"Tańczący z wilkami". Rewelacyjny western, któremu nie wróżono sukcesu [RECENZJA]

Porucznik John Dunbar jest weteranem wojny secesyjnej. Zmęczony wojną i życiem, obejmuje samotny posterunek, zagubiony na pograniczu.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

Szybko okazuje się, że w pobliżu obozuje plemię Siuksów. Przez pewien czas Indianie i żołnierz obserwują się z daleka, powoli jednak przełamują nieufność wobec siebie. Kiedy Dunbar pomaga Siuksom w polowaniu na bizony, zyskuje ich szacunek i przyjaźń. Sam też jest coraz bardziej zafascynowany ich życiem. Dostaje od nich imię Tańczący z Wilkami, poznaje Podniesioną Pięść, białą kobietę, wychowaną przez plemię. Jednak tak bliskie kontakty z Siuksami nie podobają się innym żołnierzom. Aresztują Dunbara pod zarzutem zdrady i chcą oddać pod sąd wojenny. Indianie uwalniają Tańczącego z Wilkami, ale to oznacza, że plemię rozpoczyna wojnę z białymi.

Amerykanie zawsze byli przywiązani do westernu, jedynego gatunku filmowego, który powstał w Stanach. Ale nawet oni nie mogli nie dostrzec, że w latach 70. i 80. western wszedł w fazę schyłkową. Jednym z efektów była finansowa klęska monumentalnych "Wrót nieba" Michaela Cimino. Dlatego "Tańczący z Wilkami" najpierw przez kilka lat nie mógł powstać, bo nikt nie wierzył w jego sukces, a gdy wreszcie rozpoczęto zdjęcia, producenci z przerażeniem przyjęli wiadomość, że budżet został przekroczony. Costner, który był współproducentem, reżyserem i grał główną rolę, musiał wyłożyć kilka milionów z własnej kieszeni. W Hollywood wróżono "Tańczącemu..." totalną klapę. A jednak widzowie i krytycy przyjęli film z entuzjazmem. Efekt - 12 nominacji i 7 Oscarów - w tym za najlepszy film (pierwszy od 50 lat przyznany westernowi!) i za reżyserię, oraz ponad 100 mln dolarów zysku. Siuksowie, w podzięce, podarowali aktorowi kawał ziemi.

Kevin Costner wierzył, że western może przetrwać. Pierwszą dużą rolę dostał własnie w westernie - "Silverado" Lawrence’a Kasdana - a występ w "Wyatcie Earpie" tego samego reżysera uważa za jeden z ważniejszych w karierze. W innych filmach często był "westernową" postacią - samotnym bohaterem walczącym ze złem (czymkolwiek by ono było). Tak jest w choćby "Nietykalnych", "Robin Hoodzie: księciu złodziei", "Wodnym świecie", "Bodyguardzie", "Wysłanniku przyszłości" a nawet "JFK".

Karierę aktorską Costner zaczął od... rozmowy z Richardem Burtonem, którego spotkał przypadkowo podczas swojej podróży poślubnej. Kiedy powiedział, że zamierza zająć się aktorstwem, Burton spojrzał na niego i powiedział "Masz zielone oczy, prawda? Ja też. Myślę, że powinieneś spróbować". Co też Costner uczynił. W Hollywood początkowo był kierowcą ciężarówki, rybakiem, oprowadzał wycieczki, ale wreszcie dostał pierwszą rolę - w filmie soft porno. Ponieważ nie chciał grać w kolejnych tego typu produkcjach, na następną okazję czekał sześć lat. Jednak jego epizod w "Wielkim chłodzie" Lawrence’a Kasdana został w całości wycięty. Ale reżyser o nim pamiętał i dwa lata później dał mu jedną z głównych ról w westernie "Silverado". I to był prawdziwy początek kariery. Od "Nietykalnych" (1987) do "Wyatta Earpa" (1994) to najlepszy zawodowo czas w życiu aktora: nakręcił 12 filmów - z których właściwie każdy stał się hitem - i zdobył dwa Oscary ("Tańczacy z Wilkami"). Umiejscowił się na Hollywoodzkim szczycie wśród największych gwiazd, choć nie uniknął porażek (trzy Złote Maliny). Błysnął też wszechstronnością: w "Nietykalnych" (1987) był niedoświadczonym, ale niezłomnym policjantem walczącym z mafią, w "Robin Hoodzie..." (1991) potrafił zagrać z przymrużeniem oka i dystansem do siebie i bohatera, w "Świecie doskonałym" wcielił się w więźnia zaplątanego w tragiczne wydarzenia, ale wciąż mającego poczucie przyzwoitości i honoru większe niż ci, którzy go ścigają.

Aż nadszedł "Wodny świat" (1995) - ambitny projekt science fiction, trochę przypominający "Mad Maxa", a rozgrywający się na zalanej przez wodę Ziemi przyszłości. Jednak produkcję od początku prześladował pech - huragan zniszczył scenografię, zastrajkowali statyści, w efekcie koszty przekroczyły 180 mln dolarów czyniąc z filmu najdroższą realizację w historii kina. A zyski okazały się zaskakująco niskie i producenci ponieśli wielkie straty. Można powiedzieć, że w tym momencie dla Costnera karta się odwróciła i przez następnych kilka lat każdy jego kolejny film okazywał się niewypałem. Tak było z "Tin Cup" (1996), z monumentalnym w założeniu "Wysłannikiem przyszłości" (1997), melodramatycznym "Listem w butelce" (1999) czy sportowym komediodramatem "Gra o miłość" (1999).

Dramat polityczny "13 dni" (2000) o kryzysie w Zatoce Świń w 1962 roku wskazywał, że Costner powoli wychodzi z kryzysu. Że jest lepiej, potwierdza ciemny w nastroju i tonacji "Mr. Brookes" będący współczesną wariacją na temat "Doktora Jekylla i pana Hyde’a". Czyżby powrót na szczyt?

Piotr Radecki

Western USA 1990, reż. Kevin Costner

"Tańczący z wilkami" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×