"Spider-Man: Homecoming" [RECENZJA]. Człowiek-pająk w liceum, czyli dobrze odrobiona lekcja

Spider-Man powrócił! Co prawda twórcy po raz trzeci od 2002 roku próbują na nowo opowiedzieć historię człowieka-pająka, ale chyba po raz pierwszy jest na to naprawdę konkretny pomysł, a całość uwodzi swoją lekkością i luzem.

Multimedia

Zresztą "luz" to słowo klucz, gdyż tym razem przyglądamy się nastoletniemu Peterowi Parkerowi (świetny Tom Holland), który stara się przeżyć w licealnym świecie. Nie jest łatwo, szkolna hierarchia rządzi wszystkim, a naszemu - wychowywanemu przez MILF ciotkę May (Marisa Tomei) - milusińskiemu w głowie naprzemian tańcują brudne myśli o łóżkowych harcach z na pozór nieosiągalną szkolną pięknością, Liz (Laura Harrier), wymieszane z chęcią ratowania świata i zostaniem jednym z Avengersów, co bezskutecznie małolatowi próbuje z głowy wybić Tony Stark (Robert Downey Jr.).

I to właśnie jest najlepsze w "Spider-Man: Homecoming". Zasiadający na reżyserskim stołku Jon Watts postawił na kino młodzieżowe pełną gębą, gdzie przyglądamy się geekowi jakby żywcem wyjętego z filmów Johna Hughesa. Niby chłopak przywdziewa kostium superbohatera, ale na korytarzach liceum i tak musi mierzyć się z docinkami typu "penis parker". Autorzy filmu wykonali sprawne rozpoznanie, przez co bez trudności poruszają się po świecie nastolatków, co zawsze jest stąpaniem po kruchym lodzie, które może zakończyć się katastrofą. Natomiast tutaj wszyscy są autentyczni, a nastoletni widzowie mogą identyfikować się z ekranowymi bohaterami.

Na szczęście "dorosłe" wątki nie wypadają gorzej. Naturalnie, miło patrzy się na sympatycznego grubaska, marzącego o tym, aby zostać przydu... znaczy asystentem superbohatera, ale przydałoby się, żeby obraz prezentował coś jeszcze. I tutaj tak jest, gdyż otwierająca film scena, pokazująca marginalizowanych przez lokalną władzę robotników, którym przewodzi - chcący zwyczajnie zadbać o własną rodzinę - Adrian Toomes (Michael Keaton), mimo, iż rozgrywa się w superbohaterskim świecie, jest prawdziwa do bólu.

Z suwerenem lepiej nie zadzierać, bo zbuntowany może stać się nieobliczalny i w ten sposób chęć zarobienia pieniędzy w uczciwy sposób kończy się przymusową emigracją do szarej strefy. Sprawia to, że Vulture staje się najbardziej niejednoznaczną postacią "Spider-Man: Homecoming", gdyż nie oglądamy złoczyńcy złego do szpiku kości, tylko człowieka, którego poniekąd zmuszono do przejścia na drugą stronę barykady. Każdy chce jakoś żyć, a przecież Tony Stark też przez lata balował za pieniądze zrodzone z krwi mordowanych Afgańczyków.

Zendaya jako Mary Jane? Kontrowersje wokół ukochanj Spidermana!Zobacz więcej

Twórcy konfrontują szczenięcą naiwność Petera Parkera z prawdziwym życiem. Nastoletni Spider-Man jeszcze patrzy na świat w czarno-białym barwach, nie zauważając, że dookoła jest ogrom szarości. To się sprawdza i pozostawia też ogromne pole do popisu dla rozwoju tego bohatera w kolejnych częściach. Warto dodać, że nie tylko to prosi się o rozwinięcie w następnych filmach. "Spider-Man: Homecoming" to zaledwie wstęp do nowej historii człowieka-pająka, dlatego większość drugoplanowych bohaterów jest nieistotna do tego stopnia, że na ich twarzach wręcz maluje się zniecierpliwienie, kiedy ruszą zdjęcia do kolejnego filmu. Czołowym przykładem tego jest Michelle (Zendaya). Niby jest w niej potencjał, jest błysk w oku, zalotnie się uśmiecha, ale jeszcze nic za tym nie idzie.

"Spider-Man: Homecoming" to dobrze odrobiona lekcja z realizacji filmu superbohaterskiego. Wszystko jest na swoim miejscu. Połączenie komediowej konwencji kina młodzieżowego z ciut poważniejszymi wątkami było strzałem w dziesiątkę, a doskonale dobrana obsada, dynamiczna narracja i efektowna realizacja sprawia, że film Jona Wattsa bardzo dobrze się ogląda. Gdyby jeszcze Marisa Tomei częściej pojawiała się na ekranie...

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 14 lipca 2017 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • recenzja

    Recenzja jest durnowata. Ten film jest beznadziejny, to spiderman dla gimbazy. Fabuła, dialogi są cieniutkie, infantylne...

    28.04.2019 22:40
  • hałabała (gość)

    Jak bym miał z 7 lat to by mi się podobało.

    15.07.2017 22:06

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×