"Powrót" [RECENZJA]. Tania publicystyka i schematyczne rozwiązania, czyli szansa na dobre kino o ponownej wiktymizacji ofiar wykorzystywania seksualnego zmarnowana

Magdalena Łazarkiewicz na kilka lat zniknęła z kina fabularnego. Jej ostatnia fabuła pt. "Maraton tańca" swoją premierę miała w 2011 roku. W międzyczasie autorka realizowała dla TVP misyjny serial "Głęboka woda" i to właśnie podczas pracy nad tą produkcją trafiła na sprawę, która stała się kanwą scenariusza "Powrotu". Szkoda tylko, że nie jest to udany powrót.

Multimedia

"POWRÓT" - RECENZJA

Urszula (Sandra Drzymalska) to 19-letnia dziewczyna z małego miasteczka, która, zupełnie z dnia na dzień, zostawiła całe swojego dotychczasowe życie oraz potencjalną karierę muzyczną i wyjechała razem z chłopakiem do Niemiec. Tam jednak czekała ją przykra niespodzianka, ponieważ przystojny młody mężczyzna okazał się selekcjonerem werbującym panienki do agencji towarzyskich, a nie czułym i opiekuńczym facetem. Po dwóch latach Ula wraca do domu, gdzie wszyscy już dawno postawili na niej krzyżyk. Dosłownie. Dla rodziny i lokalnej społeczności umarła.

Filmów z prostytucją w tle w Polsce powstało kilka. Począwszy od "Cór szczęścia" czy "Mojej Angeliki" do świetnego "Masz na imię Justine". Mogłoby się wydawać, że temat jest już wyczerpany, aczkolwiek Łazarkiewicz słusznie zauważyła, że raczej żaden z twórców nie przyglądał się takiemu przypadkowi od strony ofiary, która stara się powrócić do dawnej rzeczywistości, co tak naprawdę możliwe już nie jest. Pomysł wyjściowy jak najbardziej słuszny oraz szlachetny.

Idąc tym tropem autorka "Ostatniego dzwonka" chciała zrobić poważny i ważny film o ponownej wiktymizacji ofiar wykorzystywania seksualnego, jednak w pewnym momencie jej scenariusz skręca w dziwnym kierunku. Już pal licho wszelkie wcześniej ograne w kinie motywy typu szara Polska B, bieda czy zaściankowość, bo oczywiście i taką twarz ma nasz kraj, lecz mam wrażenie, że Łazarkiewicz dość szybko w "Powrocie" zatraca swój pierwotny zamysł, za bardzo skupiając się na pseudoanalizie współczesnej Polski.

"Shazam!". Batman i Superman mogą wrócić na bazar handlować ciuchami ze swoim logo, ponieważ miasta pilnuje nowy superbohater!Zobacz więcej

Wiele osób porównuje "Powrót" do "Kleru" Wojciecha Smarzowskiego, ale jest to tak chybione zestawienie, że aż głowa boli. Zresztą sama autorka chyba też za bardzo chciała wetknąć do "Powrotu" trochę smarzowczyzny, przez co dostaliśmy niezamierzenie śmieszny i karykaturalny dramat. Szczególnie końcówka to festiwal przerysowania, przy którym aż się chce zapytać: naprawdę? Oczywiście, autor "Drogówki" również lubuje się rysowaniu swoich bohaterów oraz ekranowych wydarzeń mocną kreską, ale jednocześnie potrafi to wszystko zgrabnie połączyć i zestawić z typowym dla siebie wyolbrzymieniem całej fabuły, natomiast tutaj napuchnięte są tylko niektóre wątki, co w zestawieniu ze scenami poważnymi oraz wycofanymi tworzy istną parodię. Zabrakło wyważenia.

"Powrót" pęcznieje od nagromadzenia tragedii, a każdy kolejny cios w bohaterów nie porusza, lecz niezamierzanie śmieszy. Na ekranie widzimy koszmarną wizję Polski, w której policja praktycznie nie istnieje, każdy chleje i się modli, a jedyna dobra osoba to fajna dziewczyna (Ewa Jakubowicz) z dworcowej kantyny, ale ona właściwie tylko się uśmiecha, pewnie mając nadzieję, że dostanie mówioną kwestię. Do tego przekomiczna postać brata (Stanisław Cywka), którego nie obchodzi to, że siostrę mu gwałcili za granicą, za to woli stroić fochy z powodu utraconego pokoju. Aha, no ok, w ten sposób. Śmiało możemy doliczyć też nachalną symbolikę, gdzie pęknięta szyba jest niczym innym jak rysą na życiorysie czy niewinne dziecko i odcisk jego rączki.

Właściwie "Powrót" broni się jedynie za sprawą Sandry Drzymalskiej, która mając do dyspozycji tak słaby scenariusz udowodniła jak dobrą jest aktorką. Absolwentka krakowskiej PWST od początku do końca jest wyważona, nie daje się ponieść emocjom i widać, że ma pomysł na tę rolę. Podczas gdy wszyscy dookoła się gubią, ona jest konsekwentna i tworzy portret dziewczyny, którą wszyscy sponiewierali. Brawo. Widać, że to materiał na wybitną aktorkę, zresztą to już zwiastowały wcześniejsze krótkie metraże z udziałem Sandry Drzymalskiej.

"Powrót" mógł być udanym oraz poruszającym filmem, jednak Magdalena Łazarkiewicz za bardzo postawiła na tanią publicystykę, schematyczne rozwiązania, przy okazji chyba zapominając o czym tak naprawdę chce zrobić film. Zamiast zmuszającego do myślenia dramatu otrzymaliśmy oczywiste oczywistości oraz rodzinną dramę rodem z najlepszych parodokumentów, gdzie płaczesz ze śmiechu przy finałowym twiście. I tylko Sandry Drzymalskiej szkoda, ale ona i tak się obroniła.

Ocena: 3/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 6 kwietnia 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×