"Reakcja łańcuchowa". Pełnometrażowy odcinek telenoweli o młodych, pięknych i bogatych [RECENZJA]

Polskie kino w ostatnich latach może pochwalić się narodzinami fali niezwykle zdolnych debiutantów; Agnieszka Smoczyńska, Jan P. Matuszyński, Kuba Czekaj czy ostatnio Piotr Domalewski, Jagoda Szelc oraz Paweł Maślona udowodnili, że polski film nie musi być sztampowy, prostacki i wtórny. Aż nagle wchodzi on, cały na biało, pokazując, że czasami jednak debiut może się nie udać. Mowa o "Reakcja łańcuchowej" Jakuba Pączka.

Multimedia

Urodzony w 1984 roku reżyser zaprasza nas do współczesnej Warszawy, gdzie z trudami życia mierzy się trójka przyjaciół: Marta (Małgorzata Mikołajczak), Adam (Tomasz Włosok) i Paweł (Bartosz Gelner). Ona kiedyś była z jednym, teraz wychodzi za drugiego, normalka, przecież mamy XXI wiek i czasem można przejąć dziewczynę w "spadku" po kumplu. W końcu przetestował i poleca, ale dawne żale i pretensje dadzą w końcu o sobie znać.

Marta jest chyba najbardziej bezbarwną postacią "Reakcja łańcuchowej"; w zasadzie wiele o niej powiedzieć nie można, poza tym, że ma fajne ciało, co oznajmia w jednej z rozbieranych scen. No i ma młodszą siostrę, Asię (Wiktoria Stachowicz), która nago wygląda równie dobrze. Przyszły mąż Marty, czyli Adam, to już postać bardziej charakterystyczna, aczkolwiek jednocześnie jednowymiarowa. Jego życiem steruje despotyczna matka (Anna Radwan), zawsze wiedząca najlepiej, czego potrzebuje jej ukochany mały mężczyzna. W przyjacielskim trójkącie najciekawszą osobą jest Paweł, niespełniony reżyser filmowy, który na życie zarabia jako tester filmów porno dla portalu piździelec.com. Tak trzeba żyć.

Patrząc na "Reakcję łańcuchową" mam wrażenie, że Jakub Pączek posiadał pomysł na kilka krótkich filmów, ale z jakiejś przyczyny postanowił to wszystko połączyć w jedną całość. Szkoda tylko, że to ze sobą nie współgra. Odwołania do katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu, wzbogacone o dokumentalne zdjęcia (!), są całkowicie zbędne, lecz jeżeli dla autora stanowiły swoiste spoiwo filmu, to nic dziwnego, że cała fabuła legła niczym domek z kart.

Zresztą, o jakiej fabule mówimy? "Reakcja łańcuchowa" to film tak naprawdę o niczym; nie sprawdza się ani jako portret pokolenia współczesnych trzydziestolatków (reżyser przyznaje, że nie chciał opowiadać o pokoleniu, ale trudno w innym kluczu postrzegać ten obraz), ani jako kryminał, bo ten wątek jest tak wątły i przewidywalny, że aż ręce opadają.

Małgorzata Mikołajczak zachwyca na premierze debiutu Jakuba Pączka! [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Ale "Reakcję łańcuchową" ostatecznie pogrąża jej pretensjonalność. W filmie Jakuba Pączka się nie mówi, lecz deklamuje wielkimi literami. W połączeniu z powracającą sceną tonięcia (cóż za subtelna metafora!) oraz bohaterami w większości nakreślonymi grubą kreską, cały film jawi się wręcz jako parodia. Dodajmy do tego sterylną scenografię, wyglądającą jakby została pożyczona z najgorszych produkcji stacji TVN oraz zdjęcia zrealizowane na modłę telewizyjniaka i otrzymujemy na dobrą sprawę pełnometrażowy odcinek telenoweli o młodych, pięknych oraz bogatych, którzy mają tak nudne życia, że sami muszą tworzyć sobie problemy, aby było ciekawiej. Bleh.

Szkoda młodej obsady, bo o ile Bartosz Gelner już kilkukrotnie - czy to w kinie czy teatrze - miał okazję pokazać, że jest aktorskim fachurką i żadnej kreacji się nie boi, tak Tomasz Włosok, tutaj fatalnie prowadzony przez reżysera, ma jeszcze sporo do udowodnienia. Chociaż lepiej, póki co, zapamiętajmy jego doskonałe występy na drugim planie z innych produkcji, jak w chociażby z "Jestem mordercą" Macieja Pieprzycy. Ciekawą aktorką jest również Małgorzata Mikołajczak, chociaż na ekranie tego raczej nie uświadczycie, ale kto widział spektakl kolektywu Potem-o-tem pt. "Artystki", ten wie, o czym mówię. Przez drugi plan przewija się też Paweł Smagała, doskonały aktor teatralny, dający popisy aktorskiej wirtuozerii m.in. w spektaklach Krzysztofa Garbaczewskiego, ale tutaj nie dano mu żadnej możliwości wykazania się. Zwyczajne marnotrawstwo aktorskich talentów.

"Reakcja łańcuchowa" to jeden z najbardziej rozczarowujących polskich filmów 2017 roku. Jakub Pączek, który udaną etiudą "128. szczur" parę lat temu pokazał się z dobrej strony i sprawiał wrażenie niebanalnego twórcy, nagle jakby zaprzeczył samemu sobie i stracił styl. Jego pełnometrażowy debiut jest wtórny, nudny oraz banalny. To, co miało zaskakiwać, finalnie śmieszy i żenuje.

Ocena: 2/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"REAKCJA ŁAŃCUCHOWA" W KINACH OD 8 GRUDNIA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 8 grudnia 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Kinoman (gość)

    Mam wrażenie, że ja oglądałem zupełnie inny film niż autor tekstu...

    10.12.2017 22:03

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×