"Spowiedź". Duchowa próba sił księdza i ateistki [RECENZJA]

Przyjeżdżający do małego miasteczka pod niemiecką okupacją ksiądz, główny bohater „Spowiedzi”, staje się obiektem zainteresowania miejscowych kobiet, zwłaszcza ateistki Barny.

Multimedia

NASZA OCENA: 6/10

Francja, czasy II wojny światowej. Do prowincjonalnego miasteczka pod niemiecką okupacją przyjeżdża nowy proboszcz, Leon Morin. Przystojny duchowny o silnym charakterze wzbudza zainteresowanie miejscowych kobiet, wśród których jest niezbyt lubiana ze względu na swe przekonania komunistka i ateistka Barny, samotnie wychowująca córkę. Początkowa wrogość do duchownego przeradza się szybko w fascynację kobiety Morinem, a i sam duchowny wyraźnie nie jest obojętny na jej względy. Tymczasem w miasteczku, otoczonym lasami, w których ukrywają się członkowie ruchu oporu, coraz bardziej narasta niemiecki terror.

Film Nicolasa Boukhriefa jest ekranizacją powieści Beatrix Beck „Ksiądz Leon Morin”, która już wcześniej trafiła na ekrany w 1961 roku (reżyserem był Jean-Pierre Melville, a księdza zagrał sam Jean-Paul Belmondo; film zebrał świetne recenzje, został też nagrodzony na festiwalu w Wenecji). W centrum tego dramatu jest relacja między ateistką i duchownym, początkowo będąca wojną na argumenty przedzielaną filozoficznymi dysputami, z czasem zmieniająca jednak swój charakter: znajomość dla obu stron staje się próbą wytrwania w swych racjach przy jednoczesnej fascynacji erotycznej drugą stroną. Takiego rozwoju wydarzeń można się zresztą spodziewać już po pierwszym spotkaniu Barny z Morinem, co trochę zabija napięcie, podobnie jak decyzja o retrospektywnym charakterze filmu – wydarzenia opowiada leżąca na łożu śmierci Barny podczas tytułowej spowiedzi… W tle oglądamy codzienne życie w miasteczku pod okupacją: egzekucje, pomaganie partyzantom, spiski, trudności ze zdobyciem jedzenia.

Temat jest ciekawy, technicznie film jest zrealizowany bez zarzutu, aktorsko prezentuje się także solidnie, zarówno jeśli chodzi o role pierwszo - (Romain Duris i Marine Vacth), jak i drugoplanowe (świetna Anne Le Ny w roli Christine), brakuje mu jednak „życia”, wydarzenia, mimo dużego ładunku uczuciowego łączącego bohaterów, są przedstawiane jakoś zimno, bez wzbudzania w widzu gwałtowniejszych emocji.

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×