"Prometeusz". Scott przeprasza się z Obcymi... [RECENZJA]

Miliarder Peter Weyland funduje wyprawę na odległy księżyc. Po przybyciu na miejsce członkowie załogi dowiadują się, że celem misji jest ustalenie, kto stworzył ludzkość.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

Rok 2093. We wszystkich ziemskich kulturach powtarza się pewien motyw, który naukowcy rozszyfrowują jako układ planet. Mając nadzieję na odkrycie obcej cywilizacji, która dała podwaliny ziemskim kulturom, wyruszają w daleką drogę. U celu trafiają na ślady wymarłej, jak się początkowo wydaje, cywilizacji Inżynierów, bo tak ich nazwano, istot niezwykle zaawansowanych pod względem rozwoju. Odkrywają też, że coś przyczyniło się, w bardzo krótkim czasie, do ich śmierci i że nie są oni jedyną formą cywilizacji.

„Prometeusz” to próba odkrycia, co doprowadziło do tragedii załogi „Nostromo”. Kto wysyłał ów feralny sygnał SOS, który obudził członków załogi, wpłynął na zmianę kursu promu i doprowadził do ich śmierci. I wersja tych wydarzeń jest znakomicie pomyślana, pełna nieoczywistości i zagadek. Inżynierowie, którzy – jak się sugeruje na początku – dali planecie życie, podejmują zaskakujące decyzje, przeczące zdrowemu rozsądkowi i logice. Są od początku do końca zagadką i słusznie możemy oczekiwać ciągu dalszego. I tu Scott pokazał, na co go stać. Tu, jak i w oszałamiającej koncepcji scenograficznej, znakomitej wizji, która zachwyca rozmachem i nowatorstwem, a jednocześnie nawiązuje do znajomych nam z poprzednich filmów motywów, pozwalając na usytuowanie ich w chronologii zdarzeń. To, co nieco kuleje w „Prometeuszu”, to żałosne błędy logiczne w fabule (jak można samowolnie odłączyć się od ekipy, zabłądzić w dokładnie przeskanowanym obiekcie i mając łączność z bazą nie móc wrócić do reszty?), niekonsekwencje (na piekielnie drogą misję wysyła się podejrzanego socjopatę Fifielda) i słabo spersonalizowani bohaterowie drugoplanowi (tylko kapitan Janek – Idris Elba – ma jakąś wyraźniejszą osobowość). Prawdę mówiąc, spośród pierwszoplanowych postaci najbardziej wyrazisty jest grany przez Michaela Fassbendera android o twarzy anioła – David, którego zachowanie daleko odbiega od oczywistości, podobnie jak bardzo ludzkie zachowania androidów z „Łowcy robotów”. Trudne zadanie, któremu zresztą nie podołała, miała Noomi Rapace, grająca dr Shaw. Nie podołała nie ze swej winy, dodajmy, bo też i postać pani doktor oscyluje między osobowością sierotki Marysi a przewodniczącej partyjnej młodzieżówki ZMP (na co wskazuje scena usunięta, której w tej wersji nie zobaczymy, ale można ją zobaczyć w wydaniu na BD).

„Prometeusz” mógł być filmem genialnym, okazał się filmem po prostu dobrym, trzymającym w napięciu, pełnym rozmachu i wizji, ale tylko dobrym. W drugiej części przydałoby się więcej Scotta w Scotcie i tych klimatów z początku filmu, kiedy statek tonie we śnie i zdarzyć się może wszystko...

Beata Cielecka

"Prometeusz" Sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×