"Władcy ognia", czyli bliskie spotkania ze smokami [RECENZJA]

Może trudno uwierzyć, że ziejące ogniem smoki są w stanie pokonać nawet najlepiej uzbrojone armie świata, ale licencja poetica broni i mniej prawdopodobnych wersji ludzkiej przyszłości.

Multimedia

NASZA OCENA: 5/10

Dwunastoletni Quinn, penetrując odkryte przez robotników wejście do tunelu niechcący budzi do życia uśpionego smoka. Zabójczy potwór i jego pobratymcy przyczyniają się do niemal całkowitej zagłady ludzkości. Kilkanaście lat później Quinn przewodzi grupie czekających na wymarcie smoków, kryjących się w lochach niedobitków. Pewnego dnia do ich kryjówki przybywa grupa innych ocalałych. Amerykanie pod wodzą Van Zana chcą stoczyć z bestiami bezpośrednią walkę.

„Władcy ognia”, według zamysłów scenarzysty, miały łączyć wątki apokaliptyczne z baśniowymi, ale w nieco stunningowanej formule. Sprawcami zagłady nie są bowiem jacyś przybysze z kosmosu, lecz stare jak świat smoki, które już w swojej wyobraźni dawno oswoiliśmy. Smoki okazują się jednak chodzącym, a raczej latającym złem, które chce opanować Ziemię dla siebie. Koncept to bardzo widowiskowy i wcale nam nie przeszkadza, że w fantazji scenarzysty trudno dostrzec choćby cień prawdopodobieństwa.

Cała para w tym filmie poszła faktycznie w efekty wizualne i nie dziwota, bo bohaterowie są szczególnie wdzięczni. Latające, ziejące ogniem i palące wszystko na swej drodze smoki są wykreowane bardzo efektownie, a do zapierających dech w piersiach należy scena ataku potwora na kryjówkę ludzi Quinna. Wrażenie robi scenografia apokaliptycznego świata oraz podniebne ujęcia akcji komandosów Van Zana. Tak więc wrażeń czysto wzrokowych nie brak, choć widz zanurzy się raczej w pewnej komiksowości, a nie przerazi się czystą grozą.

Trochę szkoda, że inwencji twórczej nie starczyło do nakreślenia znacznie ciekawszej intrygi, niż zaproponowano. Oprócz wątku walki grupy ludzi o przetrwanie gatunku, głównym jej elementem jest starcie dwóch macho, Quinna i Van Zana, którzy mają inne zdanie na temat ostatecznej kwestii smoczej i usiłują je przeforsować siłą. Christian Bale (Quinn) i Matthew McConaughey (Van Zan) zostali obsadzeni wbrew ich imagowi, co zakończyło się połowicznym sukcesem, a z aktorskiego pojedynku zwycięsko wyszedł Christian Bale, którzy stworzył bardziej wiarygodną psychicznie postać niż oscylujący wokół groteski McConaughey, przerysowywujący mocno swego bohatera. Jest i smocza femme fatale w postaci Izabelli Scorupco kreującej rolę dowódca helikoptera, nota bene dająca popis niesamowitej sprawności fizycznej.

Beata Cielecka

"Władcy ognia" w telewizji - sprawdź datę emisji

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×