"Taxi 5" [RECENZJA]. Biała taksówka znowu mknie po Marsylii, czyli powtórka z rozrywki

Wszystko zaczęło się w kwietniu 1998 roku; to właśnie wtedy do kin trafiło pierwsze „Taxi”. W białej taksówce zakochali się widzowie na całym świecie, więc nic dziwnego, że seria była kontynuowana. Teraz, po 11 lat od premiery ostatniej części, do kin trafia „Taxi 5”. Nowa odsłona, ale czy to oznacza nowe pomysły i nową energię?

Multimedia

Daniel i Emilien to już głos przeszłości. Zapomnijcie o tym duecie, bo w „Taxi 5” nie zobaczymy ich nawet w reminiscencjach. Teraz pałeczkę, a właściwie kierownicę, przejął niesforny porucznik Sylvain Marot (Franck Gastambide), który wygląda jak mniej przypakowana kopia Vina Diesela. Pan Maron, marzący o karierze antyterrorysty, przez mały skandal obyczajowy musi pożegnać się z wygodnym życiem w Paryżu i zostaje przez swoich przełożonych karnie zesłany do Marsylii, a konkretniej do komisariatu policji miejskiej, gdzie nikt normalny nie jest. Traf chce, że akurat w mieście grasuje włoski gang złodziei brylantów, co oznacza, że na marsylskich ulicach odbędzie się rywalizacja francuskiej i włoskiej technologii motoryzacyjnej.

Już jedna z pierwszych scen „Taxi 5” jest dość znamienna; (prawie) kultowa – bo to nie model 406 z pierwszych trzech części, a egzemplarz 407 z ostatniej – taksówka osiągnęła przebieg, który nie wystraszyłby polskich handlarzy samochodów, ale na tyle duży, że jej dalsze bytowanie w Marsylii było bezcelowe, więc została odesłana do dalszej rodziny Daniela w… Maroku. Tyle tylko, że będzie musiała powrócić do Francji, gdzie bratanek Daniela, Eddy (Malik Bentalha) wpakował się w kłopoty i będzie musiał pomóc policji. Historia lubi się powtarzać? Tym sposobem Peugeot 407 zalicza powrót, lecz nowi właściciele nawet nie zajrzą pod maskę i niczego nie unowocześnią, tylko zdmuchną kurz z karoserii i spróbują odpalić maszynę. Podejrzewam, że w podobny sposób napisano scenariusz „Taxi 5”.

„Powtórka z rozrywki” – to hasło powinno promować „Taxi 5”, bo idealnie oddaje fabułę filmu wyreżyserowanego przez Francka Gastambide, grającego także główną rolę. Brak Gerarda Krawczyka, reżysera poprzednich części, Luca Bessona jako scenarzysty (tutaj co prawda podpisał się pod skryptem, ale podejrzewam, że to jedynie zabieg marketingowy) oraz duetu aktorskiego Daniel Morales i Emilien Coutant-Kerbalec jest więcej niż odczuwalny. Ich następcy zwyczajnie nie mają nic ciekawego do powiedzenia, a jedyne co potrafią, to odtwarzać i kopiować.

"Taxi" powraca z nową częścią po 11 latach! Gwiazdor "Gomorry" w obsadzie! [ZWIASTUN+ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Na dobrą sprawę „Taxi 5” jest przepisaną – i to na kolanie – nową wersją pierwszego „Taxi”, z tą różnicą, że tam mieliśmy do czynienia z pewną świeżością oraz energią, a tutaj mamy wałkowanie wciąż tych samych żartów (gruba dziewczyna zniszczyła samochód, ohoho, ależ zabawne!), nudne kraksy z udziałem radiowozów oraz tryskanie różnymi dziwnymi wydzielinami. Natomiast scen wyścigowych jest jak na lekarstwo.

Najgorszy w tym wszystkim jest Malik Bentalha. Urodzony w 1989 roku komik częściej żenuje niż śmieszy, a jego kolejne gagi z powodzeniem mogłyby być pokazywane podczas polskich nocy kabaretowych. To mniej więcej ten sam poziom. Jak dawniej nie śmieszy Bernard Farcy, którego Gibert to już wyczerpana formuła i zupełnie nie jest w stanie wnieść do roli czegoś nowego.

Tym bardziej szkoda, bo w „Taxi 5”, w roli włoskiego gangusa, pojawia się gwiazdor „Gomorry”, Salvatore Esposito, który w pewien sposób śmieszkuje sobie ze swojego Gennego Savastano. Zresztą „Taxi 5” próbuje na różne sposoby igrać z popkulturą, nie tylko przez nawiązania do innych filmów, ale też przez zaproszenie na duży ekran francuskich gwiazd muzyki rozrywkowej: na drugim planie pojawia się raper Soprano, a w jednej ze scen publiczność zabawia DJ Cut Killer. Swoją drogą ścieżka dźwiękowa to akurat jedna z mocniejszych stron „Taxi 5” i trudno nie bujać głową do tych bitów.

„Taxi 5” to projekt, który poległ na etapie scenariusza. Wtórność, głupota i na siłę wciśnięty wątek miłosny. Po co? Mam wrażenie, że miejscami chciano aż za bardzo, co niestety widać. Szkoda, że się nie udało, bo mimo wszystko w „Taxi 5” znajdzie się kilka udanych żartów, a poza tym nawet sympatycznie na to się patrzy. Dlatego nie dziwię się, że film już jest hitem we Francji i zapewne „Taxi 6” jest wyłącznie formalnością. Ech, ale bym chciał, aby stara ekipa powróciła w ewentualnym sequelu… W końcu jak już robimy recykling, to róbmy go na całego.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"TAXI 5" W KINACH

Recenzja została pierwotnie opublikowana 6 maja 2018 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Fan Taxi (gość)

    Mi tam Taxi 5 sie podobało i nie zgodze sie z recenzja , jedynie ze zdaniem ze to "Poczatek serii w nowym świecie" Kiedy zobaczylem napis Taxi 5 przecierałem oczy ze zdumie nia i cieszylem sie jak dziecko! Bilet 24zł a zobaczyc to po 11 latach !

    11.05.2018 07:20

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×