"Żyć nie umierać". Przechlane lata i próba odkupienia [RECENZJA]

Polskie kino stoi w kolejce do lekarza. Przeróżne choroby i schorzenia stały się w ostatnim czasie jednym z ulubionych tematów polskich scenarzystów. Im poważniejsza choroba, tym teoretycznie bardziej interesująca historia. Tyle, że ten rodzaj kina rządzi się swoimi prawami. Widz nie może być zakładnikiem opowiadanej historii, a filmowiec nie może być terrorystą, na siłę wyciskającym z publiczności łzy. Trzeba znaleźć złoty środek, umiejętnie wyważający proporcje pomiędzy dramatem a emocjami. Szkoda, że nie wszystkim autorom ta sztuka się udaje, aczkolwiek twórcy „Żyć nie umierać” mają inny problem – emocji u nich jak na lekarstwo, jakby przesadzili ze znieczuleniem.

Multimedia

NASZA OCENA: 5/10

„Żyć nie umierać” to opowieść, która jest inspirowana życiem, zmarłego w 2009 roku, aktora Tadeusza Szymkowa. Słowo „inspirowana” jest kluczowe, gdyż życie odtwórcy roli Jerzyka z „Psów” Pasikowskiego nie było aż tak dramatyczne. Szymków nigdy nie wypierał się swojej choroby alkoholowej i najczęściej jako aktor nie miał łatwo, ale nie musiał walczyć o wybaczenie ze strony żony oraz córki, które wspierały go do ostatniego dnia. Życie filmowego bohatera jest dużo bardziej pogmatwane.

PRZECHLANE LATA

Cezary Harasimowicz, autor scenariusza i jednocześnie przyjaciel Tadeusza Szymkowa, przyznał, że osamotnił głównego bohatera, gdyż takie są wymogi filmowe. Zresztą ten scenariusz był pisany dla Szymkowa, to urodzony w Namysłowie aktor miał zagrać główną rolę, lecz życie boleśnie zweryfikowało te plany, a skrypt trafił do szuflady. Kilka lat później temat realizacji filmu powrócił za sprawą Macieja Migasa, dla którego jest to pierwszy samodzielny pełnometrażowy film fabularny, aczkolwiek twórcę trudno nazwać debiutantem; od 2005 roku, gdy na festiwalu filmowym w Gdyni został zaprezentowany film „Oda do radości” - składający się z trzech etiud autorstwa Migasa, Jana Komasy oraz Anny Kazejak – filmowiec stale pracuje, głównie przy serialach.

"Żyć nie umierać". Tomasz Kot o swojej roliZobacz więcej

Film skupia się na postaci Bartosza Kolano (Tomasz Kot), 45-letniego byłego aktora, który przechlał najlepsze lata swojego życia, a pożycie z byłą żoną (Agnieszka Wosińska) i wychowywanie córki (Paulina Gałązka) pamięta jak przez mgłę, wskutek czego pierwsza uciekła z pewnym Azjatą do Australii, a druga wyjechała na Węgry. Mężczyzna pogodził się ze swoim losem i z tym, że zamiast grać na teatralnych deskach, jedynie może prowadzi zajęcia teatralne dla młodzieży. Alkohol zastąpił nikotyną, a ponadto chałturzy na promocjach w supermarketach oraz jest zabawiaczem publiczności w telewizyjnym show z tańczącymi celebrytami. Gdy jego dziewczyna Ewa (Marta Malikowska) zostawia go dla innej kobiety, którą kocha od dawna, Bartosz myśli, że gorzej być nie może. Otóż może – wyniki badań są bezlitosne. Diagnoza: rak i trzy miesiące życia. Żuk (Janusz Chabior), enigmatyczny prowadzący grupę wsparcia, wskazuje Bartkowi trzy rozwiązania: samobójstwo, mocno zakrapiana impreza aż do samego końca lub uporządkowanie życia oraz pogodzenie się z najbliższymi. Były aktor wybiera to ostatnie, co jednak nie okaże się łatwe. Więcej, to będzie misja niewykonalna, zbyt wiele się stało, aby odkupić grzechy.

ZBYT OSOBIŚCIE

Mówi się, że chirurg nie powinien operować bliskiej sobie osoby. Patrząc na ten film, można odnieść wrażenie, iż zasada ta powinna odnosić się także do scenarzystów. Cezary Harasimowicz z całą pewnością działał według szlachetnych pobudek i chciał w ten skrypt włożyć jak najwięcej ducha Tadeusza Szymkowa, przez co całość stała się zbyt osobista i zabrakło odpowiedniego dystansu do historii. Scenariusz sprawia wrażenie zbyt szkolnego i wykalkulowanego. Wszystko jest jakby żywcem wyciągnięte z podręcznika scenarzysty, suche, bez życia i emocji. Jednocześnie widać również, że skrypt przechodził zmiany, przez co wytworzyły się nieścisłości oraz dziury, takie jak np. ta, gdy w jednej scenie oglądamy bohatera na Węgrzech, aby chwilę później zobaczyć jak traci przytomność przed wejściem do swojego bloku w Warszawie.

Mimo słabości scenariuszowych, widać, że próbowano tę historię w jakiś sposób ubarwić. Ciekawe są momenty, gdy przestaje się robić poważnie i opowieść skręca w stronę abstrakcji, jak chociażby rozmówki polsko-węgierskie czy spotkanie dwóch zielonych Hyundai’ów. Do tego należy doliczyć niewymuszony humor – który jednak nie każdego będzie bawił – oraz ostry, lecz prawdziwy język. Wszak trudno oczekiwać, aby chory na raka wieść o swojej chorobie skwitował słowami „ojejku”. Tyle, że ten rozkrok twórców pomiędzy odrealnioną opowiastką a realistycznym dramatem nie jest korzystny dla dzieła.

AKTORSKA REANIMACJA

Całość próbują ratować aktorzy i trzeba przyznać, że jest to dość udana reanimacja. Tomasz Kot i Janusz Chabior są perfekcyjni i zachwycają. Chociażby dla tej dwójki warto zobaczyć film. Drugi plan też nie prezentuje się gorzej – Andrzej Konopka ma w sobie ogromne pokłady komediowego potencjału, co z pewnością widzowie Pożaru w Burdelu doskonale wiedzą. Świetny jest Jacek Braciak jako dyrektor telewizji, a Ireneusz Czop przeszedł ogromną wizerunkową przemianę. Nie można zapomnieć o paniach - Marta Malikowska jako Ewa nie ma dużej roli, ale ta aktorka przyciąga widzów już samą swoją obecnością. Szkoda, że nie miała szerszego pola do popisu, bo aż chce się ją oglądać w zwiększonych dawkach. To samo tyczy się Pauliny Gałązki, kreującej córkę głównego bohatera.

„Żyć nie umierać” jest filmem pełnym sprzeczności. Z jednej strony w lekki i – co najważniejsze – prawdziwy sposób ukazuje walkę z chorobą nowotworową, a z drugiej nie idą za tym żadne emocje. Chociaż główny bohater niemal przez cały film pojawia się na ekranie, to jest widzowi obojętny. Są tutaj sceny świetne, jak te z udziałem onkologa (świetny Andrzej Konopka – niech ktoś mu w końcu da pierwszoplanową rolę!), ale także kompletnie niepotrzebne, jak ta ze śpiewającą prostytutką. O sukcesie na miarę ubiegłorocznych „Bogów” można zapomnieć, gdyż do tego – obok Tomasza Kota w roli głównej – potrzebny jest również mocny scenariusz. Ten niestety okazał się największą słabością.

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Gatunek: tragikomedia/obyczajowy
Produkcja: Polska 2015
Reżyseria: Maciej Migas
Scenariusz: Cezary Harasimowicz
Obsada: Tomasz Kot, Janusz Chabior, Paulina Gałązka, Marta Malikowska, Ireneusz Czop, Jacek Braciak, Adam Woronowicz, Magdalena Walach, Ewa Gawryluk, Agnieszka Wosińska, Michalina Olszańska, Andrzej Konopka

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 29 sierpnia 2015 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×