"Sherlock Holmes: Gra cieni". Chaos i szaleństwo, które zachwycą każdego [RECENZJA]

Nie ma chyba słynniejszego detektywa i pogromcy zła od Sherloka Holmesa.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

Panująca od blisko 20 lat w Hollywood zasada sequela - jeśli odniosłeś sukces, kręcisz kolejną część, która ma być o 20 proc. większa, szybsza, głośniejsza i bardziej dochodowa - bywa przekleństwem zarówno dla producentów, jak i widzów. Bo zazwyczaj kończy się klęską finansową i artystyczną. Na szczęście nie zawsze. Doskonałym tego przykładem jest "Sherlock Holmes: Gra cieni" Guya Ritchie’ego. Zapowiedziany w ostatnich scenach pierwszego "Sherlocka Holmesa" pojedynek legendarnego detektywa (Robert Downey Jr) z diabolicznym profesorem Moriartym (Jared Harris) wreszcie dochodzi do skutku. Punktem wyjścia jest tajemnicza śmierć księcia koronnego Austrii. Inspektor Lestrade (Eddie Marsan) po zbadaniu ciała i miejsca, gdzie je znaleziono, jest przekonany, że to było samobójstwo. Jednak wnioski Sherolcka Holmesa są całkowicie odmienne - to robota geniusza zła, profesora Moriarty’ego, jeden z elementów jego wyrafinowanego planu, którego celem jest pogrążenie Europy i świata w chaosie i anarchii…

Nie ma chyba słynniejszego detektywa i pogromcy zła od Sherloka Holmesa. Jego twórca sir Conan Doyle stworzył archetypiczną postać ekscentrycznego geniusza, tropiciela zbrodni, ale przede wszystkim poszukiwacza intelektualnych wyzwań gotowego stanąć do pojedynku umysłów z każdym, kto zapewniał odpowiedni jego poziom. Jest w nim sporo ze stworzonego przez Edgara Allan Poe pierwszego w historii detektywa Augusta Dupina (choć w "Studium w szkarłacie" Doyle ustami Sherlocka wyraźnie go dyskredytuje), można się też doszukać inspiracji w metodach tropienia Indian, które opisuje Karol May. Jednocześnie jednak postać Dupina została przez lata (czasami także przez samego autora) spacyfikowana i wygładzona, gdy tymczasem Holmes jest czystej wody anarchistą, jako prawdziwy geniusz i artysta, nie zawsze tego świadomym. I dlatego to, co proponuje w swoim filmie Guy Ritchie, tak do tej postaci pasuje: chaos i szaleństwo, który wprowadza wokół siebie, niespodziewane zmiany nastrojów i tempa. Szybkie prowadzenie kamery, ciągły ruch, przechodzenie z szerokiej perspektywy do zbliżenia, czasami wręcz teledyskowy montaż - to wszystko jest z innej epoki niż Sherlock, a jednak on w tym się doskonale czuje i odnajduje. Podobnie jak widz.

Piotr Radecki

Film kryminalny USA 2011, reż. Guy Ritchie

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×