"Spider-Man: Daleko od domu" [RECENZJA]. Godne zamknięcie 3. fazy MCU, czyli zakochany pajączek dojrzewa do bycia superbohaterem

"Spider-Man: Daleko od domu" to kolejny z filmów Marvela, który jest skazany na sukces. "Avengers: Koniec gry" mocno zaostrzył apetyty, więc fani są ciekawi przyszłości Avengers oraz tego, w jakim kierunku pójdzie całe MCU. Czy "Spider-Man: Daleko od domu" to wyjaśnia? Sprawdziliśmy!

Multimedia

"SPIDER-MAN: DALEKO OD DOMU" - RECENZJA

Gdy do kin trafił "Spider-Man: Homecoming" to pewnie nikt się nie spodziewał, że strzelający pajęczyną małolat z Nowego Jorku będzie miał tak duży wpływ na losy całego MCU oraz dalsze dzieje Avengers, a tutaj Peter Parker (Tom Holland) wyrasta na jednego z głównych rozgrywających. I jego siłą wciąż jest świeżość.

Hollandowski Parker dalej jest inteligentnym nastolatkiem, który na co dzień musi mierzyć się z własną superbohaterskością oraz jej konsekwencjami. To duża odpowiedzialność, wręcz za duża jak na dzieciaka, który chciałby po prostu dobrze się bawić i zakochiwać, a nie walczyć z jakimiś wielkimi potworami czy podróżować po Kosmosie, co może kosztować go życie. Chce być miłym pajączkiem z dzielnicy, przeprowadzającym staruszki przez ulicę, a nie kimś na miarę Thora czy Kapitan Marvel, którzy za swoje moce zapłacili naprawdę wysoką cenę. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, a Parker jeszcze nie jest gotowy, aby wskoczyć w buty Tony'ego Starka. A przynajmniej tak mu się początkowo wydaje.

Z drugiej strony "Spider-Man: Daleko od domu" maluje nam świat, w którym liczą się tylko superbohaterzy. Posiadanie mocy jest równoznaczne z posiadaniem głosu oraz władzy. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Quentin Beck aka Mysterio (Jake Gyllenhaal), który dość niespodziewanie pojawia się w życiu Spider-Mana i Nicka Fury'ego, wciąż próbujących pozbierać się po wymazaniu przez Thanosa. I chociaż film Jona Wattsa lekko nakreśla rzeczywistość, gdzie ludzie starają się pogodzić z tym, że stracili 5 lat, przez co często np. ich młodsze rodzeństwo jest teraz starsze od nich, to jednak mam wrażenie, że wciąż za mało zgłębiono ten temat. Za dużo niedopowiedzeń oraz rzeczy wymagających wyjaśnień, a tymczasem "Daleko od domu" szybko przechodzi nad tym wszystkim do porządku dziennego.

O ile "Spider-Man: Homecoming" był uroczym filmem młodzieżowym, tak "Daleko od domu" miesza ze sobą komedię romantyczną oraz dramat. Gatunki teoretycznie nie do połączenia, lecz Watts to sprawny twórca, potrafiący wybrnąć z każdej sytuacji. I tak przez większość filmu obserwujemy, jak Peter Parker chce w końcu zdobyć serce pięknej MJ (Zendaya), a przy okazji ma egzystencjalne rozterki odnośnie do swojej mocy oraz pokładanych w nich nadziei, tym bardziej, że Nick Fury (Samuel L. Jackson) jest bardzo wymagający i nie przebiera w słowach oraz środkach. To w głowie głównego bohatera urasta niemal do poziomu tragedii antycznej, gdzie żadne wyjście nie jest odpowiednie i sprowadzi na niego katastrofę.

"Spider-Man: Homecoming". Człowiek-pająk w liceum, czyli dobrze odrobiona lekcjaZobacz więcej

Co najważniejsze - to doskonale funkcjonuje na ekranie! Ten swoisty melanż młodzieżowej komedii romantycznej, egzystencjalnego dramatu i widowiskowego kina akcji wygląda naprawdę bardzo zacnie. Widz nie powinien ani przez minutę się nudzić, bo akcja stale gna do przodu, gra muzyka, a bohaterowie odhaczają kolejne europejskie miasta. Podoba mi się też to, jak Jon Watts ma wyczucie współczesności. Widać, że na młodych ludzi patrzy jak na równych sobie, nie traktując ich z góry, lecz stara się zrozumieć ich, coraz częściej streamowany w sieci, świat.

Wisienką na torcie są sceny po napisach. Za żadne skarby nie wychodźcie wcześniej z kina, bo to, co dzieje się w epilogu bardzo mocno ustawia dalsze dzieje Avengersów oraz całego MCU. Będzie się działo i właściwie mogę już tylko napisać, że czekam na 4. fazę, bo czuję, że Kevin Feige i spółka mają jeszcze kilka zaskoczeń w zanadrzu. I pamiętajcie - łatwo się kłamie w telewizji bądź Internecie.

"Spider-Man: Daleko od domu" to film dojrzalszy niż pierwotnie można było tego oczekiwać. O ile "Homecoming" był miłym dla oka obrazkiem i sprawnym wprowadzeniem bohatera do świata MCU, tak tutaj już oglądamy losy pierwszoplanowego zawodnika, który będzie miał kolosalne znaczenie dla całego uniwersum. Peter Parker nie będzie nowym Iron Manem, bo tego nie da się zastąpić, ale fascynująca jest droga, jaką przechodzi ta postać. "Spider-Man: Daleko od domu" to godne zamknięcie 3. fazy MCU i zwyczajnie dobre kino rozrywkowe, gdzie jest miejsce zarówno na śmiech, jak i łzy oraz wzruszenie. Lubię tych małolatów.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 4 lipca 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×