"Wielkie wesele"… wielkie gwiazdy i wielkie rozczarowanie [RECENZJA]

Badania pokazują, że aż 98% nowożeńców przeżywa silny stres związany ze ślubem, ale na szczęście niewielu ma widoki na taką katastrofę jak para w „Wielkim weselu”.

Multimedia

NASZA OCENA: 4/10

Na Dona i Ellie Griffin spada ogromny cios – oto na ślub ich adoptowanego syna Alejandra przyjedzie z Kolumbii jego biologiczna matka, kobieta ortodoksyjnie religijna. Niby nic, ale gdy się jest po rozwodzie (burzliwym), gdy się byłego współmałżonka nienawidzi (to zresztą zbyt słabe słowo), gdy każda okazja jest dobra, by wszcząć kłótnię (karczemną), gdy ma się już kogoś innego (a Don ma… byłą przyjaciółkę Ellie), to udawanie wzorowego małżeństwa i słodkie uśmiechanie się do siebie może sprawić pewne kłopoty… Ale Alejandro chciałby, żeby matka-dewotka była na jego ślubie szczęśliwa, więc postanawiają grać przykładne stadło – oczywiście cała sytuacja dość szybko wymknie się spod kontroli.

Kiedyś Robert De Niro i Diane Keaton występowali razem w „Ojcu chrzestnym II”, dziś grają w szmirowatym „Wielkim weselu”… Z Susan Sarandon i Robinem Williamsem (tutaj jako rubaszny księżulo) też ostatnimi czasy nie było lepiej… Kiedyś kiepski film stanowił wpadkę w ich repertuarach, teraz dobry film stanowi w ich aktorskim CV wyjątek. Była aktorska elita rozmienia się na drobne, czego obraz Justina Zackhama jest, niestety, dobrym przykładem. Oczywiście (przebrzmiałe) gwiazdy robią co mogą: szarżują, stroją miny i czepiają się swoich „sprawdzonych” zachowań, ale – jak to mówi przysłowie – z próżnego i Salomon nie naleje i po prostu trzeba mieć Co zagrać, by martwic się o to JAK zagrać.

Tymczasem „Wielkie wesele” to film z gagami typu wzwód w miejscu publicznym i przyciężkimi dialogami, film, w którym stereotyp goni stereotyp, a śmiech co pewien czas zamienia się w uczucie zażenowania. Nic nas tutaj nie zaskoczy, podobne rzeczy oglądaliśmy już w co drugim hollywoodzkim obrazie o imprezie weselnej (prawiczek chcący stracić cnotę, seksowna ciotunia, niewyżyci staruszkowie, konserwatyści i liberałowie). Oglądając ten żałosnawy film w pewnej chwili łapałam się na prorokowaniu jaki jeszcze wyświechtany motyw się tam pojawi… i oczywiście nie musiałam długo czekać. Aż trudno uwierzyć, że jest to przeróbka lekkiej, pełnej finezji skromnej francuskiej komedyjki „Mój brat się żeni”…

Beata Cielecka

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×