"Skylines" [RECENZJA]. Netflix chce powtórzyć sukces "Dogs of Berlin"? Rap i gangsterka rządzą we Frankfurcie nad Menem!

Netflix coraz mocniej stawia na Niemcy. W ofercie platformy powiększa się liczba produkcji z Niemiec, a w realizacji są kolejne. Niedawno w serwisie zadebiutował serial "Skylines", czyli frankfurcka odpowiedź na "Dogs of Berlin". Czy tym razem Netfliksowi udało się zgrabnie połączyć świat rapu, narkobiznesu, gangsterki i wielkich pieniędzy? Sprawdzamy!

Multimedia

"SKYLINES" NETFLIX - RECENZJA

"Dogs of Berlin" cieszyło się na Netflix sporym powodzeniem, chociaż do dzisiaj nie potrafię zrozumieć fenomenu tego serialu, którego scenariusz finalnie okazał się zwyczajnie kretyński. Widać było, że twórcy próbują wepchnąć do fabuły absolutnie wszystko, co przyjdzie im do głowy, przez co widzowie otrzymali absurdalny i daleki od prawdy obraz gangsterskiego półświatka Berlina. "Dogs of Berlin" przy perfekcyjnie przygotowanym, wyprodukowanym przez konkurencję ze stacji TNT, serialu "4 Blocks" wyglądało śmiesznie. Dlatego też miałem obawy, gdy dowiedziałem się, że Netflix zainwestował pieniądze w kolejną niemiecką produkcję "na rapie", ale na szczęście "Skylines" to dużo solidniejszy tytuł.

"Skylines" to sześcioodcinkowa wycieczka do Frankfurtu nad Menem, miasta szklanych wieżowców, banków i biznesowej stolicy Niemiec. Z jednej strony blichtr, bogactwo, ogromne finansowe transakcje, a z drugiej właśnie tam powstaje najtwardszy rap w Niemczech, kwitnie handel białym proszkiem, a prostytucja przynosi sutenerom wysokie zarobki. W tym świecie żyje młody hip hopowy producent Jinn (Edin Hasanovic), który tworzy duet z przyjacielem i raperem Momo (Booz Jakob). Chłopaki chcą się wybić, w końcu robić dobry hajs na rapie, ale nie będzie im to dane - ofertę współpracy z prestiżową wytwórnią Skyline Records otrzyma wyłącznie Jinn. To będzie dla niego wielki test lojalności...

Wymyślony przez Dennisa Schanza serial rozpoczyna się interesująco. Jinn, którego pseudonim w mitologii arabskiej oznacza coś na kształt demona, to ciekawy bohater; chłopak jest głodny sukcesu, chce grać w pierwszej lidze niemieckiego rapu, ale też nie wie jak powiedzieć swojemu przyjacielowi, że dla niego bitów robić już nie może. Konflikt wewnętrzny - podejrzewam, że często takie sytuacje mają miejsce w świecie muzyki. Dlatego też szkoda, że w późniejszych odcinkach Jinn zostaje odsunięty na dalszy plan, a rolę pierwszoplanowego bohatera przejmuje głowa i twarz wytwórni Skyline Records, twardy raper mocno szanowany przez ulicę, czyli Kalifa. Żeby było jasne - bohater, którego kreuje austriacki aktor i były raper Murathan Muslu jest jeszcze bardziej intrygujący, ale w takim razie czemu ta postać nie była aż tak eksponowana na początku serialu?

Kalif to uliczny raper, który z niczego zrobił coś. Dorobił się ogromnej sławy, pieniędzy oraz dobrze prosperującej wytwórni, w której chcą nagrywać najlepsi. Jednak mało kto wie, że tego swoistego imperium nie byłoby bez (nie do końca legalnej) pomocy brata Kalify, Ardana (Erdal Yildiz), który po kilku latach wraca do Niemiec i coraz mocniej upomina się o swoje. Ardan nie zamierza grać czysto, a znany brat ma być jego przykrywką. Tyle tylko, że Kalifę interesuje już pełen legal, chce robić czyste interesy, tym bardziej, że za chwilę ma podpisać ważną umowę dotyczącą współpracy z fonograficznym gigantem. W takiej sytuacji na pewno coś pójdzie nie tak...

"Berlińskie psy". Kolejny kiepski serial od Netflix? Warto obejrzeć "Dogs of Berlin"?Zobacz więcej

"Skylines" sprawdza się jako opowieść o lojalności. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, o czym przekonują się zarówno Jinn, jak i Kalifa. O ile historia Jinna jest bardzo stereotypowa i przewidywalna, tak patrząc na postać Kalify nie mogę oprzeć się wrażeniu, że twórcy lekko inspirowali się postacią rapera Bushido, który przez lata współpracował z arabskim klanem Abou-Chaker, ale gdy zorientował się, że podział pieniędzy nie jest równy, postanowił się usamodzielnić i poszukać szczęścia u konkurencji. Tyle, że nie da się ot tak po prostu odejść. Gra o kasę jest tak zacięta, że Bushido poszedł na układ z policją. Serialowy Kalifa tego chce uniknąć, chce żeby było "sztywniutko", dlatego sam musi rozprawić się ze swoim bratem. Jest to szczególnie interesujące w kontekście muzułmańskich familii, gdzie powiązania rodzinne są wręcz święte, więc Kalif ma ogromny problem. Wypowiedzieć wojnę starszemu bratu to tak, jakby samemu skazać się na śmierć.

Inną interesującą postacią "Skylines" jest kurdyjska gangsterka i początkująca raperka Zilan (Carol Schuler). Należąca do zespołu berlińskiego teatru Schaubühne szwajcarska aktorka jest prawdziwą petardą i bodaj największym odkryciem nowego serialu Netflix. Schuler tworzy najbardziej niejednoznaczną bohaterkę; po części ciepłą, zamkniętą w sobie, ale też groźną, nieobliczalną, zdolną do najgorszego. Doskonale ogląda się jej poczynania na ekranie.

Niestety nie wszystko w "Skylines" działa tak, jak trzeba. Zdecydowanie najgorszą i najbardziej schematyczną bohaterką jest policjantka Sara (Peri Baumeister). Już pomijam jak szalenie naiwna jest to postać, ale scenarzyści dużo popsuli, gdy wpadli na pomysł, aby jej wątek połączyć osobistą relacją z Kalifą i Ardanem. Naprawdę? Przecież bardziej przewidywalnie się nie dało... Nudne to straszne, zresztą podobnie jak wątki związane z rodziną Jinna.

W obsadzie "Skylines" można znaleźć prawdziwych raperów, jednak w odróżnieniu od "4 Blocks" czy "Dogs of Berlin" nie grają pierwszych skrzypiec, lecz stanowią tło i potrzebny muzyczny wkład do serii. Trzeba przyznać, że miło posłuchać i zobaczyć na ekranie Azada, Olexesha, Nurę, Nimo, Azzi Memmo czy duet Celo & Abdi. To ludzie w większości związani z Frankfurtem i Offenbachem, więc uwiarygodniają całą historię, a przy okazji prezentują mocne kompozycje. Swoją drogą - ścieżka dźwiękowa serialu powinna doczekać się fizycznego wydania! Przecież nawet utworów wykonywanych przez aktorów doskonale się słucha!

"Skylines" nie jest idealne, ale finalnie okazało się serialem lepszym i bardziej wciągającym niż "Dogs of Berlin", ale to nie było akurat szczególnie trudne. Oczywiście, do "4 Blocks" wciąż jest daleko, ale szczerze czekam na 2. sezon "Skylines", bo serial zakończono w chyba najgorszym możliwym momencie. Trzymam kciuki, aby w kolejnej transzy był lepszy i mniej przewidywalny scenariusz, ale wszelkie głupotki rekompensuje dobry klimat produkcji. Dobrze się to ogląda, akcja wciąga, a obsada nie zawodzi w żadnym momencie. Jest potencjał.

Ocena: 6/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 15 października 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×