"Photon". Krystyna Czubówna na emeryturę? Andrzej Chyra opowiada o powstaniu życia [RECENZJA]

"Photon" Normana Leto to wyjątkowy projekt i jednocześnie jedno z największych filmowych zaskoczeń 2017 roku w polskim kinie. Film, w którego powstanie wielu wątpiło, podbił serca publiczności na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty, udowadniając, że w widzów i ich inteligencję należy wierzyć. To się opłaca.

Multimedia

Spróbujmy spojrzeć na zjawisko życia od początku znanej nam historii - zaczyna leniwie narrator o głosie Andrzeja Chyry. Jak powstała materia i jak powstały pierwsze cząstki? Jak całe to życie rozrosło się w tak złożone zlepy cząstek, jak żona górnika, rosyjski biznesmen i polski artysta? Na te i podobne pytania w "Photonie" próbuje odpowiedzieć Norman Leto.

Urodzony w 1980 roku artysta interdyscyplinarny na "Photon" poświęcił pięć lat własnego życia, gdy zamknął się w świecie fizyki, biologii oraz chemii, oddał się pracom naukowym m.in. Richarda Feynmana oraz zaczął tworzyć animacje, stanowiące fundament filmu. Pierwsze zapowiedzi tej produkcji pojawiły się już w 2011 roku, następnie w CSW mogliśmy obejrzeć wystawę towarzyszącą filmowi, aż w końcu udało się sfinalizować oraz zamknąć cały projekt. Już poprzedni film Normana Leto, czyli "Sailor", w pewnych kręgach jest swoistym klasykiem i mam przeczucie, że podobny los może spotkać "Photon".

"Photon", nie bójmy się tego głośno powiedzieć, to film popularno-naukowy, opowiadający o narodzinach życia, gdzie 10 milionów lat zostaje przedstawione z perspektywy nitek DNA. Na szczęście na próżno szukać tutaj typowych dla tego typu audycji rozwiązań, potrafiących znużyć nawet największych klasowych prymusów podczas projekcji. Leto stawia na dynamikę, świeżość oraz błyskotliwość. Przykłady są proste, jasne i czytelne; reklamówka wrzynająca się w palec zamiast jakiegoś dziwnego odważnika i nikomu niepotrzebnego wykresu? Żaden problem.

Jeżeli chcemy opowiadać o życiu, to powinniśmy robić to z… życiem. I właśnie tego hasła, jak mantry, trzyma się reżyser, który od pierwszej do ostatniej minuty dokładnie wie, co chce swoim filmem powiedzieć. Nie ma miejsca na przypadki, wszystko jest misternie i dokładnie zaplanowane, co potwierdza kunszt Leto. "Photon" podzielony jest na trzy części, swoiste rozdziały, gdzie w pierwszym segmencie przyglądamy się powstawaniu materii, następnie przechodzimy do narodzin życia, aż finalnie dajemy się ponieść fantazji twórcy, którego wizji mogliby pozazdrościć zarówno naukowcy, jak i autorzy filmów sci-fi, z Luckiem Bessonem na czele.

Etapowość "Photonu" jest doskonale skorelowana z muzyką; całość zaczyna się spokojnie, wręcz kojąco, aby film zakończył się symfonią niepokoju i koncertem orkiestry chaosu. Szalenie działa to na emocje i wyobraźnię, przez co sami możemy zacząć mieć własne projekcje odnośnie do przyszłości świata.

"Tarapaty". Renesans polskiego kina dla dzieci?Zobacz więcej

"Photon", poza swoim edukacyjnym wymiarem, pokazuje też nasze smutne tu i teraz, odsłaniając prawdziwą stronę pracy naukowej, gdzie gros czasu poświęca się na formalności i wieczną pogoń za grantami. Do tego autor małą szpileczkę wbija też w dziennikarzy, szukających taniej sensacji i interesujących się - za przeproszeniem - pierdołami, potrafiących nawet najbardziej ciekawych rozmówców sprowadzić do banału, przy okazji olewając ich cały dorobek i dokonania. Wybornym tego przykładem są sceny wywiadu telewizyjnego; konfrontacja naukowca kreowanego przez Andrzeja Chyrę z młodą i jeszcze nieopierzoną dziennikarką, graną przez Karolinę Kominek, są wisienką na torcie filmu Leto.

Nie myślcie jednak, że Leto, bądź co bądź artysta audiowizualny i twórca sztuki współczesnej, zamierza atakować wszystkich dookoła, uprawiającym przy tym samogwałt nad własnym środowiskiem. Tam, gdzie inni już wycierali by podłogę z wydzielin samozachwytu, tak Leto dość wyraźnie szturcha sztukę współczesną, stwierdzając, że w obliczu wielkości świata i potęgi materii, tak naprawdę "te wszystkie taśmy i listewki" są jedynie czymś w rodzaju intelektualnego fitnessu dla mózgu.

"Photon" to jeden z najciekawszych i najlepszych polskich filmów 2017 roku. Norman Leto, zaczytany w podręcznikach do fizyki filmowy samouk, pokazał, że do stworzenia inteligentnego, interesującego i piekielnie intrygującego obrazu nie jest potrzebne publiczne dofinansowanie, czekanie na rozpatrzenie wniosków przez kolejne komisje czy zakulisowe rekomendacje. Zamiast tego dał nam w pełni autorskie kino, które może i powstawało pięć lat, ale efekt finalny całkowicie wynagradza długie oczekiwanie. Krystyna Czubówna może iść na emeryturę, bo świat byłby piękniejszy, gdyby wszystkie filmy popularno-naukowe wyglądały jak "Photon" i były czytane przez Andrzeja Chyrę.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"PHOTON" W KINACH OD 6 PAŹDZIERNIKA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 18 września 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×