"Skyfall" od 26 października w kinach! Przeczytaj recenzję

Nieogolony pijaczyna, który namiętnie zalewa alkoholem swoją depresję. Kupujecie takiego Bonda?

CZYTAJ TAKŻE: ŚWIATOWA PREMIERA NOWEGO BONDA! SAMOCHODY BONDA W "TOP GEAR" [WIDEO]

Porywanie się na reżyserkę nowego filmu o przygodach agenta 007 to misja straceńcza. Z jednej strony ma być inaczej niż dotąd, z drugiej musi zostać po staremu, w hołdzie starszym odcinkom bondowskiej serii. Dlatego w "Skyfall" to Sam Mendes jest największym zwycięzcą. Reżyser przewrócił konwencję do góry nogami na tyle umiejętnie, że po seansie nie czujemy rewolucji dokonanej przed chwilą na naszych oczach.

Gorąco robi się jeszcze przed napisami, ponieważ podczas efektownej walki na dachu pociągu Bond ginie, do tego od kuli wystrzelonej przez jego sojuszniczkę. Proszę nie wściekać się za zdradzenie treści filmu - oczywiście rzekoma śmierć 007 to pic na wodę a sam agent ucieka do domku na plaży, gdzie u boku nowej dziewczyny w najlepsze oddaje się alkoholizmowi.

Tymczasem w Londynie ktoś najpierw wysadził w powietrze budynek MI6 a teraz dybie na życie M, szefowej Bonda. 007 nie może wybaczyć jej sytuacji, w której wystawiła go na niemal pewną śmierć, ale koniec końców postanawia wrócić do Londynu i pomóc M, choć wciąż uważa ją za "bladzię" (tak oryginalnie dystrybutor przetłumaczył słówko "bitch"). Co prawda w nowym wcieleniu Bond przypomina bardziej żula niż dystyngowanego agenta, ale M i na to przymyka oko.

CZYTAJ TAKŻE: PIOSENKA ADELE DO NOWEGO BONDA! POSŁUCHAJ! 5 PAŹDZIERNIKA - ŚWIATOWY DZIEŃ JAMESA BONDA

Mam słabość do filmów o Bondzie, bo pomimo okraszonej wodospadem efektów specjalnych pompatycznej otoczki ich esencją jest wyłącznie psychologiczna rywalizacja dwóch równorzędnych sobie przeciwników. Tu antagonistą Bonda jest Raoul Silva, dawny podopieczny M, który żyje w szaleńczym przekonaniu, że szefowa go zdradziła. Relacja obu mężczyzn z M jest elektryzująca - zimna jak stal szefowa MI6 staje się celem walki swoich dwóch pupili. Silva właśnie przekroczył próg, dzielący świat normalnych ludzi od wariatów, natomiast wypalony mentalnie 007 stara się powrócić do normalności.

A przecież po drodze trafia się także fantastyczna scena bójki w szanghajskim wieżowcu, żywo inspirowana wschodnim teatrem cieni. Jest niesamowicie sfilmowana sekwencja na opuszczonej wyspie - gniazdku Silvy, jest wreszcie finałowy powrót do bondowskich korzeni, czyli na szkockie wzgórza, tam, gdzie 007 wychował się po tragicznej śmierci rodziców. Sam Mendes znów udowadnia mistrzostwo w tkaniu kompozycji z mistrzowsko zrealizowanych, poszczególnych scen. W tak dobrze skonstruowanym filmie można wybaczyć mu nawet kompletnie bezbarwne panie - egzotyczna Severine znika szybciej, niż się pojawia a podążająca krok w krok za Bondem Eve swoje wejście smoka będzie miała dopiero w ostatnich sekundach filmu. Warto poczekać, bo zakończenie "Skyfall" jest bardzo zaskakujące a jednocześnie pokazuje, że właśnie tworzy się nowa historia 007.

Jeśli chcecie wziąć w niej udział, mam dobrą wiadomość - wszystko wskazuje na to, że James Bond nie zniknie z ekranów przez kilka kolejnych dekad. A dla konserw, które niczym niżej podpisany lubią jęczeć z nostalgii za przeszłością pozostaje coraz bardziej obecna w kolejnych częściach piramida nawiązań do bondowskiej klasyki. Tak, 007 jest niby taki jak zawsze, a jednak w nowych odcinkach jakoś bliżej mu do zwyczajnego człowieka. Wszak "nowy" Bond miast raczyć się nieśmiertelnym martini z wódką woli żłopać piwsko prosto z butelki.

Autor: Jacek Sobczyński

Źródło: gloswielkopolski.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×