Recenzja filmu

Historia niebieskookiej piękności z Dalekiego Wschodu

2015-10-08 10:57

ocenia film na: 8/10

Kultura Dalekiego Wschodu (ze szczególnym wskazaniem na Japonię) od lat fascynuje Amerykanów i Europejczyków. Zamknięta i tak różna od kultury chrześcijańskiej, przyciąga, ale zarazem mami, oszukuje i naraża na potężne rozczarowania. Bo posługując się całkowicie odmiennym systemem wartości inaczej opisuje świat, na inne rzeczy zwraca uwagę.

Najlepszym tego przykładem może być postać gejszy. Od początku biali przybysze zza oceanu uznawali je po prostu za prostytutki. Tymczasem usługi seksualne świadczyła oddzielna grupa kobiet zwanych yūjō. Rola gejszy w kulturze Japonii była zupełnie inna i o wiele ważniejsza. To określenie narodziło się z połączenia słów gei i sha. Pierwsze z nich oznacza sztukę, drugie – człowieka. Tak więc gejsza oznacza artystę zajmującego się tradycyjnymi sztukami japońskimi – kaligrafią, komponowaniem ikeban, piękną konwersacją, śpiewem, tańcem i grą na instrumentach (głównie trzystrunowym samisenie). Mówiono, że ambitny urzędnik epoki Meiji powinien mieć dwa cele: poślubić gejszę i zostać ministrem. Najsłynniejsze gejsze były osobami poważanymi i odgrywały niezwykle ważną rolę w życiu kulturalnym cesarstwa, a nieraz potrafiły wpływać na jego losy polityczne.

Dopiero wybuch II wojny światowej, późniejsza okupacja Japonii przez Amerykanów i coraz większe wpływy cywilizacji Zachodu, spowodowały upadek roli gejsz. Dziś stanowią przede wszystkim atrakcję turystyczną. Jednak osiągnięcie sukcesu i wysokiej pozycji stawało się udziałem jedynie nielicznych adeptek tego zawodu. A i to okupione było wieloma cierpieniami. Historię jednej z najsłynniejszych gejsz lat 30. opisuje książka Arthura Guldena, która ukazała się w 1997 roku. Już miesiąc później zostały kupione prawa do jej ekranizacji. Początkowo jako reżyserów filmu brano pod uwagę Stevena Spielberga („Imperium słońca”, „Wojna światów”, „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”), Bretta Ratnera („Godziny szczytu”, Czerwony smok”), Spike’ea Jonze’ea („Być jak John Malkovich”, „Adaptacja”) i Kimberly Peirce’ea („Nie czas na łzy”). W końcu wybór padł na Roba Marshalla. Jednak i tu nie obyło się bez problemów – po realizacji „Chicago” był on związany kontraktem z wytwórnią Miramax, gdy tymczasem „Wyznania gejszy” produkował Dream Works. Na szczęście doszło do porozumienia.

Ocena społeczności: 7.1 Głosów: 47

Wyznania gejszy w telewizji

ZwińRozwiń

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×