Recenzja filmu

Sam Childers niesie słowo Boże i pokój. A na plecach karabin maszynowy…

2016-09-16 11:49

ocenia film na: 7/10

Główny bohater filmu Marca Forstera, Sam Childers, wygląda – przynajmniej w filmie, prawdziwy Sam Childers nie jest prawie wcale podobny do grającego go Gerarda Butlera – jak skrzyżowanie amanta z Rambo. Przygód, jakie przeżywa, John R. też mógłby mu pozazdrościć. Sam Childers jest jednak postacią autentyczną. I bardzo złożoną, czego reżyserowi nie chciało się na ekranie pokazać.

Sam Childers był rozrabiaką, alkoholikiem, ćpunem, złodziejem, członkiem gangu motocyklowego. Raz omal nie zabił człowieka. Wówczas coś w nim drgnęło. Ustatkował się, zmienił, kiedy jego żona zaszła w ciążę (po wielu latach bezskutecznych prób), stał się gorliwie, by nie rzec fanatycznie, religijny. W końcu zaangażował się w budowę sierocińca w Sudanie Południowym, w międzyczasie rozpoczynając nauki umożliwiające zostanie pastorem i zakładając wspólnotę religijną. Rogata dusza jednak w nim pozostała – kiedy sierociniec zaatakowały oddziały sudańskiej Armii Bożego Oporu, do ręki wziął kałasznikowa i od tej pory siał w szeregach wroga spustoszenie. Z zaufanymi ludźmi zaczął się też wyprawiać na wrogie terytorium, by odbijać dziecięcych jeńców. I zdecydowanie wolał posłać przeciwnikowi kulkę, niż nadstawić policzek…

„Kaznodzieja z karabinem”, którego scenariusz napisano na podstawie autobiograficznej książki Childersa, to biografia głównego bohatera opowiedziana w stylu wystrzałowego akcyjniaka. Nie spodziewajmy się wywodów na temat pogodzenia religijności z zabijaniem, rozterek egzystencjalnych, różnych odcieni moralności. U Marca Forstera wszystko jest białe (czyli z Childersem) albo czarne (przeciw niemu), nie ma półtonów. Bohater został przedstawiony jako postać może nie jednoznacznie pozytywna, ale na pewno wspaniała (nie da się ukryć, że Childers zrobił wiele dla Sudanu Południowego i uratował setki, jeśli nie tysiące dzieci, postępował jednak zawsze w myśl zasady, że cel uświęca środki). Robi to, co słuszne (ale czy zbawienne?). Sam film jest efektowny, momentami nawet porywający, chwilami mocno wstrząsający i brutalny, choć bywa zbyt moralizatorski. W rękach artysty materiał mógłby się zmienić w gromadkę Oscarów, w rękach rzemieślnika stał się nakreślonym w możliwie najprostszy i najbardziej komercyjny sposób portretem nietuzinkowej postaci. Niewątpliwym plusem filmu jest występ Gerarda Butlera, który dał swej postaci odpowiednio desperacką nerwowość i niebezpieczną dezynwolturę (najmniej przekonujący jest wtedy, gdy na moment przestaje być wojownikiem). Mała uwaga: tłem napisów końcowych są zdjęcia (i nie tylko) prawdziwego Childersa. Warto dooglądać do końca!

Ocena społeczności: 6.5 Głosów: 11

Kaznodzieja z karabinem w telewizji

ZwińRozwiń

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×