Obcy - recenzja internauty Tomasza

Bestia stworzona do zabijania. Śmiercionośna w każdym aspekcie swojej natury. Uosobienie wszystkich strachów, potworów i monstrów.

Multimedia

Ociekające śluzem, niemal niezniszczalne zło wcielone. Szybkie jak błyskawica, kryjące się w mroku i atakujące bez litości - w momencie krótszym niż mrugnięcie okiem. Mordujące bezkarnie. Przecież w kosmosie i tak nikt nie usłyszy twojego krzyku...

"Obcy" to zdecydowanie klasyka kina i to nie tylko w gatunku horrorów czy też filmów sci-fi. Poszczególne elementy dopracowane są do perfekcji. Fenomenalny jest sam wygląd ksenomorfa, który od czubka podłużnej, obłej głowy, aż po ogon zakończony zabójczym szpicem, jest po prostu kwintesencją nieokiełznanej agresji. Mistrzowska jest scenografia, zarówno od strony dbałości o szczegóły (statek kosmiczny wzorowano na wahadłowcach NASA), jak i oryginalności oraz sposobu w jaki współtworzy klimat - to oraz wygląd Obcego, jest w większości wizjami H.R.Gigera. Wszystko co związane z Obcym, jest oślizłe, odpychające i tak obrzydliwe, że aż piękne (sam ksenomorf, jaja z Facehuggerami, same Facehuggery). Mistrzowskie są zdjęcia - dużo jest długich ujęć, w których świetnie wykorzystano wspomnianą wyżej obło-oślizgłą scenografię i świetną grę świateł.

Z kolei w momentach, gdy aktorzy toczą rozmowy, całość jest prowadzona w sposób podobny do filmu dokumentalnego, pokazującego życie na statku kosmicznym (krótkie, ale treściwe dialogi, często one-linery; bardzo stonowana i naturalna gestykulacja i mimika - aż można poczuć fizyczne i psychiczne zmęczenie ludzi na ekranie). Wszystko to świetnie uzupełnia muzyka Goldsmitha - w wielu momentach mocno słyszalna i podnosząca ciśnienie (scena w której bohaterowie znajdują obcego “przykutego" do fotela; wszystkie sceny w których członkowie załogi przemieszczają się po statku, szukając Obcego), ale bardzo często niezwykle ascetyczna, odzywająca się w tle, że odbiera się ją jakby podprogowo, a czasem w ogóle znikająca (większość scen rozmów). Wszystko to razem buduje niepowtarzalny i klaustrofobiczny klimat, który niemal fizycznie odbiera oddech podczas seansu. Zagrożenie jest wszechobecne, a nieuchronność śmierci wisi nad członkami załogi przez cały czas - oglądając ich “tropiących" (bo kto tu kogo tropi), współczuje im się i ma się ochotę ich ostrzec.

Bardzo dobra jest też gra aktorska, przede wszystkim oczywiście w wykonaniu Sigourney Weaver - jest piękna i kobieca, a przy tym twarda i zdeterminowana - nawet jeśli brakuje jej nieco siły w mięśniach, to jej siła psychiczna jest po prostu ogromna. Ale świetny jest też Ian Holm grający androida Asha czy Veronica Cartwright grająca Lambert. Wszystkie te elementy uwiarygadniają historię oraz umożliwiają zżycie się z bohaterami. Ridley Scott sprawił, że - co naprawdę rzadko się zdarza - nie tylko oglądamy film Nostromo i członków jego załogi, ale zostajemy praktycznie przeniesieni w kosmiczną przestrzeń i stajemy się dziewiątym pasażerem Nostromo. Niemym, ale uczestniczącym w wydarzeniach. Film pełen jest scen, które zostają w głowie na lata.* W każdym razie - arcydzieło.

** przyczepienie się pasożyta do Johna Hurta; “narodziny" Obcego; jego pojawienie się pod koniec filmu w całej okazałości; “przebudzenie" w wahadłowcu, gdy Ripley znajduje się o centymetry od niego, przekonana, że to tylko fragment statku.*

Tomasz Wącławski

[sc]**PRZECZYTAJ RECENZJĘ REDAKCJI

WRÓĆ DO PROGRAMU TV**[/sc]

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×