. I tak mniej lub bardziej zabawne dowcipy krążą po Europie (a może i świecie) wyśmiewając (i powielając przy okazji) stereotypy na temat "innych". Jak łatwo się domyślić takim "innym" może być każdy: jeśli mieszkaniec Wąchocka to jeszcze jest śmiesznie, ale gdy wstawimy kibica innej drużyny, Unię Europejską, Żyda, murzyna lub homoseksualistę, to przestaje być zabawnie. Dany Boon właśnie to próbuje widzom uświadomić. I rozbroić groźną bombę śmiechem. Wcześniej robił to w znakomitej komedii "Jeszcze dalej niż północ" (rzecz o urzędniku z południa Francji, który trafia na północ), kolejny raz ten temat porusza właśnie w "Nic do oclenia". Kiedy 1 stycznia 1993 r. Unia Europejska zniosła granice celne, przestały też funkcjonować graniczne posterunki celne. Stworzono jednak lotne jednostki, które miały przeciwdziałać przemytowi m.in. narkotyków, alkoholu i papierosów. Jeden z nich tworzą Belg Ruben (Benoît Poelvoorde) i poczciwy Francuz Mathias (Dany Boon). Długo potrwa zanim nie cierpiący Francuzów Ruben zmieni zdanie na temat swojego partnera i sąsiadów z południa w ogóle. Nie bez znaczenia będzie fakt, że Mathias od kilku miesięcy potajemnie romansuje z jego siostrą Irène (Karin Viard)…

Piotr Radecki

Komedia francuska 2010, reż. Danny Boon

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×