"Wyspa fantazji". Lucy Hale opowiada o swojej nowej roli! Jak gwiazda "Słodkich kłamstewek" wspomina pracę nad filmem?

Od 12 czerwca w serwisach VOD dostępny jest nowy horror pt. "Wyspa fantazji". Jedną z gwiazd produkcji jest Lucy Hale, która opowiedziała nam o kulisach powstania filmu. Sprawdźcie wywiad z Lucy Hale!

Multimedia

Lucy Hale ma teraz swoje pięć minut. Urodzona w 1989 roku aktorka jest zapracowana; po zakończeniu swojej przygody z serialem "Słodkie kłamstewka" nie może narzekać na brak zajęć. Jakiś czas temu w kinach można było oglądać film "Prawda czy wyzwanie", a teraz czas na kolejny horror, czyli "Wyspę fantazji", która właśnie trafiła do serwisów VOD. Lucy Hale opowiedziała nam o tym filmie w wywiadzie!

Znałaś serial „Wyspa Fantazji”, zanim przystąpiłaś do pracy nad filmem pod tym tytułem?
Lucy Hale: Nie miałam okazji śledzić serialu, bo pojawił się w telewizji, zanim się urodziłam, ale moi rodzice go uwielbiali. Znałam motyw przewodni – wyspa, na której może wydarzyć się dosłownie wszystko. Wiedziałam też, że był niezwykle popularny i emitowano go przez pewien czas. Mimo podobieństw znacząco różni się od filmu, nad którym pracowaliśmy, m.in. ze względu na swój bardziej żartobliwy klimat. Postacie Pana Roarke’a i Tattoo dały tej produkcji potencjał na bycie czymś znacznie bardziej przerażającym – oni potrafili przyprawić o gęsią skórkę. Wciąż jednak nie miałam okazji obejrzeć pierwowzoru naszego filmu.

W jaki sposób zaangażowałaś się w ten projekt?
L.H.: To mój drugi film we współpracy z producentem Jasonem Blumem i reżyserem Jeffem Wadlowem. Pamiętam, że Jeff wspomniał o chęci zrobienia kolejnej wersji „Wyspy Fantazji” w trakcie zdjęć do filmu „Prawda czy wyzwanie”. Jakiś czas później zadzwonił do mnie i powiedział: „Mam taki scenariusz, jest w nim rola specjalnie dla ciebie. To postać, w którą jeszcze nigdy nie miałaś okazji się wcielić, i bylibyśmy zachwyceni, gdybyś wzięła udział w tym projekcie”. Nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. Kocham wytwórnię Blumhouse i uwielbiam ten gatunek filmowy. Miałam okazję pojechać na Fidżi i wykreować zupełnie nową dla mnie postać, więc wszystko brzmiało wprost fantastycznie.

Zendaya i Lucy Hale błyszczą na rozdaniu nagród! Kto zdobył statuetki?Zobacz więcej

Część obsady miała już okazję współpracować wcześniej z Jeffem. Czy możesz nam zdradzić, dlaczego wszyscy tak bardzo lubią brać udział w jego produkcjach?
L.H.: Podczas pracy nad naszym pierwszym wspólnym filmem („Prawda czy wyzwanie” – przyp. red.) miałam pełną swobodę w kreowaniu postaci, dzięki czemu mogłam robić to, co chciałam. Dla aktorki to niezwykła frajda. Ufaliśmy sobie z Jeffem. Ważna jest też jego wyraźna wizja, która zapewnia mnie, że stworzy świetny i wspaniale wyglądający film, gdzie my, aktorzy, zaprezentujemy się równie dobrze. To po prostu mądry i ciężko pracujący facet. Aktualnie jesteśmy przyjaciółmi i wystąpiłabym w każdym jego filmie.

W jaki sposób Jeff sprawia, że praca na planie jest dla was przyjemna?
L.H.: Prace nad obydwoma naszymi wspólnymi filmami „Prawda czy wyzwanie” i „Wyspa Fantazji” przebiegały w tak zawrotnym tempie, że nie było w zasadzie czasu na obijanie się, więc sam pośpiech stwarzał atmosferę ekscytacji i zabawy. „Wyspa Fantazji” była oczywiście wyjątkowa, ponieważ Jeff wybrał Fidżi na plan zdjęciowy i nie mogło nas spotkać już nic przyjemniejszego. W czasie wolnym od pracy starał się jednak upewnić, że korzystamy z uroków tego miejsca, dzięki czemu spędzaliśmy razem dużo czasu na świeżym powietrzu, a także podczas wspólnych posiłków. On naprawdę bardzo dba o ekipę i chce sprawić, by wszyscy czuli się jak najbardziej komfortowo.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem, gdy wcielałaś się w postać Melanie?
Melanie to osoba, która pragnie zemsty, więc nasze kompasy moralne nie mogły być bardziej skrajne (śmiech). Wydaje mi się, że kłopotliwe było dla mnie wejście w jej skórę i uzasadnianie podejmowanych przez nią decyzji. Musiałam powstrzymywać się od oceniania jej, co było bardzo trudne. Jako Lucy myślałam sobie: „Ta dziewczyna jest szalona, przecież ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła”. Sądzę, że wyzwaniem było zaakceptowanie jej sposobu myślenia.

Pragnienie zemsty Melanie wynika z faktu, że znęcano się nad nią w dzieciństwie. Co o tym sądzisz?
L.H.: Znęcanie się może mieć dla ofiary długotrwałe skutki. Myślę, że Melanie cierpiała z tego powodu przez całe życie. Każdy człowiek potrafi zrozumieć, jak to jest być wyrzutkiem, a niektórzy z nas muszą mierzyć się z tym częściej niż inni. To istna epidemia, coś toksycznego, i sama nie wiem, jak można przerwać ten cykl.

W filmie Melanie fantazjuje o tym, jak torturuje osobę, która znęcała się nad nią w dzieciństwie. Jak wyglądało to podczas zdjęć?
L.H.: Portia (Doubleday – przyp. red.) gra w filmie postać Sloane, która siedzi na krześle przed lustrem weneckim. Ja ją widzę, a ona mnie nie. Gdy kręciliśmy tę scenę, biedna Portia była w rzeczywistości przywiązana do tego krzesła – nawet, jeśli w danej chwili kamera skupiała się na mnie, a ona znajdowała się poza kadrem. Oczywiście nie polewaliśmy jej wodą ani nie raziliśmy prądem za każdym razem, ale Jeff umie sprawić, że wszystko dzieje się „na poważnie”. Portia zaś zrobi wszystko dla zespołu. Siedziała przywiązana do tego krzesła przez trzy dni!

Data premiery spin-offa "Riverdale" ujawniona. Czy serial będzie dostępny na Netflix?Zobacz więcej

Co interesowało cię w postaci Melanie?
L.H.: Zawsze uważałam, że postaci wychodzi na dobre, kiedy kryje w sobie coś więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Jeff specjalnie skonstruował Melanie w taki sposób i właśnie dlatego bardzo mi się ona spodobała. Kiedy czytałam scenariusz, natrafiałam na wiele rzeczy, których się po niej nie spodziewałam. Dzięki temu wcielenie się w Melanie było dobrą zabawą. To osoba pokrzywdzona przez los, a z mojej perspektywy postacie, które wiele przeszły w swoim życiu, są znacznie bardziej interesujące dla aktora.

Jaki jest twój pogląd na zemstę po wcieleniu się w tę postać?
L.H.: Można pójść drogą Melanie albo robić to, co Lucy Hale – być mądrzejszym, a dzięki temu szczęśliwszym, i zająć się swoim życiem. Trzeba odpuścić, tak jak mówi Elsa (śmiech).

W trakcie prac nad filmem mieszkałaś na statku wycieczkowym.
L.H.: Tak. Przebywaliśmy z całą ekipą produkcyjną i obsadą na czymś pomiędzy ogromnym jachtem a statkiem wycieczkowym. Załoga była cudowna, wszyscy wspólnie jedliśmy i mieszkaliśmy w ciasnych kajutach. Takie zakwaterowanie wynikało z faktu, że wysepka z domem, którą można zobaczyć na filmie, znajduje się dosłownie pośrodku niczego. Każdego dnia wsiadaliśmy na małe łódki, żeby popłynąć na zdjęcia, a następnie wracaliśmy na pokład – i tak przez 14 dni z rzędu.

Kto spośród ekipy był największym bałaganiarzem, a kto czyściochem?
L.H.: Wszyscy mieszkali w osobnych kajutach, więc nie miałam okazji zajrzeć do kogoś i sprawdzić, kto bałagani, a kto utrzymuje porządek, ale jedno jest pewne – spędziliśmy ze sobą wspaniałe dni.

Co robiliście każdego wieczoru po pracy?
L.H.: Co noc urządzaliśmy na pokładzie małe imprezy pod gołym niebem! Nasza załoga pochodziła z Nowej Zelandii, a tam naprawdę wiedzą, jak się zabawić (śmiech). W skrócie pracowaliśmy, a później przesiadywaliśmy na najwyższym pokładzie statku. Pewnej nocy urządziliśmy nawet wyścigi krabów pustelników (śmiech) i zakładaliśmy się, który z nich dotrze do mety jako pierwszy. To było głupie, ale z nudów wpadaliśmy na różne pomysły i mieliśmy z tego niezłą frajdę.

Jak się czułaś, będąc częścią tak zróżnicowanej obsady?
L.H.: Myślę, że piątka gości na wyspie reprezentuje pięć osób z różnych zakątków świata. To, co widz dostrzega na ekranie, jest niezwykle reprezentatywne ze względu na pryzmat ich stosunków i tego, jak drastycznie odmienne mają fantazje.

W serialu telewizyjnym goście nigdy nie wchodzili w interakcje między sobą, jednak w filmie dzieje się inaczej.
L.H.: Tak, w serialu wszyscy bohaterowie byli odseparowani od siebie. Wydaje mi się, że w filmie interesujące jest odkrywanie tego, że wszyscy znaleźli się na wyspie w imię jakiegoś wyższego celu. Wszystko jest ze sobą połączone, a widz powoli scala ze sobą elementy układanki. To świetna zabawa dla publiczności.

Hitowy serial zniknął z Netflix! Gdzie legalnie oglądać "Pretty Little Liars"?Zobacz więcej

Chociaż film jest horrorem, to jednak znacznie odbiega od typowych dzieł tego gatunku.
L.H.: Zgadza się. Znajdziesz tu zarówno przygodę, jak i suspens, dramat i romans, a także wiele bardzo, ale to bardzo śmiesznych momentów. „Wyspa Fantazji” wpisuje się w nurt wielu różnych gatunków. W moim odczuciu wytwórnia Blumhouse właśnie w taki sposób tworzy znaczną część swoich filmów. W końcu musi być jakiś powód, dla którego stała się obecnie królem horrorów.

A sam film został skonstruowany jak franczyza.
L.H.: W końcu fantazjom nie ma końca.

Zagrasz w kolejnych częściach?
L.H.: Mam nadzieję (śmiech).

Czy okazja pokazania lubianej franczyzy z przeszłości zupełnie nowemu pokoleniu była dla ciebie ekscytująca?
L.H.: Ciąży nad nami presja, by dorównać wersji oryginalnej, a gdy masz do czynienia z materiałem, który jest już znany publiczności, to chcesz siłą rzeczy zadowolić wszystkich. Uważam jednak, że film spodoba się fanom serialu z zupełnie innych powodów, a ludzie, którzy wcześniej o nim nie słyszeli, zakochają się w samym pomyśle. Miejmy więc nadzieję, że obie te grupy będą zadowolone z efektu końcowego.

Co sądzisz na temat kreacji Pana Rourke’a, w którego wcielił się Michael Peña?
L.H.: Przez cały czas chodził ubrany w lniany garnitur. Strasznie mu współczułam, bo temperatura wynosiła 40 stopni i nikt z nas nie ubierał się zbyt formalnie. On zaś non stop musiał paradować w białym, lnianym garniturze z długimi rękawami. Michael jest wspaniały – zarówno na ekranie, jak i poza nim. To bardzo mądry człowiek, który kocha kino i uwielbia się uczyć. Fantastycznie było pracować z kimś, kogo tak mocno podziwiam. Jest świetny.

Czy było mu trudno przestawić się ze swojego sposobu mówienia na akcent postaci?
L.H.: Nie, dla niego nie było to żadnym problemem. Wykonał naprawdę fantastyczną pracę.

Gwiazdy serialu kiedyś i dziś. Jak bardzo zmieniły się serialowe kłamczuchy? Zobacz więcej

Uprawiasz zawód aktorki już od czasów młodości. Czego nauczyły cię te wszystkie lata pracy na planie?
L.H.: Ludzie zauważają jedynie jedną, pozytywną stronę medalu. Ja zaś weszłam do zawodu w bardzo młodym wieku. Pracuję od 15. roku życia, ale jestem za to wdzięczna, gdyż czuję, że gdybym zabrała się za to później, nie doświadczyłabym wszystkiego, co się z tym zawodem wiąże. Nie zrozum mnie źle – większość moich doświadczeń jest pozytywna. 95 procent z nich to fantastyczne wspomnienia, lecz aktorstwo to brutalny świat. Odrzucenie nie jest przyjemne, sprawia, że codziennie kwestionujesz poczucie własnej wartości. Uczysz się radzić sobie z tym, dodajesz do tego media społecznościowe i próbujesz nadążyć za tą całą grą. Zastanawiasz się, kiedy nadejdzie moment, aby powiedzieć sobie: „Dość!”. Sama nie wiem. W pewnym momencie musisz po prostu wyznaczyć granice. Jednak nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Większość ludzi, gdy już zrozumie, że dzień pracy może trwać nawet po 16 godzin, zdaje sobie sprawę, że to nie tylko sława i blask reflektorów. Z drugiej strony to świetna, warta wysiłku zabawa, która sprawia ogromną satysfakcję.

Jak się pracuje przy produkcji dla wytwórni Blumhouse?
L.H.: Ze względu na to, że pracujemy z niskimi budżetami, w ostatecznym rozrachunku „w kuchni jest mniej kucharek”, co pozwala na większą swobodę kreatywną. Poza tym tempo pracy jest znacznie szybsze, ponieważ masz mniej czasu, a brak rzeszy ludzi dających wytyczne pozwala aktorom i reżyserowi na większą wolność. Uwielbiam model produkcji wytwórni Blumhouse – niskobudżetowe horrory, które docierają do masowej publiczności.

Czy Jason Blum znajdował się na planie podczas zdjęć na Fidżi?
L.H.: Nie przybył na Fidżi, ale jest bardzo zaangażowany w każdy swój film i zawsze wysyła do wszystkich najcudowniejsze maile. Napisał świetny mail na rozpoczęcie projektu, potem kolejny w połowie produkcji, a do tego jeszcze jeden na jej zakończenie. Z kolei niedawno przekazał nam, jak bardzo jest z nas wszystkich dumny. Jason to bardzo zajęty człowiek, ale wychodzi z siebie, by nagrodzić wszystkich i dać im znać, że docenia ich ciężką pracę.

Film "Wyspa fantazji" można obejrzeć w serwisach Canal+ Platforma, Chili, Apple TV, Orange VOD, Player+, Rakuten TV, UPC, Vectra

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×