"The Florida Project". Wszystko jest ułudą, ale i tak biegniemy w stronę tęczy [RECENZJA]

Sean Baker jest jednym z tych twórców filmowych, którzy naprawdę potrafią patrzeć na otaczający ich świat. Każdy jego kolejny film był wycinkiem z rzeczywistości, obserwacją tego, czego inni nie chcą lub boją się dostrzec. Nie inaczej jest w przypadku "The Florida Project", bez wątpienia jednego z najlepszych tegorocznych filmów.

Multimedia

Moonee (Brooklynn Prince), Scooty (Christopher Rivera) i Jancey (Valeria Cotto) nie mają daleko do Disneylandu, lecz bajkowe atrakcje nie kręcą ich tak, jak motel Magic Castle oraz jego najbliższe otoczenie. To ich teren, gdzie wyłącznie oni mają prawo do plucia na zaparkowane samochody czy podpalania pustostanów. Jak się bawić, to się bawić!

Zaraz, zaraz, ale gdzie wtedy byli rodzice? Cóż, każdy stara się związać koniec z końcem, czy to przez uczciwą pracę w pobliskiej knajpie czy przez świadczenie usług erotycznych lub sprzedaż podrobionych kosmetyków. Każdy orze, jak może.

Nie sądziłem, że ten film mnie tak uderzy. Że aż tak mocno zaboli. A jednak. Sean Baker przygląda się dzieciakom, które w zasadzie przegrały już na starcie swojego życia. Nie ma w tym ich winy, wszak - cytując Bogusława Lindę z "Psów" - ktoś się rodzi księdzem, ktoś k***ą, a ktoś inny złodziejem. Tak też jest tutaj, gdzie dzieciaki nie wybrały swoich rodziców i zwyczajnie muszą zmierzyć się z zastaną rzeczywistością.

Nie jest to jednak, na szczęście, nowe wydanie "Dzieciaków" Larry'ego Clarka. Wręcz przeciwnie; autor ma dla swoich bohaterów ogrom sympatii i chociaż często chciałoby im złoić skórę, to w zasadzie wszystkim kibicujemy. Kiedyś wygramy, kiedyś nam się uda. Paradoksalnie w ostatnim czasie trudno znaleźć chyba bardziej optymistyczny film.

Wokalistka, modelka i gwiazda "Ex na plaży". Kim są siostry Godlewskie? [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Doskonale prowadzeni są aktorzy. Prawdziwym odkryciem jest Bria Vinaite, którą twórca znalazł na... Instagramie. I to jest znak naszych czasów; dziewczyna w stu procentach odnalazła się na planie i sprawiła, że jej bohaterka jest jednocześnie autentyczna, irytująca i też na swój sposób urocza. Jest w niej mnóstwo emocji i potrafi przechodzić od skrajności w skrajność. Cudo.

Jej filmowym przeciwieństwem jest Willem Dafoe, wcielający się w dozorcę motelu, swoistą "złotą rączkę" i człowieka, który chyba jako jedyny stara się ogarniać cały ten bałagan. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najlepsza rola Dafoe od wielu lat i mocno trzymam kciuki, aby spadł na niego deszcz nagród za tę kreację.

Nie sposób nie chwalić "The Florida Project" za stronę wizualną. Jej, jak to wygląda! Hipnotyzujący wachlarz kolorów, wprowadzający nas w świat złudzeń, niespełnionych marzeń i przygasających nadziei. Niby wiemy, że wszystko jest ułudą, ale i tak biegniemy w stronę tęczy.

Autor "Mandarynki" udowadnia, że da się zrobić dobry film o patologii, gdzie opowieść toczy się z perspektywy dziecka i nie musi być to szary, jednoznaczny i szalenie przygnębiający wycinek z beznadziei, co na polskim podwórku niektórym twórcom wciąż sprawia nie lada problem. Jeżeli ma się pomysł, to można taką opowieść wsadzić w kolorowy świat, gdzie, mimo wszelkich problemów, nie brakuje ciepła, miłości i humoru.

"The Florida Project" to przede wszystkim historia o walce marzeń z rzeczywistością. O oszukiwaniu samego siebie lub wręcz nieprzejmowaniu do wiadomości prawdy. Bo czasem lepiej się oszukiwać i żyć w świecie iluzji oraz złudzeń. A że bańka kiedyś pęknie, no cóż… Za takie filmy kocham kino.

Ocena: 9/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"THE FLORIDA PROJECT" W KINACH OD 22 GRUDNIA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 22 grudnia 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×