Z Faktów na wybory Miss Więzienia. Anita Werner o swojej brazylijskiej przygodzie, podróżach, filmie i... kobietach

Dziennikarka TVN i TVN24 wyruszyła do São Paulo, aby spotkać się z więźniarkami jednego z najostrzejszych zakładów karnych w Brazylii. Anita Werner opowiedziała nam o kulisach powstawania "Miss więzienia" oraz zdradziła, co jak dotąd było dla niej największym zawodowym wyzwaniem. Czy po 15 latach pracy w "Faktach" zamierza coś zmienić?

Multimedia

Od 15 lat jest częścią redakcji "Faktów" TVN i to właśnie z programami newsowymi kojarzona jest najbardziej. Jest laureatką trzech Wiktorów, Telekamery oraz dwóch MediaTorów (2009 - TORpeda, 2010 - InicjaTOR wraz z Pawłem Siennickim). W latach 2005-2007 tworzyła autorski program "Dama pik" w TVN24, będący cyklem reportaży, których bohaterkami były znane kobiety ze świata polityki, biznesu i kultury. Ma na swoim koncie kilka książek, m.in. "Damę pik" i "Nieoficjalnie" - wywiad rzekę z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Studiowała kulturoznawstwo ze specjalnością filmoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim i ma za sobą także epizod aktorski. W 1996 r. zagrała jedną z głównych ról w filmie "Słodko gorzki" Władysława Pasikowskiego, a następie w serialu "Zostać miss". Właśnie zrealizowała dokument "Miss więzienia" dla TVN Style, w którym pokazuje wyjątkowy dzień z życia więźniarek z zakładu karnego w São Paulo.

Anita Werner opowiedziała nam o kulisach powstawania "Miss więzienia", o bohaterkach, o tym, jak rozmawia się z kobietami zamkniętymi za wysokim murem oraz o swojej pasji podróżniczej. Czy dziennikarka zamierza porzucić "Fakty" na rzecz innych projektów telewizyjnych? Jakie kobiety są dla niej największą inspiracją? Co było dla niej największym wyzwaniem zawodowym? Jak wspomina swoją aktorską przygodę? Czy jeszcze kiedyś zobaczymy ją na ekranie w roli aktorki? Jakie filmy i seriale sama chętnie ogląda? Z którym aktorem mogłaby oglądać nawet bajki?

CZYTAJ TAKŻE:

"MISS WIĘZIENIA". JAK BRAZYLIJSKIE WIĘŹNIARKI PRZYJĘŁY ANITĘ WERNER? [WIDEO]
"MISS WIĘZIENIA" - DOKUMENT ANITY WERNER 27 MARCA W TVN STYLE [WIDEO+ZDJĘCIA]

Skąd pomysł, aby pojechać aż do Brazylii i przyglądać się wyborom miss więźniarek?
To jest takie miejsce, do którego bardzo trudno się dostać. Gdy po wielu miesiącach starań okazało się, że mamy zielone światło i dostaliśmy informację, że możemy tam pojechać, aby jako jedyna telewizja ze świata obserwować ten konkurs, zrobienie tego projektu zaproponowała mi Małgosia Łupina, szefowa TVN Style. Przyznam, że bardzo się ucieszyłam, bo to taki powrót do tego, co już przerabiałam na swojej drodze zawodowej. Przypomniała mi się „Dama Pik” z 2006 r., kiedy jeździłam po świecie i przeprowadzałam wywiady z najważniejszymi kobietami polityki, biznesu i kultury. Miałam okazję spotykać je w ich krajach, ich środowiskach. Poznawać ich historie, opowiedziane nie tylko ich słowami, ale także słowami ludzi, którymi się otaczały. Przypomniała mi się też praca reporterska, bo przecież w TVN24 zaczynałam właśnie jako reporter, więc był to powrót do korzeni i jednocześnie – przerwa w pracy w studiu. Taki wyjazd jest sporym wyzwaniem, ale też świetną przygodą, bo oczywiście uwielbiam „Fakty”, jestem w nie bezgranicznie zaangażowana na co dzień i cieszę się, że należę do najlepszej drużyny newsowej w tym kraju, ale po codziennej pracy w studiu dobrze jest poczuć zawodowy dreszczyk emocji, związany z tym, że wychodzi się z tego studia z ekipą i kamerami w nieznane – do wyjątkowego miejsca. Spotyka się tam wyjątkowych ludzi, dotyka się wszystkimi emocjami tych rzeczy, które tam się dzieją i potem można o tym opowiadać. Dla dziennikarza, za każdym razem, jest to fantastyczne przeżycie.

Co więc działo się w São Paulo? Czym w ogóle są wybory miss więzienia?
Wybory miss są cyklicznym wydarzeniem w zakładzie karnym w Butantan w São Paulo - jednym z największych więzień dla kobiet w Brazylii. To jest konkurs, który sprawia, że kobiety osadzone w tym więzieniu jeden jedyny raz w roku mogą poczuć się kobietami – tak naprawdę. To jest dzień absolutnie inny niż wszystkie pozostałe. Proszę sobie wyobrazić kobiety z kilkuletnimi, czasem kilkunastoletnimi wyrokami, dla których 364 dni w roku wyglądają dokładnie tak samo, a w tym jednym dniu mogą zdjąć swoje więzienne mundury – białe t-shirty i szare spodenki, mogą założyć biżuterię, wieczorową sukienkę, umalować się, ułożyć włosy i włożyć buty na obcasie. Robią coś, czego im nie wolno przez wszystkie pozostałe dni. Cieszą się jak małe dziewczynki. Dla nich to prawdziwe święto i niezależnie od tego, kto wygrywa w konkursie, one wszystkie bardzo to przeżywają.

Dla nich to jest jeden dzień, ale Pani spędziła w tym więzieniu nieco więcej czasu…
Tak i dzięki temu mogłam porównać ten dzień do kilku pozostałych. To ogromna przepaść. W ten jeden dzień szare więzienne życie nabiera kolorów, a osadzone mogą zapomnieć o tych wszystkich złych, przykrych i smutnych emocjach, które towarzyszą im na co dzień. Co ciekawe, w konkursie jest też kategoria „Mister”, a to z powodu obecności dość licznej społeczności lesbijskiej. Władze więzienia chcą, żeby wszystkie kobiety miały z wyborów miss coś dla siebie, dlatego specjalnie dla dziewczyn, które są lesbijkami, wyłoniona jest odrębna kategoria. Walczą więc o tytuł Mistera, a wszystkie pozostałe im kibicują.

Czyli są dwa tytuły?
W sumie są cztery, bo wybiera się Miss Simpatico – najsympatyczniejszą dziewczynę, Miss Cultura – dziewczynę, która przygotowała najlepszy tekst na zadany temat, Miss Piękności i Mistera. W więzieniu jest tylko jedna sala, która może pomieścić całą publiczność, czyli wszystkie osadzone, w jednym czasie. A do tego da możliwość ustawienia podestu i świateł. To jest więzienna kaplica. Jest miejsce dla widowni i scena, na której występuję kandydatki do tytułu.

Ktoś z zewnątrz może zasiąść na widowni?
Tylko osoby, które przychodzą malować i czesać uczestniczki konkursu. Oczywiście wcześniej są bardzo dokładnie sprawdzane. Kilka osób z zewnątrz zasiada też w jury, ale na ogół są to osoby związane ze służbami więziennymi. Tak naprawdę publicznością zupełnie z zewnątrz byliśmy tylko my, jako jedyna telewizja, która dostała pozwolenia na to, żeby ten konkurs obserwować.

Spotykała się Pani z osadzonymi przy okazji konkursu, ale na pewno była okazja do tego, żeby porozmawiać też na inne tematy. Czy one chętnie otwierają się przed obcymi? Chętnie o sobie opowiadają?
Kiedy przychodzi się do kogoś przebywającego w takich warunkach, ciężko jest zdobyć jego zaufanie. Te kobiety akurat potrzebowały rozmowy. Czasami jedno krótkie pytanie potrafi je otworzyć bardziej niż można by się tego spodziewać. Rzeczywiście udało mi się dotrzeć do ich najgłębszych emocji i zdobyć to zaufanie na tyle, żeby opowiedziały mi swoje historie. A to pozwala nam pokazać te kobiety w kontekście społecznym, rodzinnym, w kontekście zależności płci. Każda z nich ma na koncie wyrok skazujący, większość za przemyt narkotyków, ale każda zrobiła to z jakiegoś innego, dla siebie ważnego powodu. Rozmowy na ten temat były bardzo emocjonalne, i dla nich, i dla mnie.

W swoim życiu rozmawiała Pani z wieloma ludźmi – z politykami, przedstawicielami świata kultury i filmu. Z kim trudniej nawiązać kontakt? Czy można porównać rozmowy z tymi kobietami do tych, które już wcześniej Pani przeprowadziła?
Trudno porównać wywiady z przestrzeni polskiej polityki, do wywiadów przeprowadzonych w obcym kraju, w tak specyficznym miejscu, jakim jest zakład karny. Te historie są z życia wzięte, bardzo emocjonalne, wycieka z nich prawda, dotykają konkretnych ludzi. Dzięki pobytowi w Brazylii byliśmy w stanie pokazać miejsca, z których te historie i ich bohaterki pochodzą. Byliśmy nie tylko w więzieniu, ale także w faweli w São Paulo, zobaczyliśmy jak wygląda tam życie, jak ludzie funkcjonują na kilku metrach kwadratowych z trzypokoleniową rodziną. To miasto w mieście, zarządzane przez gangi, w którym panują zupełnie inne reguły. Nie da się tam spokojnie przejść ulicą bez osoby „stamtąd”, która nas chroni i gwarantuje bezpieczeństwo. Bez pokazania tych wszystkich zależności – z jednej strony rozmowy z kobietami, a z drugiej tego, jak funkcjonują kobiety w społeczeństwie brazylijskim i jaką widzi się dla nich rolę w Ameryce Południowej – te historie byłyby niekompletne.

Wracając do samym wyborów miss, czy wspominała Pani dziewczynom o swoich doświadczeniach w świecie modelingu?
Faktycznie w pewnym momencie to wyszło na jaw. Muszę przyznać, że zdecydowanie odbiegałam tam od kanonu urody kobiet w Brazylii i Ameryce Południowej. Byłam jedyną wysoką blond dziewczyną wśród kilkuset kobiet, które były wokół mnie. I one były tym bardzo zafascynowane i zaciekawione, więc dopytywały czy byłam kiedyś modelką. W ferworze przygotowań do konkursu zaoferowałam im pomoc i udzieliłam kilku porad. Nie będę mówiła jakich. To trzeba zobaczyć (śmiech).

Poprzednim razem, gdy dziennikarz TVN24 zrealizował dokument dla TVN Style, zaraz potem odszedł ze stacji i zaczął zajmować się tematami innymi niż polityka. Mam na myśli oczywiście Jarosława Kuźniara. Czy może i Panią ciągnie do czegoś nowego?
Na razie nie zamierzam iść drogą ewakuacyjną z TVN24, absolutnie nie. To była jednorazowa przygoda, która raz na jakiś czas w tym zawodzie jest bardzo potrzebna. Nigdy nie mówię "nie" ciekawym projektom, które powstają w grupie TVN, w tym w naszych kanałach tematycznych. W zeszłym roku na przykład miałam okazję towarzyszyć Tomkowi Michniewiczowi w programie „Inny świat” w TTV i jeśli takie okazje się nadarzą w przyszłości, będę się cieszyć. Inna sprawa, że dla osoby pracującej w newsach trudno znaleźć na to czas, bo plan dnia i tygodnia ma bardzo napięty. W każdym razie, oświadczam uroczyście, że nie zamierzam porzucać "Faktów". Tym bardziej, że mamy tak gorący politycznie czas. Mam co robić.

Przy okazji dokumentu TVN Style poleciała Pani do Brazylii, ale wiem, że podróże nie są dla Pani nowością i chętnie jeździ Pani po świecie. Czy jest jakiś kraj, których szczególnie chciałaby Pani odwiedzić, albo taki, który za każdym razem fascynuje Panią w inny sposób?
Zgadza się. Uwielbiam podróżować także prywatnie, ale nie jak typowy turysta podążając utartymi drogami, tylko poznając ludzi, rozmawiając z nimi, odwiedzając miejsca, których nie ma w przewodnikach. Zazwyczaj bez planu i jeśli w ciepłym miejscu - to na campingach, blisko przyrody. Muszę przyznać, że krajem, do którego wracam i który ciągle mnie fascynuje i jest tak wielki, że jeszcze pewnie będę tam wracać wiele razy - jest Australia. Jestem w niej zakochana. Ten kraj zapewnia mi mnóstwo emocji związanych z eksploracją, przygodami, przyrodą, dzikością, przestrzenią i fantastycznymi ludźmi. Niezależnie od tego, czy jestem tam w mieście, czy poza nim, czuję się tam świetnie. Uwielbiam też Afrykę Południową, chętnie wrócę też do Kanady, ciągnie mnie również do Azji, którą wciąż mało znam. Świat jest tak wielki, że życia nie wystarczy, aby go całego zobaczyć. Na pewno jeszcze wiele podróży przede mną.

Często powtarza Pani za Condoleezzą Rice, że "jak się jest kobietą, trzeba pracować dwa razy ciężej". Pani ma na swoim koncie już trzy Wiktory, Telekamerę, MediaTory. Czy wciąż czuje Pani, że musi ciężko pracować i komuś coś udowodnić?
Po 15 latach w zawodzie jest już oczywiście inaczej. Pierwszy raz cytowałam Condoleezzę Rice, kiedy byłam na początku mojej dziennikarskiej drogi. Zaczynając pracę w newsach byłam kompletnym żółtodziobem, wszystkiego musiałam uczyć się od zera, a więc i sobie, i innym chciałam udowodnić, że coś potrafię, a nie jestem "just a pretty face". Chciałam pokazać całemu światu, że ciężko pracuję i bardzo szybko się uczę. Miałam ogromną satysfakcję, kiedy okazało się, że to widać i kiedy te pierwsze nagrody się pojawiły. Ale nie przestałam ciężko pracować, bo to nie jest tak, że "pani z telewizji" przychodzi do pracy na godzinę tylko po to, żeby leżeć i pachnieć. Wręcz przeciwnie. Razem z ekipą mamy masę roboty do wykonania, aby porządnie przygotować produkt, który później pokażemy widzom. Przychodzę do pracy często o 8.30, wychodzę o 20.00, ale uwielbiam to i będę do znudzenia powtarzać, że aby być dumnym z efektów tego , co się robi, trzeba naprawdę zabrać się do roboty. Ja jestem dumna z tego, co już za mną i mam nadzieję, że będę dumna z tego, co przede mną.

Na przestrzeni tych 15 lat, jakie było największe wyzwanie postawione przed Panią? Czy wydarzyło się coś takiego, co początkowo wydawało się niewykonalne, a jednak udało się?
Za każdym razem takim wyzwaniem dziennikarskim są na pewno wybory parlamentarne. Tak więc pamiętam każdą kampanię w której uczestniczyłam i każdy wieczór wyborczy , w którym brałam udział. Ogromnym wyzwaniem była dla mnie również "Dama Pik", którą bardzo miło wspominam. Tak po dziennikarsku, to była taka prawdziwa szkoła przetrwania. Spotkania odbywały się w różnych krajach, w różnych miejscach i różnych okolicznościach. Program wymagał ode mnie napisania scenariusza, pojechania na zdjęcia, przygotowania logistycznego. To było takie moje dziecko – wszystko od początku do końca miałam pod kontrolą. Oczywiście, gdyby nie moja wspaniała ekipa, pewnie nie szłoby mi tak dobrze. Do dzisiaj wspominamy, że to był fajny projekt i bardzo fajny czas.

Przy okazji "Damy Pik" spotykała się Pani z różnymi kobietami ze szczytów przestrzeni politycznej, kulturalnej, z laureatką Nagrody Nobla. Czy jest jeszcze jakaś kobieta, z którą szczególnie chciałaby Pani porozmawiać?
Teraz to oczywiście Hilary Clinton. Jeżeli zostałaby prezydentem Stanów Zjednoczonych to wybieram właśnie ją.

A która kobieta jest dla Pani wzorem, godnym naśladowania i inspirującym?
Pierwsza kobieta, która przychodzi mi do głowy to oczywiście moja mama. A z życia publicznego? Jest kilka takich kobiet, które mi imponują. Może nie będę wymieniać nazwisk, ale bardzo lubię kobiety niezależne, mocne, a z drugiej strony wrażliwe. Cieszę się, gdy widzę, że kobiety coraz częściej walczą o siebie, o swoje szczęście na różnych płaszczyznach, o swoje marzenia. I wielu przypadkach, nawet bez medalu, są mistrzyniami świata.

Spotykając się z Panią, nie mogę nie zapytać o pani filmową przeszłość. Zagrała Pani m.in. w filmie "Słodko gorzki" Władysława Pasikowskiego i serialu "Zostać miss". Jak wspomina Pani ten okres w swoim życiu?
To było bardzo dawno, a mnie wciąż bawi, kiedy ktoś nazywa mnie aktorką. Mam dość dużo pokory wobec samej siebie i wiem, co mi wychodzi, a co nie. Od początku wiedziałam, że aktorstwo to nie jest moja dyscyplina i aktorką nigdy się nie czułam. Wiedziałam jednak także, że biorę udział w fantastycznej przygodzie. Jeżeli jako 17-latka dostajesz propozycję zagrania głównej kobiecej roli w filmie jednego z najpopularniejszych polskich reżyserów, u boku gwiazd polskiego kina, to przecież nie możesz powiedzieć "nie". Wtedy idzie się do pani dyrektor liceum i prosi się o miesiąc wolnego. Mówiłam o tym z duszą na ramieniu, a pani dyrektor po teatralnych 10 sekundach ciszy, powiedziała: "Anita, to wspaniale! Idź". Dostałam wolne w szkole i mogłam spełnić swoje filmowe marzenie. Bardzo miło wspominam tę przygodę.

Zdarza się, że teraz ogląda Pani ten film? Kaseta leży na półce w domu?
Szczerze mówiąc, nie pamiętam czy nawet go mam. Jest on jednak dość często powtarzany w telewizji, więc zdarza się, że dostaję sms od znajomych w środku nocy: "Oglądam, jest powtórka, ale fajnie". To zawsze na mojej twarzy wywołuje szczery uśmiech i miło mi, że ludziom wciąż ten film się podoba.

Czyli nie ma już szansy na to, żeby zgodziła się Pani wziąć udział w jakimś filmowym projekcie?
Nie wyobrażam sobie tego teraz. Biorę udział w projektach newsowych, a nie filmowych.

Film był jednak obecny w Pani życiu także po tej kinowej przygodzie. Skończyła Pani filmoznawstwo, a jakie filmy lubi Pani oglądać?
Na co dzień oglądam bardzo dużo filmów. Staram się śledzić nowości, ale w filmie szukam przede wszystkim prawdziwych emocji i dobrze opowiedzianych, mądrych historii. Na szczęście je znajduję. Rzadko włączam film akcji tylko po to, żeby zobaczyć akcję.

W wyborze filmu pomagają Pani konkretni reżyserzy albo aktorzy? Ma Pani swoim ulubionych twórców filmowych?
Oczywiście, często ogląda się filmy dla aktorów. Uwielbiam Cate Blanchett, bardzo się cieszę, że Leonardo DiCaprio w końcu dostał Oscara, aczkolwiek ja dałabym mu go za "Wilka z Wall Street". Od dawna na niego zasługiwał. Lubię też Michaela Douglasa. Lubię też kino skandynawskie. Mads Mikkelsen, który szerszej publiczności dał się poznać w "Casino Royale", jest świetny w wielu innych filmach. Zachwycił mnie również Stellan Skarsgård w filmie "Obywatel roku", będącym produkcją w stylu braci Coen. Mam więc też pomysły na podążanie ścieżkami filmowymi nieco innymi niż te komercyjne.

A seriale? Powstaje teraz coraz więcej serialowych produkcji, które bez kompleksów mogą mierzyć się z tymi pełnometrażowymi.
Nigdy nie oglądałam seriali aż do momentu, gdy któregoś dnia moi koledzy z redakcji zagranicznej zainteresowali mnie serialem "Homeland". Później szybko przeszłam do "House of Cards" i wsiąkłam. Te dwa seriale absolutnie mnie wciągnęły i stałam się ich wielkim fanem. Mogę oglądać kilka odcinków z rzędu nawet w środku nocy. Tak działa na mnie to niesamowite połączenie tematów dotyczących polityki, mediów, biznesu, władzy, służb specjalnych. No i tutaj dochodzimy też do kolejnego aktora, którego uwielbiam, czyli Kevina Spacey. Z nim mogłabym oglądać nawet bajki.

Czyli oprócz dziennikarstwa, mamy filmy, podróże, ale też sport i motoryzację. Co z tego daje Pani największą radość?
Okazuje się, że jestem takim miksem, który potrzebuje wielu doznań i wielu wyzwań. Sport faktycznie też mi je zapewnia. Trenuję regularnie, dbam o to, żeby zdrowo się odżywiać – nie jem mięsa i nabiału i jestem zdania, że tak samo jak dbamy o samochody, robimy im przeglądy, wlewamy dobre paliwo, tak też powinniśmy dbać o siebie. Wyznaję zasadę, że „jestem tym, co jem”. Motoryzację mam natomiast we krwi i to zawsze dawało mi dużą frajdę. Spędzam w samochodzie mnóstwo czasu i bardzo to lubię.

No tak, Pani dziadek był konstruktorem podwozi samochodowych i współautorem ciężarówek Star. Czy to prawda, że w Łodzi jest ulica nazwana na jego cześć?
Tak, to prawda, jest też drzewo z tablicą na cześć dziadka. Niestety nie miałam okazji poznać dziadka, bo zmarł zanim się urodziłam, ale faktycznie był wyjątkową postacią. Wspaniałe jest dla mnie to, że był tak bardzo szanowany przez innych ludzi. Niedawno wraz z moim tatą odsłanialiśmy tablicę ufundowaną przez Stowarzyszenie Inżynierów i Mechaników Polskich i bardzo się wzruszyłam, gdy zobaczyłam tłum ludzi, który przyszedł nam towarzyszyć w tym wydarzeniu.

Pytanie pół żartem, pół serio – chciałaby Pani mieć swoją ulicę?
No teraz to mnie pani rozśmieszyła. Raczej nie jestem zwolenniczką pomników, tym bardziej na własną cześć.

Skoro nie pomniki, to może książki, które także mogą być świetnym zapisem ludzkich dokonań. Ma ich Pani kilka na koncie. Szykuje się jakaś kolejna?
Na razie nie, ale nigdy nie wiadomo, co mi przyjdzie do głowy.

Rozmawiała: Kamila Glińska
kamila.glinska@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • marta (gość)

    super dziennikarka !

    13.11.2017 20:55
  • Agnieszka Włodarczyk (gość)

    Ten dokument był przejmujący...

    09.12.2016 21:37

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×