"Ślepnąc od świateł" [RECENZJA]. Naćpani celebryci, seks polityków z prostytutkami oraz opowieść o ludzkich błędach i słabościach. Najlepszy serial HBO Polska?

HBO długo kazało czekać widzom na „Ślepnąc od świateł”. Wydana w 2014 roku książka Jakuba Żulczyka szybko stała się nie tylko bestsellerem wydawniczym, ale przede wszystkim pozycją kultową wśród 20. i 30-latków, którzy w mrocznej opowieści o tygodniu z życia warszawskiego dilera narkotyków, zobaczyli też fragment własnej rzeczywistości. Czy teraz odnajdą to samo także w serialu? Oceniamy serial Krzysztofa Skoniecznego pt. „Ślepnąc od świateł”.

Multimedia

"ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ" - RECENZJA

„Ślepnąc od świateł” to przypowieść o mrocznej Warszawie, swoista pocztówka z miasta grzechu, które najpierw bezczelnie kokietuje, mami, uzależnia, a następnie wypluwa i wyrzuca. Nie ma miejsca na sentymenty czy miłość. Tutaj żyje się bogato albo wcale. Możesz być na szczycie albo wegetować; inaczej patrzy się na życie z ostatniego piętra wieżowca, a inaczej gdy rozsypuje się sól na asfalt. Szybkie pieniądze, szybki seks i jeszcze szybsze samochody – to życie Kuby (Kamil Nożyński), głównego bohatera „Ślepnąc od świateł”, który świadomie postanowił iść na skróty. Rzucił studia na ASP i zajął się narkobiznesem, ale nie przewidział, że pewnego dnia popełni mały błąd, który będzie niósł ogromne konsekwencje. I już nie będzie ścieżki odwrotu.

O ile w książkowym „Ślepnąc od świateł” wiele wydarzeń rozgrywało się w głowie głównego bohatera (tam nazwanego Jackiem, w serialu Kubą), tak język filmu ma swoje ograniczenia i trzeba było to wyłożyć dosadniej oraz bardziej wprost. Dlatego co jakiś czas, niczym refren piosenki, powracają sekwencje rozgrywające się wyłącznie w głowie Kuby, co dla części widzów może być męczące. Krzysztof Skonieczny, który za zadanie postawił sobie reżyserię nie tyle serialu, co de facto ośmiogodzinnego filmu, stara się być jak najbardziej wierny książce Jakuba Żulczyka. Zresztą sam autor oryginału również pracował przy produkcji i jest to momentalnie wyczuwalne.

Skonieczny stawia na rozmach. To opowieść, która według niego musi wybrzmieć. Widać, że inspiracji szukał głównie w europejskim kinie; czasem, gdy patrzy się na „Ślepnąc od świateł” widzimy włoską „Gomorrę”, w innych ujęciach hołd dla „Pushera” Windinga Refna, a w jeszcze innych momentach jakby oko puszcza nam sam Jacques Audiard. Jednak jednocześnie Krzysztof Skonieczny pozostaje też wierny własnej stylistyce, którą zapoczątkował już przy filmie „Hardkor Disko” (2014), tylko jeszcze bardziej ją podkręcił. Perfekcyjne są zdjęcia Michała Englerta, który niczym Bóg patrzy na Warszawę – czasem piękną, a innym razem brudną i cuchnącą. I to wszystko wylewa się z ekranu.

"The World Is Yours". Popkulturowy orgazm! Mocarna parodia kina gangsterskiego i jeden z najlepszych filmów 2018 rokuZobacz więcej

W roli głównej obsadzono debiutanta, który na co dzień jest raperem. Kamil Nożyński, czyli Saful z warszawskiego składu Dixon37, to strzał w dziesiątkę. Chociaż sam przyznaje, że tutaj mocno prowadził go Krzysztof Skonieczny, to jest doskonały w roli Kuby. Cichy, enigmatyczny, wycofany, oszczędny w słowach i gestach, ale gdy traci grunt pod nogami, to wybucha. To jest aktorski debiut tego roku i mam nadzieję, że to nie ostatnia produkcja z Nożyńskim w obsadzie.

Zresztą w ogóle podziwiam Krzysztofa Skoniecznego i HBO, że tak bardzo zaryzykowali z obsadą. Co prawda nie brakuje dużych nazwisk, jak bezbłędni Robert Więckiewicz i Jan Frycz (gangus pierwsza klasa! SZACUNEK!), ale swoje pięć minut dostają też aktorzy do tej pory kojarzeni głównie z teatrem, jak Marta Malikowska, Krzysztof Zarzecki (genialna kreacja Malucha!), Jacek Beler czy Arkadiusz Brykalski. W końcu! Genialny jest sam Krzysztof Skonieczny, który wciela się w pewnego SZTYWNIUTKIEGO rapera, który uważa, że trzeba pomagać swoim. Przepiękny epizod, obnażający hipokryzję niektórych ulicznych raperów.

Warszawa w wizji Skoniecznego i Żulczyka jest niezwykle uwodzicielska. Z jednej strony jest przerysowana, wręcz komiksowa, narysowana jakby neonowym flamastrem, a z drugiej przygnębiająco prawdziwa. Marni celebryci, bananowe dzieciaki, ludzie pozbawieni sensu życia – dla nich jedyną radością jest już jedynie „śnieg” w nosie, ta chwila, gdy mog wciągnąć kreskę i zapomnieć o problemach dnia codziennego i całej beznadziei. Książkowe „Ślepnąc od świateł” jawiło mi się bardzo hiphopowo i trochę mi tego brakuje w serialu; w końcu to świat żywcem wyjęty ze storytellingów Rogala DDL, Kaza Bałagane czy PRO8L3M, a ścieżka dźwiękowa po rap sięga niestety dość nieśmiało.

Już dawno żaden serial tak bardzo mnie nie wciągnął i fascynował jak „Ślepnąc od świateł”. To tytuł, który się chłonie i gdy obejrzysz jeden odcinek, to momentalnie sięgasz po kolejny epizod. Uzależnia oraz daje kopa niczym najlepszy towar. Pewnie, mógłbym doczepić się do kilku scenariuszowych rozwiązań, szczególnie do końcówki odcinka nr 3, ale twórcy szybko potrafią się zrehabilitować. Nie wiem jeszcze, czy „Ślepnąc od świateł” okaże się najlepszych polskim serialem 2018 roku, ale to na pewno najlepszy serial, jaki HBO Polska do to pory wyprodukowało. Naćpani celebryci, seks polityków z prostytutkami oraz opowieść o ludzkich błędach i słabościach – kupiliście mnie. Sztywniutko.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 27 października 2018 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×