"Ultimatum Bourne'a" - szybko, ostro, błyskotliwie. Film, który nie ma słabych punktów [RECENZJA]

Były agent CIA staje się niewygodny dla dawnych zwierzchników. Z wymazaną pamięcią, nie mając nic do stracenia po śmierci ukochanej kobiety, Jason postanawia poznać prawdę o sobie.

Multimedia

NASZA OCENA 9/10

Trzecia część przygód Jasona Bourne’a (Matt Damon), agenta specjalnego i zawodowego zabójcy, który w wyniku szoku pourazowego stracił pamięć i teraz za wszelką cenę próbuje ją odzyskać. Wciąż podróżuje po całym świecie, ze strzępków wspomnień rekonstruując swoją przeszłość, a wraz z nią swoją utraconą tożsamość. W Londynie spotyka się z dziennikarzem śledczym Simonem Rossem (Paddy Considine), od którego uzyskuje informację, że Projekt Treadstone, który stworzył Bourne’a, oficjalnie został zlikwidowany, jednak nieoficjalnie wciąż działa dalej jako Operacja Blackbriar. Chwilę później Ross ginie zabity przez agentów CIA. Bowiem w Agencji ścierają się dwie tendencje: Pamela Landy (Joan Allen), zastępczyni szefa CIA Ezry Kramera (Scott Glenn), chce zostawić Bourne’a w spokoju, a zarazem zakończyć wszelkie tajne operacje. Z kolei drugi zastępca Kramera, Noah Vosen (David Strathairn), ma zupełnie inny pomysł – zamierza przede wszystkim zlikwidować Jasona...

Szybko, ostro, błyskotliwie – ten film, podobnie zresztą jak cała trylogia Bourne’a, nie ma właściwie słabych punktów, zapewniając widzowi doskonałą, cały czas trzymającą w napięciu rozrywkę. Jak w każdej poprzedniej części, tak i w „Ultimatum...” można jednak znaleźć scenę przewyższającą pozostałe. To scena spotkania i zamachu na dworcu w Londynie: bezbłędna, fantastycznie rozegrana i zmontowana. Można śmiało powiedzieć, że to powrót do korzeni kina sensacyjnego: nie chodzi o efektowne wybuchy czy strzelaniny – jego kwintesencją i sensem jest pościg (że przypomnę choćby legendarną, niedościgłą sekwencję z „Bullitta”). W filmie Greengrassa rozedrgana i pozornie przypadkowa kamera prowadzi przez labirynt dworca, ujęcia skaczą, ale bynajmniej nie w przypadkowy sposób, a widz z każdą sekundą coraz silniej wciska się w fotel. Prawdopodobnie to właśnie ta scena zadecydowała, że jeden z trzech Oscarów, które film zdobył, był za montaż (pozostałe dwa dotyczyły dźwięku).

Piotr Radecki

Amer.-niem. film sensacyjny 2007, reż. Paul Greengrass

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×