Recenzja filmu

"Światło między oceanami". Klimatyczna i poruszająca ekranizacja równie świetnej powieści

2018-02-11 22:04

ocenia film na: 9/10

Bohater wojenny Tom Sherbourne przyjmuje posadę latarnika na bezludnej wyspie u wybrzeży Australii. Wkrótce przybywa do niego ukochana żona Isabel, której największym, niespełnionym pragnieniem jest dziecko. Kiedy dwa poronienia wpędzają Isabel w depresję, do wybrzeży wyspy dobija mała łódź, na której pokładzie Tom znajduje martwego mężczyznę i żywe niemowlę. Za namową Isabel, Tom łamie swoje surowe zasady i godzi się przyjąć dziecko jako własne. Po jakimś czasie przekonują się jednak, że ich córeczki od miesięcy poszukuje zrozpaczona matka.

To ten przypadek gdy udało mi się przeczytać książkę zanim obejrzałam jej ekranizację, z czego się bardzo cieszę. "Światło między oceanami" to bardzo emocjonalna i emocjonująca opowieść o wielkiej miłości, która zostaje wystawiona na niejedną ciężką próbę. To nastrojowa opowieść o trudnym, bo prowadzonym w dużej izolacji życiu jakie jest udziałem pary „latarników”. To pasująca do kina moralnego niepokoju opowieść o życiowych wyborach, których konsekwencję ranią innych: i bliskich i obcych. To wreszcie opowieść o stracie, jednej z tych, które pozostawiają ranę niezagojoną, inaczej niż w przypadku straty kogoś, kto umiera. To opowieść o poświęceniu na jakie gotowa jest matka, która czuje ze jej własne dziecko nie jest przy niej szczęśliwe. Wśród tych wielu wątków i wymiarów (bo zarówno film jak i książka zmuszają do refleksji i nikogo chyba nie pozostawią obojętnym) dla mnie, oprócz tych wszystkich wymienionych jest to jednak przede wszystkim o sile instynktu macierzyńskiego, zarówno tej czystej jak i tej destrukcyjnej. Przecież nie byłoby tej tragedii gdyby nie mocny i nieubłagany biologiczny zew, który nakazał Isabel przywłaszczyć sobie nieswoje dziecko. Co więcej wobec siły tego wewnętrznego imperatywu nie był w stanie nic poradzić Tom, który zdawał sobie sprawę, że kolejne nieudane ciąże mogą przyczynić się do całkowitego rozpadu psychicznego jego ukochanej żony. Niesamowita jest scena, gdy Isabel czuje że traci dziecko… to jej zwierzęce przerażenie i jego absolutna bezsilność. Tom, mający za sobą traumę wojenną, której mrok omal go nie pochłonął, staje w obliczu kolejnego mroku, który teraz pochłania jego żonę. Dlatego godząc się na zatrzymanie dziecka, tak naprawdę zapobiega innemu nieszczęściu, które być może odebrałoby mu pogrążającą się w depresji żonę. Nie chce już patrzeć na niczyją śmierć… Ale nie jest w stanie wymazać obrazu innej zrozpaczonej matki, wciąż noszącej w sobie nadzieję, że jej dziecko jakimś cudem ocalało. Nie jest w stanie dłużej być z Isabel szczęśliwy. Nie kosztem innej istoty ludzkiej.

„Światło między oceanami” to film pełen dylematów, znaków zapytania i moralnych rozstajów. Oczywiście te wszystkie wątki lepiej i pełniej wybrzmiewają w książce, w której pojawiają się też wątki poboczne, tłumaczące i uwiarygadniające postawy bohaterów. Jednocześnie film ma coś czego nie ma książka – bohaterów z krwi i kości, twarze których emocje uwiarygadniają to, czego być może nie zdołał dopowiedzieć reżyser. Trio aktorskie z Fassbingerem na czele spisuje się świetnie, a co więcej gra bez melodramatycznego zadęcia jakie przy tego typu fabule mogłoby zdominować emocje. Bardzo dobry kawałek kina i to nie tylko babskiego.

Ocena społeczności: - Głosów: 0

Światło między oceanami w telewizji

ZwińRozwiń
  • Niedziela 29.09.2019 22:25

    TVP 1

  • Wtorek 01.10.2019 00:55

    TVP 1

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×