"Podły, okrutny, zły" [RECENZJA]. Mordowanie jest sexy, a zbrodniarz kocha najbardziej?

Popkultura nie zna żadnych świętości, ani tematów tabu. Właściwie nic dziwnego, bo zwyczajnie jest odbiciem tego, co tak naprawdę interesuje widzów. Krew, mięcho, rozszarpane bebechy - właśnie tym kino karmi się niemalże od zawsze. Do kin właśnie trafił film "Podły, okrutny, zły", który jest wariacją na temat działalności Teda Bundy'ego. Mordowanie jest sexy, a zbrodniarz kocha najbardziej? Sprawdzamy.

Multimedia

"PODŁY, OKRUTNY, ZŁY" - RECENZJA

Jeżeli idziecie do kina, aby zobaczyć jak Ted Bundy (Zac Efron) skrupulatnie planuje kolejne zbrodnie oraz morduje tabuny kobiet, to muszę was rozczarować. Na szczęście reżyser Joe Berlinger, który zresztą dla Netflix zrealizował serial dokumentalny "Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego", miał kompletnie inny pomysł na tę historię. Autor igra z widzem, który chociaż zna biografię Bundy'ego, to oglądając "Podłego, okrutnego, złego" może momentami zacząć się zastanawiać - a co jeśli jednak ten sympatyczny facet rzeczywiście jest niewinny?

Pewnie część widzów w tym momencie stwierdzi, że takie podejście jest nadużyciem, ale kompletnie nie mogę się z tym zgodzić. Berlinger zrobił wszystko, aby postawić widza dokładnie w takim samym punkcie, w jakim znajdowali się ówcześni obserwatorzy procesu Teda Bundy'ego. Chwała reżyserowi, że nawet nie zamierzał się zastanawiać, czemu Bundy mordował, tylko skupił się na jego fenomenie. Dzięki temu na ekranie obserwujemy dużo ciekawszą opowieść.

Bądźmy szczerzy - filmów pochylając się na tym, czemu w ludziach zakorzenia się zło powstała już cała masa. Lepszych, gorszych, nijakich - obojętne. Dlatego świetnie, że Joe Berlinger, wraz ze scenarzystą Michaelem Werwie, obrał zupełnie odmienny kurs. "Podły, okrutny, zły" to nic innego, jak studium manipulacji i sportretowanie człowieka, który niemal do perfekcji potrafił owinąć wokół palca nie tylko swoje kolejne ofiary, ale przede wszystkim opinię publiczną. Morderca, zbrodniarz, zwyrodnialec stał się gwiazdą numer jeden, ówczesnym celebrytą. Co najstraszniejsze - gdyby ta opowieść rozgrywała się współcześnie, jego sława mogłaby być jeszcze większa, a subskrypcje ewentualnych kanałów społecznościowych pewnie biłyby rekordy popularności.

Robert Janowski poprowadzi nowe muzyczne show w TV Puls! Będzie lepsze niż "Jaka to melodia"?Zobacz więcej

Szkoda tylko, że w pod koniec filmu Berlinger przestaje być konsekwentny. Zdecydowanie więcej rzeczy można było zostawić tutaj w sferze wątpliwości oraz niedopowiedzeń, co wyłącznie grałoby na korzyć filmu. Podobnie jak to, że w pewnym momencie wątki melodramatyczne biorą górę.

Jednak to są jedynie niewielkie minusy, które wynagradzają piorunująco dobra kreacja Zaca Efrona oraz doskonały epizod z udziałem Johna Malkovicha. Gdy tych dwóch panów spotyka się na sali sądowej, to otrzymujemy pokaz aktorskiego ping-ponga na olimpijskim poziomie. Efron udowodnił, że jest aktorem z krwi i kości, potrafiącym dokręcić śrubę gdy trzeba. Zdecydowanie najlepsza rola w jego karierze. Dobrze patrzy się również na Lily Collins, aczkolwiek scenariusz trochę za bardzo związał jej ręce i wepchnął w szufladkę.

Jeżeli jeszcze zastanawiacie się, czy iść do kina na film "Podły, okrutny, zły" to powiem krótko - idźcie! To filmowa petarda, jedna wielka igraszka, która nie tylko atrakcyjnie wygląda, ale trafnie demaskuje instynkty rządzące opinią publiczną. I to przeraża najbardziej, bo chociaż lata mijają, to ludzie nie zmieniają się w żadnym calu.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 10 maja 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×