"Obsesja Eve" [RECENZJA]. Zabawna i straszna zabawa w kotka i myszkę

Twórcy tego serialu puszczają do nas oko, dlatego „Obsesję Eve” „rozszyfrują” widzowie, dla których umowność przedstawionego świata, pełne czarnego humoru, najeżone absurdem sytuacje i bohaterowie łamiący stereotypy będą zaletami a nie wadami nowej produkcji, którą można oglądać na HBO. Sprawdź, jak oceniamy serial "Obsesja Eve"!

Multimedia

O tym, czy wejdzie się w ten serial czy nie, decyduje tak naprawdę pierwsza scena. Kawiarnia. Przy stoliku naprzeciwko jedzącej lody młodej dziewczyny siedzi mała dziewczynka. Ta pierwsza uśmiecha się do dziecka, które nie reaguje na jej uśmiech za to radośnie odwzajemnia szeroki i szczery uśmiech kelnera. Mina kobiety rzednie. Wychodząc zrzuca pucharek z lodami na kolana dziewczynki.

Już po tej scenie wiem, że bohaterka łatwa do polubienia nie będzie. Ta ładna, seksowna blondynka to psychopatyczna morderczyni Villanelle, która z dziką radością zabija ludzi wskazanych jej przez pewną organizację. Robi to skutecznie do czasu, kiedy zostawia żyjącego świadka, dziewczynę towarzyszącą zabitemu politykowi. Świadka przejmuje brytyjski wywiad. Jedna z jego pracownic Eve Polastri uważa, że morderstwa dokonywane w Europie w ostańcu latach są dziełem jednej osoby, młodej i atrakcyjnej kobiety. Zaczyna się tropienie morderczyni, a dla Vileneuve tropienie Eve. Obie kobiety zaczynają to traktować obsesyjnie.

Spin-off serialu HBO zamówiony – co o nim wiemy? [TWÓRCY, FABUŁA, BOHATEROWIE, TEORIE] Zobacz więcej

W typowym serialu szpiegowskim stają naprzeciw siebie dwaj mniej więcej równorzędni partnerzy. Fabuła „Obsesji Eve” przeczy temu schematowi . Choć Eve pracuje w MI6 jest słabo wyszkoloną w zadaniach terenowych, nienawykłą do używania broni pracownicą biurową. Obdarzona jest niewątpliwie intuicją kryminalistyczną, za to pistolet trzyma jak gorący garnek. Jest poza tym nieco strachliwa, mocno roztrzepana i w sytuacji kryzysowej wpada w histerię. Na pewno nie może dotrzymać kroku Villanelle, bo ta z kolei jest maszyną do zabijania, nie odczuwa wyrzutów sumienia, bezbłędnie wciela się w postać, którą ma odegrać, a co chyba najważniejsze potrafi w momencie zmanipulować kobietę, mężczyznę czy dziecko. Nie dba o kamery, odciski palców i podobne drobiazgi. Jej sukcesy ją rozbisurmaniły, uważa, że jest nieuchwytna a poza tym niezawodna, czego nie są już pewni jej zleceniodawcy. Postać Villanelle została celowo mocno przerysowana – to rozkapryszone dziecko, które bawi się zabijaniem i manipulacją ludźmi, niewątpliwie zaburzone, ale pełne wdzięku i diablo inteligentne. Villanelle jest zawsze o krok do przodu, potrafi przewidzieć czyjś ruch i zachowanie i zawsze jest przygotowana.

Wiarygodność sytuacji i realizm działań nie grają w serialu pierwszych skrzypiec, można się zżymać nad nieudolnością agentów brytyjskiego wywiadu, iście zimnowojennym, nieco bondowskim stereotypem rosyjskich, tajnych organizacji i totalna ignorancją zasad sztuki zabijania. Poza tym fabułą jest mocno naciągana i momentami surrealistyczna. Nie o tym jednak jest ten film! Priorytetem są postacie i gdyby twórcy obstawali przy skrajnym realizmie nie byłoby na przykład tak teatralnie zainscenizowanych, absurdalnych i zabawnych sytuacji samych zabójstw, które zakrawają chwilami na slapstickowe. Jeśli mierzyć poziom czarnego humoru w serialu to właśnie w tych scenach jest on najwyższy.

Widz obeznamy w mnóstwem kryminałów poczuje się też podbudowany faktem, że w końcu nie jest w stanie przewidzieć ani tego co zabójczyni powie, ani co zrobi. Scenariusz, a głównie dialogi między Villanelle a Konstantinem czy Eve to wybuchowa mieszanka słowna, zabawna, zaskakująca i skrząca się dowcipem wymiana zdań. Moja ulubiona relacja tego filmu to relacja Villanelle i porwanej przez nią córki Konstantina, która jest kopią nastoletniej zabójczyni: wyszczekanej, bezczelnej i inteligentnej, ale już pozbawionej wszelkich zahamowań.

Mocną stroną serialu są kreacje aktorskie. Bardziej znana szerszej publiczności Sandra Oh, choć za nią nie przepadam idealnie wpasowała się w postać Eve, ale ewidentnie najlepsza jest Jodie Corner grająca Villanelle, która do perfekcji opanowała sztukę mówienia twarzą, oczami, gestem i ciałem. Jest niesamowicie wyrazista: zaskakująco prawdziwa, kiedy trzeba i przekonująco kłamliwa, kiedy uważa za stosowne. W przeciągu paru sekund potrafi przejść od słodkiej idiotki, przez niewinną pensjonarkę, po zimną sukę, kończąc ten pokaz wesołym mimem. A wszystkimi tymi wcieleniami dajemy się – podobnie jak jej ofiary zwieść.

Sprawdź, które produkcje zapowiadają się najlepiej! [GALERIA]Zobacz więcej

Jak napisałam powyżej, urok tego serialu polega na postaciach i relacjach jakie tworzą i mogłoby się, czytając tą recenzję, do tej pory wydawać, że mamy do czynienia głównie z komedią. Tak jest… ale nie do końca. W miarę jak relacja miedzy Eve, a Villanelle się zacieśnia zaczynamy poznawać tę drugą coraz lepiej. Okaże się szybko, że być odpowiedzi na to dlaczego teraz taka jest trzeba szukać w bardzo odległej przeszłości. To jednak tylko momenty refleksji, które umiejętnie pauzują akcję filmu by dać wytchnienie widzowi. Akcja filmu jest całkiem wartka, bohaterowie działają w największych europejskich (i nie tylko) miastach, wciąż coś się dzieje, trup ściele się gęsto, a intryga to poziom międzynarodowego spisku. Co jednak najważniejsze jest i straszne i zabawnie, przy czym to strasznie to przeważnie percepcja widza, a to zabawnie puenta morderczyni. Ale ta miła równowaga gwarantuje dobra zabawę!

Nasza ocena: 7/10

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×