Paradokumentalna rzeczywistość podawana do obiadu, czyli o fenomenie paradokumentów

Milionowa widownia, setki odcinków, z których każdy to odrębna historia, pokazująca wydarzenia z życia wzięte. Amatorzy wcielający się w bohaterów i wszechobecny lektor, wyjaśniający widzom fabułę. O czym mowa? Oczywiście o serialach paradokumentalnych, które od dobrych kilku lat cieszą się ogromną popularnością. Na czym polega fenomen tych telewizyjnych historii z życia wziętych?

Multimedia

Niewinne początki

W polskiej telewizji pomysły nie pojawiają się znikąd, zazwyczaj przychodzą do nas zza granicy. Tak było w przypadku serialu "W-11" (na niemieckiej licencji), który 11 lat temu zadebiutował w TVN, a tym samym otworzył drzwi obecnie emitowanym serialom paradokumentalnym. Prawdziwe bum na ten gatunek telewizyjny zapoczątkowała jednak stacja Polsat, seriale takie jak „Dlaczego ja” czy „Pamiętniki z wakacji” kojarzy zapewne każdy z nas, a postać romantycznego Dariusza, czy autorka mięsnego jeża, pani Beatka, na dobre wdarły się do kanonu postaci kultowych w polskich serialach. Obecnie seriale paradokumentalne wciąż cieszą się wysoką oglądalnością, która prowokuje, co rusz kolejne stacje do produkcji tzw. scripted docu. Na czym w takim razie polega fenomen telewizyjnych historii z życia wziętych?

Nieporadnie autentyczni

Można powiedzieć, że kuźnia aktorskich talentów seriali paradokumentalnych jest otwarta dla każdego. Kiedy nie ma żadnych kryteriów i nikt nie pyta o umiejętności, w długich kolejkach na przesłuchania do ról stoją wyłącznie osoby traktujące występ w telewizji jako możliwość przeżycia przygody czy pochwalenia się sąsiadom - pewne siebie kury domowe, bezrobotni, emeryci chcący dorobić sobie parę groszy, czy w końcu dzieci i studenci. Motywacje są różne. O ile studenci mogą traktować to jako formę pracy podczas studiów, o tyle małe dzieciaki najczęściej wypychane są tam przez swoich rodziców, kierujących się nie tyle zyskiem, ile długoterminową inwestycją. "Moje dziecko ma prawdziwy talent. Wystąpiło już w kilku popularnych serialach…" i tak pozorna droga do kariery i sławy otwarta. A talent i umiejętności? Ma być naturalnie, jak w prawdziwym życiu więc po co grać? - To, że historia jest opowiedziana przez naturszczyków niekryjących swojego braku profesjonalizmu tylko nadaje całości powab autentyczności. Owi aktorzy grają tak źle, że wydają się prawdziwi w swojej nieporadności – tłumaczy dr Tomasz Płudowski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Tylko czy w prawdziwym życiu mówimy w ten sposób: "Coś tu jest, yyyy nie tak, tak? Jak to tak. Można. Jestem yyy zbulwersowana". Gratuluję twórcom scenariuszy, jak i występującym autentyzmu i swobody wypowiedzi.

Społeczna alergia?

Podobno każdy zapytany mówi, że ich nie ogląda. Reaguje prawie że alergicznie, zapierając się, że "te głupoty go nie interesują". Niektórzy mówią, że to taki bełkot w tle do obiadu. Jeśli już ktoś ma odwagę otwarcie przyznać się do oglądania tego typu seriali, to zawsze spotkamy się z mocnym podkreśleniem, że to z nudów, bo nie ma w tym czasie nic ciekawego do obejrzenia. Z roku na rok oglądalność seriali fabularno-dokumentalnych spada, ale od dobrych kilku lat wciąż są pewnymi bywalcami wiosennych, jak i jesiennych ramówek stacji. Emitowane najczęściej od godziny 17.00, kiedy większość ludzi jest jeszcze w pracy bądź dopiero z niej wraca. Kto w takim razie ogląda seriale paradokumentalne? Wychodzi na to, że ci, którzy w nich występują, czyli kury domowe, bezrobotni, emeryci, uczniowie czy studenci. Według dr Płudowskiego - Ambitniejsi widzowie odeszli do kanałów tematycznych i Internetu.

Zabijacze czasu czy źródło inspiracji?

- Część osób szuka w nich historii prosto z życia, zwłaszcza o zabarwieniu skandalizującym czy intymnym. Inni chcą się przejrzeć w tych programach jak w lustrze. Jeszcze inni szukają pocieszenia lub rozwiązania swoich problemów. Nawet widzowie nastawieni do nich krytycznie mogą je oglądać wybiórczo, dla tzw. beki. W tym przypadku im gorszy program, tym zabawniejszy – wyjaśnia dr Tomasz Płudowski.

Wychodzi na to, że prosty żeby nie powiedzieć banalny język dialogów wystarczy, by przyciągnąć rzesze ludzi szukających inspiracji przed telewizorem. Jednak prawdziwy haczyk tkwi w scenariuszu. Wprost tabloidową historię trwającą około 30-40 minut trzeba przecież dobrze napisać, by "zabijacz czasu" właściwie zadziałał, a wykreowane w odpowiedniej kolejności wątki zatrzymały widza przed telewizorem od początku historii aż po jej zakończenie (rozwiązanie). Z badań przeprowadzonych dla serwisu wirtualnemedia.pl wynika, że wiosną 2013 roku największą popularnością cieszył się serial „Szpital”. Emisja o godzinie 18:00 przyciągnęła przed telewizory ponad 2,5 mln widzów. Na drugim miejscu uplasowała się (wspomniane na samym początku) "W-11", z wynikiem 2,13 mln widzów. Godzina 17:00 czasu antenowego należała natomiast do „Dlaczego ja?”. Paradokument Polsatu przyciągał 1,43 mln widzów.

Cenna głupota

Tania siła robocza w postaci samozwańczych aktorów to koło napędowe produkcji z serii scripted docu. Aktorzy-amatorzy często jeszcze udostępniają swoje lokum na potrzeby kręcenia scen, wtedy też gaża "aktora" wzrasta. Najczęściej jednak na występach w paradokumentach udaje się zarobić jakieś 300-400 zł. Tyle warte są 3 dni pracy na planie paradokumentu, każdy po 16 godzin dziennie (8zł netto za godzinę). Prócz naturalnej gry aktorskiej, od aspirującego aktora wymaga się bardzo dobrej znajomości scenariusza. Jest to zazwyczaj od kilku do kilkunastu stron formatu A4. Seriale paradokumentalne nie wymagają nawet zakupu licencji.

Poza tym, jak mówi dr Płudowski: - W ostatnich latach bardzo zmienił się rynek telewizyjny. Z punktu widzenia stacji telewizyjnych pierwszeństwo ma właśnie czynnik ekonomiczny, zwłaszcza przy kłopotach finansowych jednych stacji i legendarnej oszczędności i przaśności innych. Seriale dokumentalne to również kolosalne przychody z emisji reklam. Przodująca w tym aspekcie produkcja „Szpital”, emitowana w TVN, zarobiła w 2014 roku ponad 225 miliony zł (wg analizy Lowe Media).

Paradokumentalna jesień 2015

W zbliżającym się sezonie jesienno – zimowym nie uciekniemy od telewizyjnych historii z życia wziętych. Do ramówek stacji na pewno powrócą dobrze znane nam tytuły, jak również kilka paradokumentalnych nowości. Jesienią telewizja Polsat wyemituje drugi sezon serialu „Słoiki” (CZYTAJ TAKŻE: DRUGI SEZON PARADOKUMENTU "SŁOIKI" JESIENIĄ 2015 W POLSACIE). Nowością Polsatu ma być natomiast serial „Poznaj swoje prawa”, w którym zobaczymy jak prawnicy pomagają zwykłym ludziom rozwiązywać ich spory i odnaleźć się w dżungli paragrafów. Stacja TVN również przygotowała dla swoich widzów coś specjalnego. Prócz znanych już seriali „Szkoła”, „Ukryta Prawda” czy „Szpital”, w ramówce pojawi się paradokument „Wesołowska i Mediatorzy”. To wielki powrót sędzi Anny Marii Wesołowskiej, która po 4 latach wraca na antenę TVN, tym razem w roli mediatorki. (CZYTAJ TAKŻE "WESOŁOWSKA I MEDIATORZY". NOWY SERIAL Z SĘDZIĄ ANNĄ MARIĄ WESOŁOWSKĄ). Ponadto TVP1 pracuje nad nowym serialem „Młodzi lekarze”. (CZYTAJ TAKŻE:"MŁODZI LEKARZE" - NOWY REALITY SHOW TVP1). Pozostaje już tylko wybrać, przy którym formacie będziecie chcieli zjeść obiad po ciężkim dniu w pracy, a może tej jesieni zdecydujecie się na jakiś smaczniejszy dodatek w tle? Osobiście polecam muzykę.

Adriana Słowik adriana.slowik@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • megafaka (gość)

    .zgadzam się w 100% z przedmówca. Seriale dla ludzi z ograniczeniami umysłowymi.

    27.02.2019 18:38
  • popik (gość)

    Najgorsza tandeta ,uwłaczająca ludzkiemu rozumowi,aczkolwiek mająca wielu zwolenników,co świadczy o totalnej głupocie.

    07.02.2018 07:57

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×