"Sole" [RECENZJA]. Sandra Drzymalska zachwyca we włoskim filmie! Historia Polki, która planuje sprzedać swoje dziecko zdobywa nagrody na kolejnych festiwalach!

Sandra Drzymalska wyrasta na jedną z najciekawszych polskich aktorek młodego pokolenia. Najpierw zachwycała w krótkich metrażach, później pokochali ją widzowie "Stulecia Winnych", a teraz zalicza fenomenalny występ we włoskim filmie "Sole", który swoją polską kinową premierę miał podczas Festiwalu Tofifest, gdzie triumfował w konkursie On Air! Oceniamy.

Multimedia

"SOLE" - RECENZJA FILMU Z SANDRĄ DRZYMALSKĄ

Polscy widzowie trochę musieli poczekać na "Sole". Włoska produkcja swoją światową premierę miała już rok temu, podczas festiwalu filmowego w Wenecji, później mogli obejrzeć ją widzowie na Berlinale, a teraz, po wielu miesiącach, w końcu obraz trafił do polskich kin, chociaż na razie dostępny jest jedynie w obiegu festiwalowym. Mam nadzieję, że to ulegnie zmianie, bo Złoty Anioł dla najlepszego filmu w konkursie On Air festiwalu Tofifest 2020 to świetna rekomendacja.

"Sole" przenosi widzów do współczesnych Włoch, jednak zapomnijcie o wakacyjnych, pocztówkowych obrazkach, ponieważ rzeczywistość, w jakiej swoją historię umiejscawia debiutujący w pełnym metrażu Carlo Sironi jest raczej bliższa temu, co możemy oglądać w takich serialach jak "Gomorra". W skrócie: brud, smród i ubóstwo. W takich warunkach o przetrwanie każdego dnia walczy Ermanno (Claudio Segaluscio); ciut wycofany chłopaczyna z bloków, którego największym nałogiem jest gra na automatach. Żaden grosz, a właściwie eurocent, mu nie śmierdzi, więc gdy lepiej sytuowany wujek oferuje mu parę tysięcy euro za udawanie ojca dziecka pewnej młodej Polki, Leny (Sandra Drzymalska), aby później wujek mógł łatwiej adoptować dziecko, młody chłopak nie zastanawia się ani chwili. Biznes to biznes, a dziewczyna przecież sama chce "sprzedać" dziecko, więc w czym problem?

Łatwo w takiej tematyce przeszarżować, przesadzić, sterroryzować widza emocjami, ale Carlo Sironi trzyma rękę na pulsie i za wszelką cenę stara się uciec od sztampy. "Sole" jednocześnie chwyta za serce, wkurza, jak i rozśmiesza; wszystkie proporcje zostały odpowiednio wyważone, dzięki czemu oglądamy bardzo dojrzały i przemyślany obraz oswajania się z rolą rodzica i znaczeniem narodzin dziecka. Sironi nie daje prostych odpowiedzi, zostawiając widzowi spore pole do interpretacji. Włoski twórca zastanawia się nad figurą matki w społeczeństwie, jednocześnie pytając, czy rzeczywiście każda kobieta jest gotowa do tej roli. Co w sytuacji, gdy naprawdę nie chce dziecka? Nie jest gotowa? Jak swoje życie trzeba zmienić dla dziecka? Co poświęcić? Sironi nie zamierza nikogo oceniać. Przygląda się opowieści z dystansu, dając jej wybrzmieć w pełni na ekranie, przez co nie mamy do czynienia z publicystyką, a historią nasączoną autentyzmem, która mogłaby wydarzyć się praktycznie pod każdą szerokością geograficzną.

"Polot". Jeden z najlepszych debiutów na Młodzi i Film 2020 oraz być może jedna z ostatnich polskich premier tego roku? Oceniamy nowy film z Maciejem Musiałowskim!Zobacz więcej

Film robi wrażenie pod względem wizualnym. Zimne kolory idealnie korespondują z niespiesznym tempem fabuły, gdzie najważniejsze są detale, małe gesty czy spojrzenia bohaterów. Wszystko jest tutaj oszczędne, począwszy od słów wypowiadanych przez kolejne postacie, przez rozwój akcji, po pracę kamery, która właściwie skupia się wyłącznie na Ermanno i Lenie, cierpliwie dokumentując rozwój ich znajomości. Początkowa cisza powoli zamienia się w wymiany zdań, ale cały czas pełne niedopowiedzeń czy ukrytych kontekstów.

W tej konwencji doskonale odnajdują się Claudio Segaluscio i Sandra Drzymalska. To ich małe, wielkie widowisko. Segaluscio urodził się w 2000 roku i ma bardzo małe doświadczenie przed kamerą, ale nie przeszkodziło mu to oddać na ekranie całej palety emocji i stworzyć szalenie wiarygodnego bohatera, która po raz pierwszy w życiu uwierzył, że ma szansę coś zmienić. O ile jego postać jest dość czytelna, to większą enigmą jest bohaterka kreowana przez Sandrę Drzymalską, która zafundowała widzom prawdziwy koncert niejednoznaczności. Laura w jej wydaniu to postać, której nie da się ocenić w kategoriach dobra / zła, bo to dużo bardziej złożona kwestia. Urodzona w 1993 roku aktorka świetnie odnajduje się w takich rolach, co pokazał już chociażby "Powrót" Magdaleny Łazarkiewicz, ale w "Sole" jest jeszcze bardziej precyzyjna. Drzymalska magnetyzuje już samym spojrzeniem, sprawiając, że jej bohaterka jednocześnie uwodzi i prowokuje, jak i wzbudza litość, przy okazji owijając sobie każdego wokół palca.

"Sole" to trzymająca za serducho historia o wchodzeniu w dorosłość, gdzie z jednej strony trzeba się zmierzyć z konsekwencjami swoich czynów, a z drugiej chciałoby się być na niekończącej się imprezie, po której nie ma kaca. Tyle, że kac jest zawsze, najczęściej ten moralny, za który przyjdzie zapłacić najwyższą cenę. Szczera i mocna opowieść o niespodziewanym końcu młodości, wolności i stawianiu czoła odpowiedzialności. Kameralne, pozbawione taniego moralizatorstwa i bardzo dobrze zagrane kino.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 26 października 2020 roku, w ramach relacji z festiwalu filmowego Tofifest 2020.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • wiki (gość)

    niesympatyczna twarz nadaje sie do odtwarzania ról łajdaczek jak np w Stuleciu Winnych

    06.03.2021 17:19

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×