"Skóra, w której żyję". Pedro jakiego kochamy najbardziej! [RECENZJA]

W filmach Pedro Almodóvara nic nie jest takie, jak się nam na początku wydaje. Pierwszoplanowi bohaterowie ustępują miejsca innym, piękne kobiety okazują się mężczyznami, a przystojni mężczyźni potworami.

Multimedia

NASZA OCENA: 9/10

Trudno pisać o tym filmie, nie zdradzając fabuły, ale to znów ten przewrotny Almodovar, który mami widza i prowokuje odważnymi pytaniami. Czy da się zawrócić czas? Wskrzesić zmarłych? Czy szaleniec może być geniuszem? Czy miłość jest wystarczającym usprawiedliwieniem, żeby ukraść komuś życie? Czy wreszcie daleko nam jako cywilizacji do zawłaszczania sobie jakichś boskich sił sprawczych? Bycia demiurgiem, który stworzy idealną istotę wolną od ludzkich ułomności? Te pytania równie dobrze pasują do filmu z gatunku SF, ale Almodóvar nie wypuszcza się aż tak bardzo w przyszłość. Bohaterem swego filmu czyni współcześnie żyjącego chirurga plastycznego, doktora Ledgarda, który specjalizuje się w rekonstrukcji ciała. W swym domu-twierdzy przeprowadza serię eksperymentów na Verze, swej pacjentce, hodując dla niej skórę odporną na ból i ogień. Nie wiemy, dlaczego akurat ona stała się obiektem badań. Piękna kobieta, którą po kryjomu bez przerwy podgląda, nie pamięta, kim jest ani jak się tam znalazła. Dopiero wtargnięcie w ich życie brutalnego intruza burzy w jakimś sensie mur milczenia, tym bardziej że ów twierdzi, że z Verą miał płomienny romans…

Od tej pory już nie da się utrzymać status quo i oto Galatea stworzona przez Pigmaliona przemawia, by ratować swoją duszę? Skórę? Tożsamość? Do tej pory bierna, poddająca się swemu doktorowi używa „siebie” jak instrumentu i uruchamia możliwości, które dał jej stwórca. Wykreowana na doskonałość, umiejętnie panuje nad swym umysłem, czego Ledgard już nie był w stanie przewidzieć.

Ale to tylko jeden z wielu wątków „Skóry…”. Po skończonym filmie, zadając sobie pytanie, o czym był, nie jesteśmy od razu w stanie odpowiedzieć. Czy o namiętności, czy o bioetyce? Czy o miłości i nienawiści, czy o tożsamości płciowej?

Drugą kwestia jest to, czy to tylko thriller? Bo jak to często bywa u Hiszpana, pewne dialogi przeczą tej konwencji, zwracając film choć na chwilę w kierunku absurdalnego, czarnego humoru, jak wtedy gdy podczas randki z mężczyzną córka Ledgara wymienia cały apteczny skład, którym jest naszpikowana.

Po ostatnim niezbyt udanym popisie mojego ulubionego Hiszpana obawiałam się oglądać „Skórę, w której żyję”, ale film bynajmniej nie zawodzi. Jest intrygujący ze swą cyniczną przewrotnością i meandryczną narracją, a bohaterowie są chodzącą plątaniną chorych namiętności i dziwacznych patologii.

Beata Cielecka

"Skóra, w której żyję" w tv. Sprawdź datę emisji!

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • ajakopa (gość)

    co za bełkot, pisanie dla pisania-zero treści

    02.09.2017 18:16
  • Agata (gość)

    Najbardziej "chory" film, jaki w życiu widziałam. Przez kilka miesięcy czułam obrzydzenie na samo wspomnienie tego filmu. Ale zapewne o to chodziło twórcom. Film rzeczywiście zapada w pamięć , ale wrażliwym ludziom niszczy psychikę.

    31.01.2016 17:19

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×