Tomasz Knapik: Wpadki zdarzają się ciągle [WYWIAD]

Tomasz Knapik to postać, której przedstawiać raczej nie trzeba. Legendarny lektor jest aktywny zawodowo niemal od 50 lat i nie zapowiada się na to, żeby dał się wygryźć młodym adeptom sztuki lektorskiej. Na festiwalu SERIALIS 2016 Tomasz Knapik czytał na żywo film „Rekinado 4”, a specjalnie dla serwisu Telemagazyn.pl opowiedział o swojej pracy i filmach, jakie lubi. Sprawdźcie!

Multimedia

Jak zaczęła się Pana przygoda z czytaniem filmów?
Zaczęło się od młodzieżowej rozgłośni harcerskiej. Miałem wtedy ok. 17 lat, byłem przed maturą. Z rozgłośni później przeszedłem do radia, a następnie przyszedł czas na dalszy rozwój.

Czyli żeby zostać lektorem filmowym, to najlepiej przejść drogę od radia do telewizji?
Raczej tak, innej metody chyba nie ma. Często mnie pytają, czy jest szkoła dla lektorów, ale czegoś takiego nie ma. Proponowano mi kilka razy, w różnych szkołach, żebym był wykładowcą, ale ja po prostu nie potrafię wyartykułować tego, jak być lektorem. Mówię adeptom, żeby dużo czytali. Czytać dziecku na dobranoc, czytać gdzie się da i dlatego ci nowi lektorzy najczęściej zaczynali pracę w jakimś radiowęźle studenckim, amatorskim teatrze, aż zaczęli czytać filmy. Trzeba cały czas ćwiczyć.

Czym się różni praca lektora dzisiaj od pracy w czasach PRLu czy nawet na początku lat 90.?
Dzisiaj wszystko jest nagrywane, co zwalnia nas od pewnego obciążenia psychicznego. Kiedyś, gdy czytaliśmy na żywo, pomyłka była straszną rzeczą, a teraz w każdym momencie możemy przerwać nagranie, powrócić do jakiegoś wcześniejszego momentu i poprawić wpadkę. To w zasadzie jedyna różnica. Mamy większy komfort psychiczny.

CZYTAJ TAKŻE:

SERIALIS 2016. "REKINADO 4: NIECH SZCZĘKI BĘDĄ Z TOBĄ". WYŻSZY POZIOM ABSTRAKCJI [RECENZJA]
POLSCY LEKTORZY. ZOBACZ, JAK WYGLĄDAJĄ NAJPOPULARNIEJSZE GŁOSY POLSKIEJ TELEWIZJI! [GALERIA]

Wciąż zmieniający się szefowie Telewizji Polskiej mają jakiekolwiek znaczenie?
Nie. Gdy zaczynałem, to nie było innej telewizji, tylko jedyna słuszna, czyli partyjna i nie było z tego powodu żadnej kontestacji. Wśród lektorów nie była przyjęta żadna przynależność polityczna i w zasadzie, poza dwoma czy trzema przypadkami, które znam, to nie było wśród nas partyjnych, bo nie było powodów. Były zawody, gdzie musiał być ktoś partyjny, bo były to jakieś stanowiska kierownicze, ale wśród lektorów? Po co? Ja byłem politycznie bardziej obojętny niż zaangażowany i tak jest do dzisiaj. Czytam w jednej telewizji, drugiej, dziesiątej i moje sympatie polityczne nie mają znaczenia. Dzisiaj często czytając dany film nawet nie wiem, dla jakiej telewizji on jest. Często grają nas małe studia i ja nie wiem, czy zlecenie jest dla Polsatu, dla TVNu czy Canal+, no chyba, że jest to wymienione w tyłówce (śmiech). Dla lektora nie ma to najmniejszego znaczenia.

Czy zdarzyła się Panu podczas czytania jakaś wpadka?
Wiele razy. Wpadki zdarzają się ciągle, tyle, że teraz pośmiejemy się do kropki i cofamy, a dawniej poszło w naród i już nie można było tego odwołać. Każdy z lektorów miał masę takich wpadek, wydawało się, że strasznych, ale jakoś to przyschło i nic się nie działo.

Liczył Pan kiedyś, ile przeczytał Pan filmów, seriali bądź innych produkcji?
Nie, ale pewnie będzie kilkanaście tysięcy. Ja czytam aktywnie zawodowo już prawie od 50 lat, w związku z tym trochę się tego natłukło (śmiech). Nawet czytając jeden film w tygodniu, to już jest 2,5 tysiąca, a zdarzało się, że kiedyś czytałem po sześć filmów dziennie.

Jaki film czytało się Panu najlepiej. Jest jakaś produkcja, która szczególnie zapadła w pamięć?
Generalnie czyta mi się dobrze dobre filmy. Wspominam bardzo dobrze „Greka Zorbę”. Parę filmów zapamiętałem tak, że dzisiaj mógłbym czytać je bez listy dialogowej. Kiedyś w Kinie Relax w Warszawie były organizowane nocne seanse filmów, które już były kupione, ale jeszcze nie udźwiękowione. Ten proces trwał około pół roku, a lektor w międzyczasie czytał te filmy. Pamiętam, że chyba „Gliniarza z Beverly Hills” przeczytałem około stu razy i pewnie dzisiaj mógłbym usiąść i przeczytać go bez listy dialogowej, bo wiedziałem co i w którym miejscu się stanie. Wiele razy czytałem też „Ojca chrzestnego”, zwłaszcza drugą część i jakoś te filmy wyjątkowo zapamiętałem. Lubię filmy dobre i nieprzegadane, w końcu lenistwo bierze górę (śmiech). Warto dodać, że najdłuższe do czytania są filmy sądowe, ze względu na specjalistyczny język mają ok. 30 stron więcej i takich „Dwunastu gniewnych ludzi” ma bardzo grubą listę dialogową. Sprawa sądowa rozdmuchuje listę w znakomity sposób (śmiech).

Rozmawiał Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Tomasz Knapik opowiedział nam także jakiej produkcji nigdy nie zgodziłby się przeczytać. Jesteście ciekawi, co to jest? Sprawdźcie!

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×