"Wszystko dla mojej matki" [RECENZJA]. Manifest kobiecej siły. Świetna Zofia Domalik debiutuje na dużym ekranie

Małgorzata Imielska to kolejna dokumentalistka, która postanowiła wejść do świata kina fabularnego. Na festiwalu w Gdyni właśnie został zaprezentowany jej debiut pt. "Wszystko dla mojej matki". Sprawdzamy!

Multimedia

"WSZYSTKO DLA MOJEJ MATKI" - RECENZJA

"Wszystko dla mojej matki" to opowieść o 17-letniej Oli (Zofia Domalik), dziewczynie z poprawczaka, która żyje tylko jedną myślą - chce znaleźć swoją matkę. Nie przyjmuje do wiadomości, że rodzicielka dawno temu jej się wyrzekła, oddając ją do domu dziecka. Zamiast pogodzić się z faktycznym stanem rzeczy i tym, że matki w jej życiu już nie ma, pielęgnuje dzięcięce wspomnienia, utrzymując przy życiu pamięć o przeszłości.

Imielska miała świetny punkt wyjścia do tej historii; inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść miała ogromny potencjał i rzeczywiście zaczyna się dobrze. Gdy obserwujemy walkę o przetrwanie Oli w poprawczaku, gdzie codziennie musi zmagać się z hordą agresywnych małolat, widać oko dokumentalistki. Wówczas ta opowieść kipi prawdą, odór murów zakładu poprawczego jest wyczuwalny z ekranu, a dziewczyny - często zwodzące niewinnymi buziami - mają bardzo silne pięści i byle pretekst wystarczy, aby rzuciły się z nimi na drugą osobę. Ogląda się to bardzo dobrze i niebezpiecznie niekomfortowo, zupełnie tak, jakbyśmy znajdowali się w poprawczaku.

Niestety w drugim akcie Imielska zaczyna czuć, że prawdziwa historia ją niesie, przez co fabularny scenariusz schodzi na dalszy plan. W momencie, gdy akcja zostaje wyprowadzona z zakładu poprawczego, to wcześniejsze dobre wrażenie szybko znika, ustępując miejsca przewidywalnym rozwiązaniom fabularnym, absurdowi oraz niezamierzonej grotesce. Nagromadzenie dramatu na minutę przekracza wszelkie dozwolone normy. Rozumiem zamysł reżyserki i chęć pokazania, że ludzie, którzy mieli zapewniać bezpieczeństwo, często okazują się oprawcami, ale w tym przypadku zastosowano chyba wszystkie ograne chwyty, aby widz mógł doskonale zorientować się, co się święci. Zresztą takie epatowanie makabrą zwyczajnie nie było potrzebne, bo niewiele nowego wprowadziło do fabuły. Całość ratuje finał, który - o dziwo - w pewnym momencie zaczyna wymykać się schematom i zsyła na akcję trochę nadziei oraz optymizmu. Taki oddech zdecydowanie był potrzebny.

"Downton Abbey". Filmowa kontynuacja kultowego serialu już w kinach! Warto obejrzeć?Zobacz więcej

Największym skarbem "Wszystko dla mojej matki" jest Zofia Domalik. Młoda aktorka już w warszawskiej Akademii Teatralnej pokazywała, że drzemie w niej sceniczne zwierzę i wielka charyzma, ale tutaj zagarnia ekran dla siebie. Musiała zmierzyć się z trudną, wycieńczają emocjonalnie rolą, którą ciężko z siebie wyrzucić, ale w pełni dała radę, tworząc silną i zdeterminowaną bohaterkę. Zresztą ten film obsadą stoi. Na drugim planie podziwiamy Marię Sobocińską oraz Magdalenę Celmer, które grają nie po warunkach i wrzucone w obce im środowisko są świetne. To samo dotyczy Heleny Englert oraz kolejnego aktorskiego odkrycia tego obrazu, czyli Malwiny Laski.

Świetny jest sposób filmowania bohaterów. Kamera zwyczajnie wchodzi między nich, stając się dodatkową, niemą postacią, która tylko obserwuje wszystko dookoła. W pełni to kupuję. Stwarza to inną perspektywę spojrzenia na postacie, mocno skracając dystans i pozwalając widzowi niejako wejść do tej opowieści. W połączeniu z niebiesko-szarą kolorystyką, która dominuje, podbijając uczucie zimna i bezwzględności. Daje nam to bilet do przerażającego świata, gdzie zło czyha na każdym rogu.

"Wszystko dla mojej matki" to manifest kobiecej siły. Opowieść o świecie, w którym mężczyzna zapomniał czym tak naprawdę jest bycie mężczyzną i stał się tchórzem, uciekinierem i jednostką najbardziej zdegenerowaną. To obraz rzeczywistości, w której kobiety płacą za błędy mężczyzn, a gdy próbują się od nich uwolnić, paradoksalnie zostają zniewolone. Zamknięte. Jeszcze bardziej poniżone. Nawet jeżeli nie wszystko w scenariuszu "Wszystko dla mojej matki" funkcjonuje tak jak trzeba, to podoba mi się wymowa filmu Małgorzaty Imielskiej. Chociaż żyjemy w brudnym, bezwzględnym i mrocznym świecie, to zawsze idźmy przez życie z podniesionym czołem.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 17 września 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×