"Ostatni komers" [RECENZJA]. Pierwszy joint, pierwsza miłość, pierwszy seks, a potem życie stanie się trudniejsze. Kapitalny debiut!

"Ostatni komers" to największa sensacja 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Już dawno nikt w polskim kinie z taką lekkością nie opowiadał o nastolatkach, w żaden sposób nie próbując ich oceniać czy stawiać się w roli mentora. Oceniamy film "Ostatni komers". Film już w kinach, a przed chwilą podziwiała go publiczność festiwalu Młodzi i Film 2021!

Multimedia

"OSTATNI KOMERS" - RECENZJA

Blokowisko, pewna małolata za moment zostanie matką, ziomek o wdzięcznej ksywce "Łysy" wygląda tak, jakby miał karnet do jednostek penitencjarnych na terenie całej Polski, jego braciak zdecydowanie przebimbał lekcje wychowania seksualnego, a sąsiadka z bloku obok niezbyt przywiązuje się do kwestii wierności wobec swojego partnera. Normalne życie na polskim osiedlu. Brzmi jak opis kolejnego dzieła polskiej kinematografii z gatunku niemalże pornograficznego dramatu osadzonego w patologii, gdzie rządzi brud, smród, ubóstwo, a matka zjada nowonarodzone dziecko? Nic z tych rzeczy! Dawid Nickel, co zaznaczył podczas spotkania po projekcji filmu, ma dość przedstawia polskiego blokowiska przez pryzmat wszelkich odcieni szarości, więc postanowił wnieść do swojej historii dużo koloru i światła. I całe szczęście.

Nickel, którego filmowe doświadczenie obejmuje m.in. asystowanie Małgorzacie Szumowskiej czy Janowi Kidawie-Błońskiemu, na język filmu postanowił przełożyć bardzo osobistą dla siebie historię, co dość wyraźnie wybrzmiewa z ekranu. Dorzucił do tego motywy powieści Anny Cieplak pt. "Ma być czysto" i właściwie otrzymaliśmy materiał na hit. Z jednej strony "Ostatni komers" może sprawdzić się jako komercyjna produkcja od młodych dla młodych, a z drugiej to przecież autorskie kino pełną gębą, które spokojnie mogłoby znaleźć się w programie Sundance Film Festival. Zadziwiające jest to, jak bardzo zanurzony w polskości jest to film, ale jednocześnie autorzy operują tak uniwersalnym językiem, że każdy będzie mógł się przejrzeć w nim jak lustrze.

I to jest właśnie najcudowniejsze i najbardziej nęcące w "Ostatnim komersie". Dawid Nickel nie tylko ma wyczucie opowiadanych przez siebie historii, ale przede wszystkim potrafi bezszelestnie poruszać się po świecie nastolatków, w żaden sposób nie ingerując w ich rzeczywistość. Nie zamierza moralizować, prawić kazań, lecz spokojnie się przygląda. Kamera, którą prowadzi Michał Pukowiec, niemal nie schodzi z bohaterów, a czasem niebezpiecznie się do nich zbliża, niejako przełamując barierę intymności. Przy tym wszystkim autorzy są bardzo ostrożni i nie szukają na siłę kontrowersji. Nie robią filmu pod tezę, nie chcą niczego udowodnić, zamiast tego z dokumentalną precyzją portretują środowisko młodzieży. Widać i słychać, że rozumieją język ludzi, od których są dwukrotnie starsi. Na ekranie rządzi naturalność; patrząc na bohaterów, absolutnie nie wyczuwa się grama fałszu, a za to dostajemy pełnokrwiste postaci, wymykające się stereotypom, które muszą się same zmierzyć ze swoim tu i teraz. 

"Bóg Internetów". Od zera do youtubera, czyli krótka historia o tym, jak zrobić z siebie kretyna w sieci i zdobyć fejmZobacz więcej

W kontekście "Ostatniego komersu" często przywoływane są głośne "Wszystkie nieprzespane noce" Michała Marczaka i rzeczywiście pod względem klimatu opowieści, można dopatrzyć się podobieństw, jednak "Ostatni komers" jest dużo prawdziwszy i zdecydowanie więcej mówi o współczesnych młodych ludziach. Ja bardziej widzę coś w stylu polskiej odpowiedzi na świetny i bezpretensjonalny film "Legendarne amerykańskie pidżama party" Davida Roberta Mitchella, gdzie także obserwowaliśmy galerię bohaterów u progu dorosłości, którzy stają przed pierwszymi ważnymi wyborami w życiu i często zderzają się też z pierwszymi rozczarowaniami. Swoją drogą, warto zwrócić uwagę na jeden aspekt, który Dawid Nickel zdaje się celowo podkreślać - główni bohaterowie pozbawieni są przynajmniej jednego z rodziców, który wyjechał za granicę za pracą i lepszymi pieniędzmi, po czym odciął się od dawnego życia. W sposób niezamierzony to rewers "Jak najdalej stąd" Piotra Domalewskiego, gdzie główna bohaterka tamtego filmu, z całą pewnością mogłaby przybić pionę z większością bohaterów tej produkcji. Znak naszych czasów.

"Ostatni komers" tryska kolorami. Zapomnijcie o szarych blokach i nudnym życiu, tutaj wszystko jest pokolorowane. Obraz wygląda jakby był przerobiony przez instagramowe filtry, ale to doskonale oddaje stan ducha głównych bohaterów, którzy nie zamierzają narzekać na otaczającą ich rzeczywistość, tylko starają się odnaleźć w niej dla siebie trochę miejsca. Całość wspomaga muzyka, gdzie znajduje się miejsce zarówno na osiedlowy rap, jak i hity, których nie powstydziliby się bywalcy Wixapolu.

"Sole". Gwiazda "Stulecia Winnych" zachwyca we włoskim filmie! Oceniamy!Zobacz więcej

Robotę robi obsada "Ostatniego komersu". Sandra Drzymalska, po włoskim filmie "Sole", zalicza kolejną bezbłędną kreację, ale warto też zapamiętać nazwisko Nel Kaczmarek, która chociaż już ma filmowe i serialowe doświadczenie, to tutaj zalicza wejście z buta do polskiego kina. Świeżo upieczona studentka Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie jest niezwykle świadoma swojej bohaterki, gdzie lawiruje pomiędzy pomiędzy jej różnymi stanami i prowadzi z widzem swoistą grę w kotka i myszkę. Magnetyczny w swojej grze, gdzie większość emocji wyraża za pomocą pozornie przypadkowych gestów czy spojrzeń, jest Mikołaj Matczak, a Michał Sitnicki, chociaż jest kompletnym naturszczykiem, ma w sobie ogromną charyzmę. Nie zapominajmy też o Jakubie Wróblewskim, bo jego Chomik potrafi skraść każdą scenę, w której się pojawia.

"Ostatni komers" to symboliczny koniec niewinności. Dawid Nickel opowiada o życiu młodych ludzi z delikatnością oraz pasją; żadnej tabloidowości, tylko czułe spojrzenie na młodych, którzy właśnie popełniają swoje pierwsze życiowe błędy, potykają się, przeżywają pierwsze miłości i odkrywają swoją seksualność. Nikt tego za nich nie przeżyje. Sami muszą zmierzyć się z otoczeniem, bliskimi, odrzuceniem, pierwszymi porażkami i przede wszystkim ze sobą. Piękny film, jakiego brakowało w polskim kinie. Pierwszy joint, pierwsza miłość, pierwszy seks, a potem życie stanie się trudniejsze... jednak na razie chodźmy zatańczyć na ostatnim komersie! Kapitalny debiut.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 11 grudnia 2020 roku, w ramach relacji z 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

"OSTATNI KOMERS" JUŻ W KINACH!

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×