"Sęp". Kryminalna układanka według najlepszych wzorców [RECENZJA]

„Sęp”, klimatem opowieści, niesamowitą muzyką zespołu Archive i hipnotycznym charakterem przypomina znakomite „Memento” Nolana.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

„Sęp” nie jest typowym dla polskiego kina przykładem filmu gangsterskiego, w którym są wyłącznie źli bandyci i cudowni policjanci, w którym akcja jest nieskomplikowana, gangsterzy rzucają z ekranu błyskotliwymi powiedzonkami i są przerysowani jak w komiksach. W obrazie Eugeniusza Korina – urodzony w obecnym Sankt Petersburgu reżyser zadebiutował „Sępem” na dużym ekranie, wcześniej wystawił ponad 60 spektakli w polskich teatrach – nic nie jest czarne i białe, nic nie jest proste, a w pewnym momencie można wręcz zacząć kibicować… tym teoretycznie złym!

Głównym bohaterem jest Aleksander Wolin, pseudonim Sęp, policjant-perfekcjonista, świetny praktyk, jak i teoretyk. Wspólnie z przełożonym, Bożkiem, ma zająć się sprawą tajemniczych ucieczek kilkudziesięciu znanych bandytów, które miały miejsce w kilku ostatnich latach. Przestępcy uciekali z więzień, ze szpitali, ostatni zwiał praktycznie z najbardziej strzeżonego sądu (został co prawda odbity z konwoju, ale ucieczka zaczęła się już naprawdę na sali). Uciekają i ślad po nich ginie, prawdopodobnie za wszystkimi ucieczkami stoi jedna zorganizowana grupa… W „Sępie” widać, co zresztą podkreślane jest na każdym kroku, wpływy dzieł Christophera Nolana. Rzeczywiście, klimat jest mroczny, scenariusz pełen niedopowiedzeń, całość może przypominać nieco „Memento” (choć technicznie jest, niestety, dość daleko od tego przeboju). Praktycznie nie ma tutaj spektakularnych pogoni, strzelanin (a w każdym razie można je policzyć na palcach jednej ręki), a o wiele ważniejszą rolę spełniają przemyślenia przy tablicy zapisanej domysłami i faktami na temat sprawy. Akcja toczy się niespiesznie – i w paru momentach film traci nieco tempo – ale całokształt prezentuje się przemyślanie. No i dialogi są bardziej naturalne niż w większości rodzimych produkcji. Jeśli dodamy do tego porządne aktorstwo, otrzymamy jeden z mocniejszych i bardziej oryginalnych polskich kryminałów z dreszczykiem w ostatnich latach.

„Sęp” jest ciekawszym eksperymentem filmowym z jeszcze jednego powodu. Otóż reżyser komponował rytm poszczególnych scen przy muzyce zespołu Archive. Po obejrzeniu tychże fragmentów filmu (i zachwyceniu się nimi) artyści tego zespołu zgodzili się skomponować muzykę już do całego filmu. To się nazywa sprzężenie zwrotne!

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×