"Ocalony". Komandosi bardziej boją się gazet niż Talibów… [RECENZJA]

To opowieść o operacji amerykańskich sił specjalnych w Afganistanie o kryptonimie „Czerwone Skrzydło" nazywanej „największą porażką" Navy SEALs; w jej wyniku zginęło w sumie 19 żołnierzy.

Multimedia

NASZA OCENA: 8/10

Afganistan, góry Hindukuszu, niedaleko granicy z Pakistanem. Podczas próby likwidacji talibskiego dowódcy - Ahmada Szaha, współpracownika Osamy bin Ladena, czterech amerykańskich komandosów zostaje zaskoczonych w swojej kryjówce przez trzech Afgańczyków, pasterzy kóz. Otoczeni skałami nie mogą połączyć się z bazą i nie mogą liczyć na rozkazy odnośnie więźniów, z którymi nie wiedza co począć. Każda opcja jest zła: wypuszczenie nieuzbrojonych cywilów wolno, jak nakazuje Konwencja Genewska, to narażenie na atak talibów, a zastrzelenie Afgańczyków, z których jeden miał kilkanaście lat, oznaczało prawdopodobnie stanąć przed sądem i być narażonym na nagonkę ze strony opinii publicznej. Komandosi decydują się wypuścić więźniów…

Trudno nie wspomnieć o dalszym ciągu tej historii, w finale której życie jedynego ocalałego, ciężko rannego komandosa ratują pasztuńscy wieśniacy. Ich przywódca Muhammad Gulab wierny kodeksowi mówiącemu, że gościowi należy się azyl choćby miałoby to kosztować życie całej wioski, przez 5 dni pobytu ocalałego, bronił wraz ze współplemieńcami przed atakami talibów... Smutnym finałem tej historii jest fakt, iż Gulab i jego rodzina wciąż walczy o przyznanie amerykańskiej wizy, bo w swoim kraju grozi mu zemsta.

Film dosyć wiernie oddaje historię opowiedzianą przez jedynego ocalałego komandosa Marcusa Luttrella i nie tylko, bo rozpoczyna się od dających do myślenia dokumentalnych wstawek z morderczego szkolenia komandosów, podczas którego krew, pot i łzy są na porządku dziennym. Po takim treningu łatwiej przyjąć na siebie grad kul i impet uderzenia o skały spadając ze stromego zbocza.. i przeżyć, co byłoby dla zwykłego śmiertelnika abstrakcją.

Film trzyma w napięciu niemal przez cały czas, bo sekwencje bitwy z Talibami są doskonale zrealizowane. Sprawia, że przejmujemy się losem bohaterów, bo od początku nie są anonimowi, znamy ich rodziny, narzeczone, widzimy ich pokoje… Film jest jednocześnie fałszywy, ale też szczery. Zabrakło szarości miedzy dobrymi i złymi, wszystko jest jednoznaczne i nie pozostawia wątpliwości. Jednocześnie nie można się oprzeć wrażeniu szczerze wybrzmiewającego gdzieś tam oskarżenia, że na wojnie nie ma czasem miejsca na odruchy człowieczeństwa, a takowe – jeśli są – niosą za sobą więcej śmierci i ofiar. Znamienne jest to, że zaprawieni w bojach faceci bardziej się boją gazet i dziennikarzy niż obcinających głowy Talibów…

„Ocalony” to ciekawa rzecz i do myślenia i do oglądania, bo to wprawdzie porządne męskie kino z mocną „rozpierduchą”, ale i film zadający pytania. O wybory, o wytrzymałość i o poświęcenie dla kumpla z pola walki. Tematy wciąż jakże aktualne.

Beata Cielecka

"Ocalony" w tv. Sprawdź datę emisji!

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×