Recenzja filmu

"Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie ". Powiew świeżości czy odcinanie kuponów od sprawdzonej marki?

2017-08-12 17:57

ocenia film na: 8/10

Akcja „Łotra 1” rozgrywa się pomiędzy wydarzeniami przedstawionymi w „Zemście Sithów” a „Nową nadzieją”. Główną bohaterką obrazu jest Jyn Erso (świetna Felicity Jones), która jest córką Galena Erso (Mads Mikkelsen), jednego z konstruktorów Gwiazdy Śmierci. Tyle, że Galen Erso nie jest czarnym charakterem, a pracę dla Imperium traktuje jako szansę dla Rebelii; to za jego sprawą w broni masowej zagłady zostaje zainstalowany jeden słaby punkt, dzięki któremu będzie można zniszczyć śmiercionośną konstrukcję. Jednak żeby słaby punkt namierzyć, trzeba najpierw wykraść plany Gwiazdy Śmierci...

Chociaż to teoretycznie postać grana przez uroczą Felicity Jones jest centralną bohaterką produkcji, to jej partnerzy wcale nie wypadają gorzej. W karkołomnej misji odbicia planów dzielnej bojowniczce towarzyszą: rebeliancki zawadiaka Cassian Andor (Diego Luna), niewidomy mnich Chirrut Îmwe (Donnie Yen), jego przyjaciel Baze Malbus (Wen Jiang), zbiegły z Imperium pilot Bodhi Rook (Riz Ahmed) oraz najbardziej barwna postać filmu, kradnący dla siebie każdą scenę i dostarczający tony humoru, przeprogramowany robot z Imperium, K-2SO (Alan Tudyk). Mimo różnic, to zgrana ekipa, której szybko zaczyna się żywo kibicować, bo prawie każdy z bohaterów jest jakiś i ma własny charakter.

Produkcja wyreżyserowana przez Garetha Edwardsa to de facto film wojenny i w takiej konwencji się całkowicie sprawdza. Patrząc na sceny, gdzie pierwsze skrzypce grają szpiedzy, a następnie na rozbudowane i mające rozmach sceny batalistyczne, nie można oprzeć się wrażeniu, że są one wzorowane na obrazach, jakie znamy ze współczesnych frontów, z Bliskim Wschodem na czele. Co ciekawe, w tej opowieści rywalizacja dobra ze złem nie jest już taka jasna, bo dookoła mamy mnóstwo odcieni szarości. W końcu obserwujemy nie tylko walkę Imperium z Rebeliantami, ale także grupę ekstremistów, której patronuje Saw Gerrera (niestety karykaturalny Forest Whitaker). Do tego sami Rebelianci nie są krystalicznie czystymi jednostkami, mają na swoim sumieniu wiele grzechów, co jedynie pokazuje, że wojna rządzi są swoimi prawami. Za to twórcom należy się ogromny plus.

Całość się świetnie ogląda. Chociaż początek jest lekko „szarpany”, a my w ekspresowym tempie przemieszamy się z planety na planetę, to później wszystko się stabilizuje. Każda kolejna scena jest po coś, stale napędzając ekranową akcję i emocje wśród widzów. „Łotr 1” może się podobać wizualnie; to bardzo dobrze i sprawnie zrealizowana produkcja, efekty specjalne nie rażą przesadnym CGI, wyglądając bardzo realistycznie i mile dla oka. No i muzyka, będąca chyba najlepszym komentarzem do ekranowych wydarzeń.

Właściwie jedyne, na co można narzekać, to zbytni patos oraz zupełnie niepotrzebna podniosłość w niektórych momentach, co na szczęście autorzy starali się wyrównywać za sprawą niezwykle szczerego robota K-2SO. „Łotr 1” w gruncie rzeczy jest filmem zrealizowanym w starym stylu, ale chyba właśnie tego oczekiwali widzowie. Na pewno oczekiwali również pewnych mrugnięć okiem, nawiązania do głównych filmów z serii „Gwiezdnych wojen”, które oczywiście się pojawiają. Naturalnie wisienką na torcie jest postać samego Lorda Vadera, ale to chyba nikogo specjalnie nie zdziwi. Wystarczy, że na moment pojawia się na ekranie i już wiemy, kto tutaj rządzi.

Co najważniejsze, „Łotr 1” jest filmem, który spokojnie mogą obejrzeć nawet widzowie wcześniej stroniący od kontaktu z „Gwiezdnymi wojnami”. Nie trzeba znać innych części sagi wymyślonej przez George’a Lucasa, aby czerpać przyjemność z seansu. Wszystko jest jasne i klarowne od początku do końca.

„Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” to pierwszorzędne widowisko. Film Garetha Edwardsa nie tylko poszerza uniwersum „Star Wars”, ale też wprowadza powiew świeżości do serii, który chyba był potrzebny. To nie żadne odcinanie kuponów od sprawdzonej marki, lecz inne spojrzenie na „Gwiezdne wojny”, pokazujące jak bardzo fascynujący i wciągający jest to świat. I czy to nie piękne, że z jednego zdania, które pojawiło się w napisach początkowych epizodu IV powstał tak dobry film? Oby tak dalej, bo moc wciąż jest z nami.

Ocena społeczności: - Głosów: 0

Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie w telewizji

ZwińRozwiń
  • Premiera

    Sobota 19.08.2017 21:10

    HBO

  • Premiera

    Sobota 19.08.2017 10:55

    HBO

  • Premiera

    Czwartek 17.08.2017 11:50

    HBO

  • Premiera

    Środa 16.08.2017 20:10

    HBO

  • Premiera

    Poniedziałek 14.08.2017 13:55

    HBO

  • HIT Dnia

    Niedziela 13.08.2017 20:10

    HBO

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×