"Thor: Miłość i grom" [RECENZJA]. Przejmujący dramat czy angażująca komedia romantyczna? Taika Waititi pokazał, jak się robi kino! Najlepszy film Marvela od lat?

Marvel Cinematic Universe nie zwalnia tempa. Właściwie dopiero co oglądaliśmy w kinach film "Doktor Strange w multiwersum obłędu", na platformie Disney+ pojawiły się seriale "Moon Knight" oraz "Ms. Marvel", a tu już atakuje nas kolejna odsłona hitowej franczyzy, pod postacią filmu "Thor: Miłość i grom". Warto wybrać się do kina? Sprawdziliśmy!

Multimedia

"THOR: MIŁOŚĆ I GROM" - RECENZJA

Chyba nie będzie żadnego przekłamania w stwierdzeniu, że "Thor: Miłość i grom" to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów Marvela ostatnich lat. Właściwie, obok Spider-Mana, to również jeden z ukochanych przez widzów bohaterów. Nie ma czemu się dziwić, bowiem Taika Waititi, który zaopiekował się Thorem Odinsonem przy okazji filmu "Thor: Ragnarok" (2017), pokazał, jak wielki potencjał drzemie w tej postaci, tylko trzeba rozumieć to, o czym chce się opowiedzieć. Autorzy wcześniejszych odsłon "Thora" mieli z tym wyraźne problemy.

Już sam początek filmu "Thor: Miłość i grom" jest mocny. Zrobiony jakby według zasad rządzących platformami streamingowymi, gdzie pierwsze minuty muszą chwycić widza za gardło i tak go sponiewierać, aby chciał poświęcić swój cenny czas na całą produkcję. I tak jest właśnie w tym przypadku, gdy poznajemy Gorra (fenomenalny Christian Bale), który na własnej skórze weryfikuje, czym jest wiara w bogów. Swoja drogą, Marvel w ostatnich produkcjach idzie w ciekawych kierunkach, chociaż pytanie, na ile finalnie okaże się to spójne, bowiem "Thor: Miłość i grom" to w zasadzie w jakiejś części opowieść o rozczarowaniu religią i próbą zerwania z nią, natomiast podobnych treści nie znajdziemy w serialu "Ms. Marvel", gdzie z kolei autorzy robią wszystko, aby Islam przedstawić w najbardziej nowoczesny sposób.

"Doktor Strange w multiwersum obłędu". Benedict Cumberbatch w akcji i horror w marvelowskim wydaniu. Jak wyszło?Zobacz więcej

Pierwsze minuty czwartego filmu o Thorze, pod względem klimatu, są czymś zupełnie odrębnym niż reszta obrazu, bowiem później Taika Waititi i jego styl wchodzą na grubo. Wtedy dostajemy komedię pełną gębą, gdzie żonglowanie popkulturą (odwołanie do ikonicznej pozy Van Damme'a!), popularną muzyką czy konwencją, są czymś, czego widzowie są wręcz spragnieni. Waititi stosuje wszystkim już znane chwyty, ale na szczęście nie ogranicza się wyłącznie do tego. Nowozelandzki reżyser postanowił zreinterpretować historię Thora, dzięki czemu na postać Jane Foster możemy spojrzeć w zupełnie inny sposób. Przy okazji, widać, jak Natalie Portman próbuje się dopasować do świata MCU, którego chyba nie czuje w 100%. Aczkolwiek - próbuje bawić się swoją postacią i wyciągnąć z niej to, co najistotniejsze. Momentami może aż za bardzo szarżuje, ale z przyjemnością patrzy się na nią na ekranie.

Chris Hemsworth za to doskonale wie, po co i czemu przywdział kostium syna Odyna. W swojej roli jest doskonały, od początku do końca bawiąc się swoim bohaterem. To jego popisówka, nie ma żadnych wątpliwości. Dlatego ciekawie wygląda zestawienie komediowego Hemswortha z mrocznym Balem; na pierwszy rzut oka - typowe starcie dobra ze złem. Jednak jest tutaj tyle warstw i niejednoznaczności, że Gorr w wykonaniu Bale'a to zdecydowanie jeden z najlepszych czarnych charakterów w MCU. Do tego wszystkiego dostajemy jeszcze bonus pod postacią DOSKONAŁEGO Zeusa, gdzie Russell Crowe kradnie widowisko wszystkim. Podpadniesz mu, zapomnij o zaproszeniu na orgię. Krótka piłka.

"Thor: Miłość i grom" to świetne widowisko i jednocześnie jedna z najlepszych marvelowskich propozycji filmowych ostatnich lat. To - W KOŃCU - film, który można nazwać indywidualną produkcją (i to mimo bycia formalnie 4. częścią!), a nie kolejnym odcinkiem serialu pod nazwą MCU, który właściwie nic nie wnosi do całości. "Thor: Miłość i grom" to z jednej strony przejmujący dramat o stracie, a z drugiej angażująca komedia romantyczna, którą ogląda się z uśmiechem na ustach. Jest tutaj humor, są emocje, jest akcja - tak się robi kino. Oglądać i nie wychodzić z sali w trakcie napisów.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@polskapress.pl
Recenzja została pierwotnie opublikowana 5 lipca 2022 roku.

Zobacz galerię

Sprawdź program tv na stronie Telemagazyn.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×