"W małym dworku" [RECENZJA]. Jan Englert mierzy się z dramatem Witkacego. Oceniamy nowy Teatr Telewizji!

Jan Englert nie zwalnia reżyserskiego tempa i prezentuje kolejny spektakl Teatru Telewizji swojego autorstwa. Tym razem na tapet poszedł Stanisław Ignacy Witkiewicz i jego "W małym dworku". Sprawdzamy, jak prezentuje się najnowszy Teatr Telewizji!

Multimedia

"W małym dworku" - premiera w poniedziałek, 9 grudnia, o godzinie 21:00 na antenie TVP1

"W MAŁYM DWORKU" - RECENZJA

Witkacy w teatrze to zawsze wyzwanie. Wiedzą to zarówno twórcy, jak i widzowie, bo ile wystawień Witkacego, tyle metod przedstawiania jego dzieł na scenie. Nie ma na to uniwersalnej metody gwarantującej sukces. Jan Englert postawił na klasykę i swoiste bezpieczeństwo; podszedł do tekstu Witkacego bez udziwnień, skupiając się na tym, aby słowo pisane odpowiednio wybrzmiało na ekranie.

Wygląda na to, że była to słuszna strategia, bo dzięki temu "W małym dworku" jest bardzo przejrzyste, nie męczy oczu, a co za tym idzie jest też przystępne dla widzów. Z ekranu wylewają się tony ironii; to bardzo gorzki spektakl, w którym często się śmiejemy, lecz jest to śmiech przez łzy.

"W małym dworku" ma wiele warstw, gdzie widzowie mają szansę znaleźć coś dla siebie. Z jednej strony jest to opowieść o kryzysie twórczym i egzystencjalnym, niemożności tworzenia i nieradzeniu sobie z samym sobą. Z drugiej to też opowieść o pragnieniu miłości, podstawowym uczuciu, którego człowiek potrzebuje. Zresztą Jan Englert zadaje między wierszami sporo pytań: Czym dla nas jest miłość? Czy można przebaczyć zdradę? Można jednocześnie kochać kilka osób? Co można poświęcić dla miłości? Tutaj miłość jest natchnieniem. Miłość jest pragnieniem. Miłość jest sensem życia. Świat marzeń walczy z rzeczywistością - czy w tej walce ktokolwiek ma szansę wygrać?

Obsada spektaklu w większości składa się z członków zespołu Teatru Narodowego w Warszawie, którego dyrektorem jest Jan Englert, co już jest pewnego rodzaju gwarancją jakości. I rzeczywiście dobrze patrzy się na Przemysława Stippę czy Jana Frycza, który w końcu prezentuje się w kreacji oddalonej od jego ostatniego serialowo-filmowego wizerunku, a Paulina Szostak i Michalina Łabacz wręcz tryskają urokiem, jednak widowisko kradnie wszystkim Agata Różycka, którą na co dzień można oglądać w Teatrze Dramatycznym bądź spektaklach grupy Potem-o-tem. Widziałem ją na teatralnych deskach, więc doskonale wiem co mówię. Miejcie tę aktorkę na oku, bo będzie o niej głośno.

"W małym dworku" to kolejny przyjemny spektakl Teatru Telewizji. Nie jest to może widowisko, które zapisze się złotymi zgłoskami w dziejach Teatru TV, ale jest to na pewno solidnie zrealizowany i zagrany spektakl, dający widzowi radość z seansu. Czy potrzeba czegoś więcej?

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 9 grudnia 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×