Rydwany ognia - film, recenzja, opinie, ocena

Dwaj biegacze, Harold Abrahams (Ben Cross) i Eric Liddell (Ian Charleson), na olimpiadzie w Paryżu reprezentowali Wielką Brytanię.

Multimedia

NASZA OCENA: 4/5

Obaj zdobyli złoty medal, ale ich motywacja była zupełnie diametralnie różna. Dla Abrahamsa, żydowskiego studenta Cambridge, sport był sposobem na przełamywanie rasowych barier i udowodnieniem własnej wartości sobie i innym. Z kolei Liddell pochodził z rodziny szkockich prezbiteriańskich misjonarzy i swój talent traktował jak boży dar, którego nie wolno mu zmarnować...

Ten film był bodaj największą niespodzianką roku 1981. Ten film nie ekscytuje efektami specjalnymi, nie przeraża litrami przelanej krwi, nie bawi setką gagów - a jednak połączył w zgodnym zachwycie (co nader rzadko sie zdarza) krytyków i widzów. W Anglii okazał się także największym sukcesem kasowym roku, a swoim twórcom przyniósł 7 nominacji i 4 Oscary (w tym dla Vangelisa za muzykę) oraz nominację do Złotej Palmy w Cannes. Siłą "Rydwanów ognia" jest wizja nieistniejącego już świata, gdzie panują czyste reguły gry, gdzie nie ma miejsca na oszustwo i doping, a honor jest rzeczą najważniejszą.

A przy okazji - realizatorzy nie uniknęli oni kilku niewielkich błędów: np. w 1924 roku amerykańska flaga miała tylko 48 gwiazdek, a kanadyjska była podobna do brytyjskiej (współczesna jest stosowana od 1965 roku).

Piotr Radecki

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×