"Prokurator". Gliniarz i prokurator tropią morderców [RECENZJA]

Telewizyjna „Dwójka” już od dawna próbuje swoich sił w gatunku serialu kryminalnego. Nic w tym dziwnego, wszak to właśnie produkcje ze zwłokami w tle cieszą się największą estymą wśród widzów. W ostatnich latach TVP2 zaprezentowała m.in. udany „Paradoks” z Bogusławem Lindą w roli głównej oraz wyprodukowała ciekawy drugi sezon licencyjnego „Krew z krwi”. W obydwu przypadkach włodarze podobno nie do końca byli zadowoleni z oglądalności, ale wciąż walczą o widza spragnionego kryminalnych zagadek – w tym sezonie poprzez „Prokuratora”. Mieliśmy okazję zobaczyć dwa pierwsze odcinki i dzielimy się wrażeniami.

Multimedia

„Prokurator” liczy dziesięć odcinków i każdy z epizodów opowiada jedną historię kryminalną. Widzowie będą mieli okazję obserwować gliniarza Witka Kielaka (Wojciech Zieliński) oraz prokuratora Kazimierza Procha (Jacek Koman) wspólnie tropiących morderców. Obok spraw kryminalnych, publiczność będzie mogła przyjrzeć się także życiu osobistemu bohaterów.

PRZEWODNIK PO WARSZAWIE

Produkcja jest promowana przede wszystkim jako dzieło braci Miłoszewskich. Fakt, że całość wyreżyserowali – każdy po pięć odcinków – Jacek Filipiak oraz nagradzany za „Chce się żyć” Maciej Pieprzyca jakby zszedł na dalszy plan, ale taką strategię można zrozumieć. Jeżeli robi się kryminał, gdzie za scenariusz – wspólnie z bratem – odpowiada jeden z najpopularniejszych oraz najbardziej docenionych specjalistów w tej dziedzinie, to nie można tego nie wykorzystać.

Serial jest mocno osadzony w realiach współczesnej Warszawy. Bracia Miłoszewscy mówiąc o scenariuszu serialu nie ukrywają, że chcieli napisać historię, w której zwłoki mogą być znalezione np. w Muzeum Powstania Warszawskiego – miejscu kompletnie niewykorzystanym do tej pory przez filmowców. Pierwsze dwa odcinki „Prokuratora” potwierdzają, że produkcja będzie nie tylko kryminałem, ale także swoistym przewodnikiem po stolicy; w pierwszym odcinku zwłoki znajdujemy na Żeraniu, a w drugim w siedzibie Polskiego Radia. Strach pomyśleć, co będzie dalej i dokąd zaprowadzi widzów trupi szlak.

Największą zaletą „Prokuratora” jest scenariusz. O ile Zygmunt Miłoszewski, autor trylogii przygód prokuratora Teodora Szackiego („Uwikłanie”, „Ziarno prawdy”, „Gniew”) to już sprawdzona marka i specjalista od kryminałów, to już jego brat Wojciech Miłoszewski jest większą zagadką. Dlatego też panowie w liście płac figurują jako bracia Miłoszewscy, co pozwala mieć nadzieję, że nie jest to ich ostatni wspólny projekt. Rękę autora „Uwikłania” widać w skrypcie „Prokuratora” już od pierwszych dialogów, które są nie tylko inteligentne i bystre, ale przede wszystkim cięte oraz żartobliwie. Humoru w tej historii nie brakuje, czy to zawartego w dialogach, czy sytuacyjnego (patrz scena w barze mlecznym, gdy panom ustalającym wycieczkę do gejowskiego klubu, przysłuchuje się pewien uśmiechnięty starszy mężczyzna).

MOCNA I CHARAKTERYSTYCZNA OBSADA

Obsadowym strzałem w dziesiątkę okazał się Jacek Koman. Ci, którzy myśleli, że prokurator Proch będzie kopią Teodora Szackiego, mogą odetchnąć z ulgą. Proch w wykonaniu Komana to mężczyzna tajemniczy, posiadający własne zasady i zawsze trzymający fason. Jest powściągliwy i naprawdę tylko coś, co go oburza, jest w stanie wyprowadzić go w równowagi. Tajemnicą prokuratora jest jego przeszłość i sytuacja rodzinna; nie bez powodu jego kalendarz zatrzymał się na roku 1999, a zamiast muzyki w formacie mp3 używa kaset magnetofonowych. Dla Jacka Komana to pierwsza tak duża rola w polskiej produkcji, można tylko zapytać – czemu tak późno?

Ryzykownym zabiegiem było obsadzenie w roli partnera Procha, komisarza Witka Kielaka, Wojciecha Zielińskiego. Nie ujmując mu umiejętności aktorskich, bardziej chodzi o to, że Zieliński w ostatnim czasie niemal stale wciela się w mundurowych; w „Służbach specjalnych” był oficerem wywiadu, w serialu „Zbrodnia” jest policjantem, nawet w filmie Marcina Koszałki pt. „Czerwony pająk” wciela się w postać milicjanta. Ryzyko się opłaciło, Zieliński sprawia wrażenie idealnie dobranego – trochę cwaniaczek, trochę kobieciarz, niepoukładane życie osobiste i stary Opel Calibra w zestawie. Wchodzę w to!

„Prokurator” posiada jeszcze jeden obsadowy skarb, jakim niewątpliwie jest Magdalena Cielecka. Aktorka, która również wystąpi w jednej z głównych ról w serialu „Pakt”, przeżywa swój od dawna oczekiwany telewizyjny i kinowy renesans. W ostatnich latach kino jej nie rozpieszczało i oferowało marne scenariusze, natomiast sytuacja ciut lepiej wyglądała w telewizji – jej udział w drugim sezonie serialu HBO pt. „Bez tajemnic” czy spektakl Teatru Telewizji „Moralność pani Dulskiej” w reżyserii Marcina Wrony potwierdzały głód dobrych i charakterystycznych propozycji. Taką rolą na pewno jest kreacja pani patolog, Ewy Sidleckiej. Ostatnio w polskim serialu chyba tylko w „Glinie” Władysława Pasikowskiego odważono się sięgnąć po ten zawód i uczłowieczyć go, dlatego można było się obawiać, że jako widzowie będziemy mieć do czynienia z kopią postaci Olgi Seifert, świetnie zagranej przez Agnieszkę Pilaszewską. Nic bardziej mylnego, obie panie są co prawda niezwykle silnymi kobiecymi jednostkami, ale na tym podobieństwa się kończą. Sidlecka jest dość ekscentryczna, nie ma problemu z tym, aby zapalić papierosa w miejscu pracy – w końcu nieboszczykowi już nie grozi rak płuc – ale doskonale zna się na swojej robocie. Jest twarda, pyskata i bardzo skuteczna. Nawet Proch będzie musiał jej ulec.

TYPOWY KRYMINAŁ

Serial według scenariusza Miłoszewskich jest skonstruowany jak typowy kryminał. Każdy odcinek zaczyna się od znalezienia przez świadka zwłok, pojawia się czołówka, a dalej już widzowie mogą oglądać bohaterów w akcji, którzy śledztwo przeplatają z rozwiązywaniem swoich spraw rodzinnych, w czym bryluje Witek Kielak wciąż kochający swoją byłą żonę (Magdalena Turczeniewicz). W tej konstrukcji niestety znajduje się największa pułapka i słabość serialu, czyli zbytnia niewiara w widzów i wykładanie wszystkiego na tacy. Każdy odcinek kończy się podsumowaniem rozwiązywanej sprawy, podczas którego jest wytłumaczone kto zabił i dlaczego. Jest to co prawda fabularnie umotywowane, gdyż prokurator Proch zwyczajnie składa raport przed swoją przełożoną (Dorota Kolak), ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na dłuższą metę takie streszczenia odcinka – połączone z niepotrzebnymi scenami retrospekcji – będą męczące i po prostu zbędne. Swoją drogą, podobny problem miało „Ziarno prawdy” Borysa Lankosza, oczywiście również według scenariusza Zygmunta Miłoszewskiego.

Obraz „Prokuratora”, jaki wyłania się z dwóch pierwszych odcinków, pokazuje, że mamy do czynienia z porządnie zrealizowanym, ciekawym i mającym potencjał serialem, który oczywiście nie ustrzegł się słabości. Jednak interesujące przypadki kryminalne, świetne i żartobliwe dialogi oraz bardzo dobra obsada są w stanie to zrekompensować i sprawić, że warto czekać na całość. Oby oglądalność dopisała i kariera zawodowa Procha nie skończyła się po dziesięciu odcinkach, gdyż za wcześnie na emeryturę.

7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Premierowy odcinek serialu "Prokurator" już 3 września o godzinie 21.45 na antenie TVP2.

CZYTAJ TAKŻE:
"PROKURATOR". ZYGMUNT I WOJCIECH MIŁOSZEWSCY O PRACY NAD SCENARIUSZEM SERIALU
"PROKURATOR". KTO JEST KIM W SERIALU? POZNAJ BOHATERÓW [GALERIA]

Komentarze

Skomentuj
  • Ania papaj ma 25 lat (gość)

    Mażnie od małgo policjanka

    25.02.2019 11:25
  • Ania papaj ma 25 lat (gość)

    Mażne od małgo

    25.02.2019 11:20
  • Asd (gość)

    Marta jesteś prokuratorem? Jeżeli tak to podpisuje sie pod tym co wrzuciłas

    17.09.2015 21:50
  • Marta (gość)

    Przerażająca amatorska chała, nuda, nic się nie dzieje, bardzo niedobre dialogi. Polskie kino w pełnej krasie

    07.09.2015 19:55

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×