"Wakacje Jasia Fasoli". Pożegnanie Rowana Atkinsona z postacią tytułowego bohatera [RECENZJA]

Pan Fasola (Rowan Atkinson) wygrywa na parafialnej loterii nową kamerę i tygodniową wycieczkę do Cannes.

Multimedia

NASZA OCENA: 6/10

Jednak owa wakacyjna podróż nie jest łatwa: już na początku gubi pieniądze, bilety i dokumenty. A później jest coraz gorzej, gdyż kiedy bierze pod opiekę zagubionego rosyjskiego 10-latka (którego wcześniej nieświadomie rozdzielił z ojcem), zostaje uznany za groźnego porywacza dzieci. Spotyka też na swej drodze początkującą aktorkę, która go podwozi (przecież zgubił pieniądze i bilety), a w końcu dociera do Cannes akurat wtedy, gdy trwa tam słynny festiwal filmowy. I tylnym wejściem wchodzi na galę, by wywołać w jej trakcie niezłe zamieszanie. Czy już powiedziałem, że dokonuje tego wszystkiego, znając tylko dwa słowa w języku znad Sekwany: "oui" i "non" oraz "gracias", które wg niego również jest francuskie?

Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają pana Fasolę, i takich, którzy serdecznie go nie cierpią - tertium non datur. Dla tych drugich "Wakacje Jasia Fasoli" były wielkim świętem - tym filmem Rowan Atkinson nie tylko oddawał hołd jednemu ze swoich mistrzów, Jacquesowi Tati i jego niezapomnianym "Wakacjom pana Hulot", ale także żegnał się z postacią tytułowego bohatera. Pogrążeni w nieutulonym smutku wielbiciele wciąż mają nadzieję, że jednak pan Fasola powróci. I kto wie, może się doczekają?

Komedia fr.-niem.-amer.-ang. 2007, reż. Steve Bendelack

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×