Nikodem Rozbicki: Chciałbym zagrać psychopatę albo mnicha. Nie boję się zmiany wizerunku dla roli [WIDEO+ZDJĘCIA]

"Singielka", "Powiedz TAK!", "Dancing with the stars. Taniec z gwiazdami" to produkcje, w których wiosną 2016 roku mogliśmy oglądać Nikodem Rozbickiego. Jak się okazuje, ten młody aktor nie poprzestaje tylko na pojawianiu się w telewizji. Produkuje także teledyski innych artystów, prowadzi biznes nad Wisłą i myśli o dokształceniu się za granicą. O tym wszystkim opowiedział w rozmowie z serwisem Telemagazyn.pl. Zapytaliśmy także, czy z inną partnerką wygrałby "Taniec z gwiazdami". Co odpowiedział? Sprawdźcie!

Multimedia

Sporo Ciebie mieliśmy w tym sezonie. "Taniec z gwiazdami", dwa seriale… Jak to jest widzieć siebie na bilbordach, w telewizji, w kinie, w czasopismach? Jak się z tym czujesz?
To bardzo miłe. Cieszę się, że działam w tym zawodzie i robię to aktywnie. Fakt, iż pojawiam się we wszystkich rodzajach mediów, o których wspomniałaś, potwierdza, że chyba mi to wychodzi. Należy jednak pamiętać, że specyfika tego zawodu polega na takim pojawianiu się i znikaniu – są okresy, gdy nowe projekty przychodzą lawinowo i ciągle jest co robić, a bywa i tak, że nic się nie dzieje. Ja lubię jak wiele się dzieje i mogę działać aktywnie. Tak naprawdę sam dokładam sobie pracy i obowiązków – współprowadzę firmę, rozkręcam imprezy jako DJ…

Muzyka była przed aktorstwem?
Pasja muzyczna towarzyszy mi od najmłodszych lat, grałem w kilku zespołach na gitarze, komponowałem muzykę, później natomiast pojawiło się "Bejbi Blues" w którym Kasia (Rosłaniec – przyp. red.) znając moją fascynację muzyką, a także lubiąc mój gust - powierzyła mi zadanie stworzenia ścieżki dźwiękowej. Dobierałem utwory współpracując z Anną Patrini. Z nią też rok później zagrałem pierwszy DJ set w Sopocie. Warszawa szybko to podchwyciła, a ja sam zacząłem mieć z tego niemałą radość. Teraz gram regularnie i czuję się w tym coraz lepszy.

Będąc przy muzyce nie możemy nie poruszyć tematu "Tańca z gwiazdami". Pamiętam jak przed rozpoczęciem programu mówiłeś, że to nie jest Twoja bajka i w ogóle nie widzisz siebie na parkiecie. Od tamtej pory chyba wiele się zmieniło. Emocje już całkiem opadły? Jak wspominasz "Taniec…"?
Nie miałem momentów, w których myślałem, że to był błąd. Tak naprawdę to była świetna przygoda, ale - tak, rzeczywiście taniec to nie była moja bajka. Z jednej strony łączy się z nim to, co kocham, czyli dźwięk. Z drugiej, jednak chodzi o coś więcej – koordynację ruchową i świadomość swojego ciała. Ja mam dużo energii i o ile nie mam problemu z poczuciem rytmu, o tyle z tą koordynacją bywa różnie. Stwierdziłem więc, że to będzie ogromne wyzwanie. Bo dla człowieka, który nigdy nie tańczył, nauczenie się nowego tańca w trzy, cztery dni, to niemały wyczyn. W związku z tym uznaję swój występ w tym programie za sukces. Cieszę się, że się na to zdecydowałem i byłem częścią tego tanecznego świata, w którym wszystko działo się w zawrotnym tempie.

Sam podjąłeś ostateczną decyzję w tej kwestii? A może radziłeś się osób, które brały udział we wcześniejszych edycjach?
To była dla mnie dość ważna decyzja, dlatego radziłem się wielu osób. Przyjaźnię się z Patrykiem Pniewskim, który opowiadał mi o tym programie i któremu kibicowałem, kiedy on tańczył. Trzymałem za niego kciuki, ale to, że wkrótce ja mogę być na jego miejscu, było poza mną. Długo rozmawiałem też z rodzicami. W końcu zdecydowałem się podjąć to ryzyko i chyba opłaciło się. No, chyba że rozpatrujemy to w kwestii tego, czy zdobyłem Kryształową Kulę, czy nie. Tutaj nie da się ukryć, że przegrałem. Cieszę się natomiast, że wygrała Ania Karczmarczyk, której od początku kibicowałem. Do tego znakomity debiut Jacka Jeschke. To nie mogło się lepiej skończyć.

Taniec, a zwłaszcza ten w programie sprzyja kojarzeniu par. Nie bałeś się, że media będą węszyć romans z Twoim udziałem?
Nie. Wiedziałem, że prędzej czy później coś takiego może się zdarzyć. Wkraczając do tak zwanego show biznesu nie można bać się takich rzeczy. Jeśli ktoś chce, może napisać o tobie wszystko, ale tylko ty i twoi najbliżsi wiecie, jaka jest prawda. Można przecież tego nie czytać.

W Twoim przypadku było jednak inaczej. Nie udało się zrobić z Ciebie i Agnieszki Kaczorowskiej pary, więc pojawiły się plotki o tym, że w ogóle nie dogadujecie się. Nie zaiskrzyło…
No cóż, rzeczywiście nie zaiskrzyło, ale za to pojawiła się bardzo fajna relacja przyjacielska. Jesteśmy z Agnieszką w tym samym wieku, ale poza tym jesteśmy trochę jak ogień i woda, jak dwa przeciwne bieguny. Mimo to, czerpaliśmy wiele nowego od siebie nawzajem. Przez dwa miesiące narodziła się relacja, zbudowana na ogromnym zainteresowaniu drugą osobą, ale wciąż jako mistrz i uczeń. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Aga jest świetną tancerką, a ja beznadziejnym tancerzem – przynajmniej na początku tak było. Oczywiście, był moment krytyczny, który dał grunt pod budowanie historii o tym, że źle się dogadujemy. I to był moment zamiany partnerów w programie.

Z Hanią wypadłeś zupełnie inaczej niż wcześniej z Agnieszką. Dostałeś dużo lepsze oceny. Lepszy był też odbiór Was jako pary tanecznej…
Akurat przy tej zamianie przypadł mi taniec współczesny, a to był właśnie ten rodzaj tańca, o którym myślałem jeszcze przed rozpoczęciem programu. Chciałem dojść do momentu, w którym mógłbym zatańczyć ten właśnie taniec. Wydawało mi się, że jest najbliższy temu, co mi w duszy gra. Zatańczyłem go z Hanią i bardzo się z tego cieszę, ale myślę, że z Agą wyszłoby równie fajnie.

Nie uważasz zatem, że gdybyś miał inną partnerkę mógłbyś dojść dalej? Nawet do finału?
Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się, bo po co zastanawiać się nad tym, co nie może się wydarzyć? My nie mieliśmy wpływu na to, z kim będziemy tańczyć. A co by było gdyby? To już inna sprawa. Może gdybym przefarbował włosy na blond, zająłbym drugie miejsce…

CZYTAJ TAKŻE:

"SINGIELKA". NIKODEM ROZBICKI O TYM, CZY IGOREK WYWINIE NOWY NUMER W 2. SEZONIE [WIDEO]
NIKODEM ROZBICKI: W TE WAKACJE ŻYJĘ NA BARCE "SEN NOCY LETNIEJ" [WIDEO]
"POWIEDZ TAK!". GORĄCE SCENY AGNIESZKI WIĘDŁOCHY I NIKODEMA ROZBICKIEGO [WIDEO+ZDJĘCIA]

Tańczyłeś już gdzieś wśród ludzi po zakończeniu programu? Widać różnicę?
Nie był to taniec towarzyski, ale tak – tańczyłem. Wcześniej nigdy nie próbowałem, więc wychodziłem z założenia, że nie potrafię tańczyć. Dzięki programowi okazało się, że muszę się wiele nauczyć, ale najważniejsza jest otwarta głowa, w której siedzą nasze różne ograniczenia. Tak jest również w wielu innych kwestiach, nie tylko w tańcu. Agnieszce udało się mnie otworzyć i teraz nierzadko można spotkać mnie na mieście, idącego tanecznym krokiem.

Tym tanecznym krokiem chodzisz zapewne na plany seriali… Zakończył się serial "Powiedz TAK!", w którym grałeś jedną z głównych ról. To miał być hit sezonu, ale druga seria nie powstanie…
Uważam, że ten serial wyróżniał się na tle innych produkcji tego typu. Był trochę brudny, niegrzeczny, nieprzesłodzony. To nie była historia o pięknych, młodych i bogatych, co według mnie było bardzo ciekawe. Ostatnio oglądałem ostatni odcinek, który skłonił mnie do refleksji. Tu nie ma happy endu. Serial skończył się źle. Czy to oznacza, że ludzie chcą sięgać tylko po historie z dobrym zakończeniem? Jeśli tak, to wielka szkoda, bo przez to może być trudniej mierzyć się z rzeczywistością.

W "Powiedz TAK!" grałeś Bartka – młodego chłopaka, który nie do końca wie, czego chce od życia. Na końcu scenarzyści nie byli dla niego łaskawi…
Bartek skończył najgorzej. Stracił przyjaciela i dziewczynę, został sam jak palec. Wydaje mi się jednak, że to, co robił było może trochę naiwne, ale kierowane dobrymi pobudkami. Jeśli faktycznie nie będzie drugiego sezonu, uważam, że to zakończenie jest naprawdę bardzo ciekawe. Nie znam innego polskiego serialu, który tak by się zakończył. Bardzo miło wspominam ten projekt.

Miło także przez to, że miałeś okazję zagrać kilka odważnych scen z Agnieszką Więdłochą?
Tak, chociaż trzeba przyznać, że moment, kiedy wchodzi się w intymną relację w obecności kamer zawsze niesie za sobą poczucie braku komfortu. Na szczęście ja sobie z tym radzę. Zostałem nauczony, że aktorstwo wymaga wielu wyrzeczeń, a takie sceny to akurat chyba jedno z przyjemniejszych wyrzeczeń w aktorstwie. Zwłaszcza, gdy partneruje ci tak wyjątkowa osoba, jaką jest Agnieszka Więdłocha. Ekipa także pomaga, na planie robi się bardziej kameralnie. To są sceny, które ludzie lubią oglądać, a ja – jak przy każdej innej – staram się, aby wyszły jak najlepiej.

W "Powiedz TAK!" powstały już ostatnie sceny, ale "Singielka" będzie kontynuowana. Rozpoczynają się zdjęcia do drugiej transzy. Co tutaj czeka Twojego bohatera? Czy wątek Igora będzie rozbudowany?
Bardzo lubię "Singielkę" i dobrze pracuje mi się na planie. W drugim sezonie czeka nas sporo ciekawych historii, a ja cieszę się, że mam okazję grać Igora, który jest postacią, jakiej jeszcze dotąd nie grałem. Szczególnie miło wspominam początki, kiedy Igor był całkiem nieokrzesanym chłopakiem, który pojawia się nagle w życiu swojego brata. Nie widział nic, poza czubkiem własnego nosa. Teraz przede mną kolejne ciekawe wyzwanie bo w Igorze będziemy mogli dostrzec przemianę. "Singielka" i "Powiedz TAK!" były emitowane w tym samym czasie (wiosna 2016), ale moi bohaterowie są od siebie zupełnie różni. Cieszę się, że ludzie to zauważają.

Możemy Cię oglądać także na ekranach kin w filmie "Kochaj!". Opowiedz coś o swojej roli.
Film "Kochaj!" to bardzo sympatyczna, ciepła historia o miłości, a tak naprawdę - o przyjaźni. Rzecz dzieje się chwilę przed ślubem jednej z bohaterek, a ja gram Wojtusia – chłopaka, którego spotyka postać odgrywana przez Magdalenę Lamparską. Dziewczyna zaczyna z nim rozmowę o podłożu egzystencjonalnym. W tej jednej, dość długiej scenie analizowane jest życie bohaterki, a Wojtuś pomaga jej wyjść z ciężkiego stanu, w którym się znajduje. On także potrzebuje, aby ktoś mu pewne rzeczy wyjaśnił… Nie będę więcej zdradzać. Zapraszam do kin!

Widzieliśmy Cię już w kilku odsłonach, a czy jest jakaś rola, o której szczególnie marzysz?
Chciałbym zagrać w filmie kostiumowym…

To dość powszechne marzenie wśród polskich aktorów. Czy to wynika z faktu, że tak mało tego typu produkcji powstaje w naszym kraju?
Śmiem twierdzić, że tak. Filmy kostiumowe cechują się tym, że możemy przenieść się do innej epoki, a taka podróż w czasie może być dla aktora wyjątkowym doświadczeniem.. Marzy mi się też, aby kiedyś ktoś odważył się powierzyć mi rolę o zupełnie innym temperamencie i odcieniu niż wszystkie dotychczasowe. Może to być na przykład psychopata albo mnich. Mógłbym wtedy zgolić włosy na zero i całkiem zmienić wizerunek. Nie boję się takich rzeczy.

Co z teatrem? Ciągnie Cię do tego, aby spróbować swoich sił w tej dziedzinie sztuki?
Nigdy nie grałem na deskach teatru. Miałem jedną propozycję teatralną, ale ze względu na inne obowiązki nie mogłem dołączyć do obsady. Kto wie, może jeszcze będzie okazja. Uważam, że to byłoby bardzo ciekawe.

**Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe? Zaczynamy zdjęcia do "Singielki", zbliżają się też pewne projekty fabularne... Jeżeli wszystko się uda, będę miał sporo pracy przez najbliższe miesiące. Oprócz działań aktorskich, prowadzę lokal "Sen nocy letniej" nad Wisłą w Warszawie. Organizujemy cztery koncerty w tygodniu, promujemy ciekawych artystów i wartościową muzykę. Zachęcam ludzi do tego, aby chociaż raz w tygodniu – zwłaszcza w okresie letnim - wzięli udział w takim wydarzeniu towarzysko-muzycznym.

Masz też własną firmę producencką, RCM (rc-m.pl)…
Dokładnie rok temu spotkałem się ze swoim przyjacielem z lat młodzieńczych, który dowiedział się, że zacząłem opiekować się jednym z artystów – Mikołajem Dobberem. Stwierdził, że też chciałby to robić. Zaczęliśmy działać i zorganizowaliśmy kilka tras koncertowych, między innymi dla Mary Komasy – w Polsce i nie tylko. Produkujemy też teledyski. Ostatni jaki zrobiliśmy był do utworu „Minuty” autorstwa Ewy Bem w remiksie Bennelux (do obejrzenia na youtube). W ramach RCM prowadzimy także wcześniej wspomniany "Sen Nocy Letniej". Działamy na wielu płaszczyznach, wszystko jednak obraca się w okół dźwięku i obrazu.

Skupiasz się przede wszystkim na innych artystach czy sam także planujesz coś nagrać?
Chciałbym kiedyś coś nagrać, od czasu do czasu o tym myślę, ale mam teraz co robić i faktycznie skupiam się na innych. Czas wszystko zweryfikuje.

Masz co robić, a kiedy wakacje? Wiem, że lubisz podróżować.
Bardzo lubię, ale niestety w wakacje nie będzie na to czasu. Na pewno pojadę na festiwale muzyczne – Open’er i Audioriver. Jeżeli nadarzą się inne okazje – być może je wykorzystam. Poważnie zastanawiam się też nad wyjazdem na dłużej w celu edukacji. Zdobywam doświadczenie na planach seriali i filmów, ale chciałbym też, aby jakieś autorytety w tej dziedzinie przekazały mi umiejętności warsztatowe. Uważam, że to byłoby fajne połączenie podróży z edukacją i samokształceniem. Przy okazji mógłbym podszkolić się z języka. Warto poszerzać horyzonty i nie osiadać na laurach. Po prostu chcę się rozwijać.

Rozmawiała: Kamila Glińska
kamila.glinska@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×