Recenzja serialu

Kawał dobrej obyczajówki

2017-02-18 13:57

ocenia serial na: 8/10

„Wielkie kłamstweka” to według zapowiedzi serialowy melodramat o pozornie idealnym życiu na amerykańskich przedmieściach opowiedziany oczami trzech kobiet. Przyznam szczerze, że siedmioodcinkowa produkcja HBO oparta na bestsellerowej powieści Liane Moriarty o tym samym tytule, jawiła mi się początkowo kolejną wersją marnego „Rozwodu”, dlatego podchodziłam do niej z dużą rezerwą. Pastelowe kolory wykorzystane podczas promocji serialu (choćby na plakatach) zapowiadały najgorsze, a motyw przewodni - perypetie i tajemnice kilku rodzin na amerykańskich przedmieściach - również nie brzmiały zachęcająco i odkrywczo. Na szczęście, po pokazie dwóch pierwszy odcinków, promocyjne grzeszki HBO zostały ostatecznie odpuszczone, a ja będą zmuszona odszczekać to, co wcześniej napisałam, ale zrobię to z ogromną przyjemnością.

Fabuła „Wielkich kłamstewek” skoncentrowana jest na losach trzech matek – otwartej i bezkompromisowej Madeline (Reese Witherspoon), ułożonej Celeste (Nicole Kidman) i nowej w mieście – Jane. Panie wiodą pozornie idealne życie w małym, nadmorskim miasteczku Monterey, które nie wyróżnia się niczym szczególnym - rodziny lgną do niego tylko ze względu na prywatną szkołę z niskim czesnym, bo przecież papierek z prywatnej placówki to dla rodziców powód do dumy, natomiast dla ich pociech furtka do nieograniczonych możliwości.

Powiedzieć, że życie głównych bohaterek kręci się wokół ich uroczych latorośli, to tak jakby nic nie powiedzieć. Matki w Monterey to kobiety zaślepione miłością, całkowicie oddane sprawom rodzinnym. Nawet Renata, czyli serialowa mamuśka-karierowiczka (w tej roli Laura Dern) dla dobra córki, gotowa jest do sporych poświęceń. Fabuła „Wielkich kłamstewek” rozkręca się, kiedy w miasteczku pojawia się samotna matka Jane (Shailene Woodley) i jej syn Ziggy. Wieloletnie przyjaciółki Madeline (Reese Witherspoon) i Celeste (Nicole Kidman) biorą ją wtedy pod swoje skrzydła, ale w szkole dochodzi wkrótce do przykrego incydentu z synem „nowej mamy” - to zdarzenie wytycza między matkami linię frontu: #teamRenata i #teamMadeline rodząc atmosferę pełną napięć i konfliktów. Serial to jednak nie tylko szkolne perypetie dzieci i ich matek. Kiedy najmłodsi bohaterowie "Wielkich kłamstewek" wracają z zajęć, akcja przenosi się w zacisze pięknych domów, gdzie główną rolę grają małżeńskie sekrety z przemocą i frustracją na czele. Tutaj uwagę przykuwa przede wszystkim wątek bohaterów kreowanych przez Nicole Kidman i Alexandra Skarsgårda.

Jak już jesteśmy przy obsadzie, to w „Wielkich kłamstewkach” zobaczymy plejadę hollywoodzkich gwiazd. Serial to nie tylko Kidman i Witherspoon (które bądź co bądź prezentują się rewelacyjne), ale i postaci drugoplanowe, w których obsadzono m.in. Laurę Dern, Zoë Kravitz czy Jamesa Tuppera. Ekipa "Wielkich kłamstewek" prezentuje się na ekranie fantastycznie - nawet ci najmłodsi, wcielający się w dzieci głównych bohaterek wypadają bardzo przekonująco.

„Wielkie kłamstewka” to przede wszystkim wciągająca historia, w której nie ma miejsca na nudę. Oniryczny sposób przedstawienia życia mieszkańców kalifornijskiego miasteczka angażuje widza od pierwszych chwil, a mroczna tajemnica przeplatająca się ze szkolnymi dramatami dzieci i rodziców podsyca zainteresowanie. Melodramatyczna formuła, w którą ubrano „Wielkie kłamstewka”, jest prawie niezauważalna (to dobrze!) - można powiedzieć, że znika pod falami nadmorskiej miejscowości. To, co ostatecznie otrzymujemy to przewrotną komedię z mocnym twistem i dużą dawką czarnego humoru. Jestem zauroczona pracą reżysera - nominowanego do Oscara Jeana-Marca Vallée („Witaj w klubie”). Sposób, w jaki buduje napięcie w tej pozornie idealnej historii, jest godny podziwu. Wszystko jest tutaj przemyślane i poukładane – z dbałością o każdy szczegół. Wspomnę jeszcze, że autorem scenariusza jest wielokrotnie nominowany do nagrody Emmy David E. Kelley („Ally McBeal”). W pracy nad serialem pomagała mu autorka książki Liane Moriarty i trzeba przyznać, że wspólnymi siłami udało im się skonstruować scenariuszową perełkę – zawieszoną w nielinearnej narracji. Bo przecież "Wielkie kłamstewka" to także wielka tajemnica - morderstwa, nieszczęśliwego wypadku, samobójstwa - na podstawie dwóch pierwszych odcinków nie sposób ocenić kto i w jaki sposób zginął - fragmenty policyjnych przesłuchań przeplatają się z główną linią fabuły, sugerując, że to właśnie konflikt między matkami prestiżowej placówki doprowadził do tragedii. Taki zabieg jeszcze bardziej podsyca zainteresowanie serialem i jego kolejnymi odcinkami.

"Wielkie kłamstewka" to produkcja, którą mogę wam polecić z czystym sumieniem. Wciąż nie jest to jednak serial dla każdego – bo chyba nie każdy odnajdzie się w tym parentingowym klimacie – sama nie przepadam za rodzicielskimi zagwozdkami – ale mamuśki z produkcji HBO okazały się jednak interesującym i co najważniejsze smacznym kąskiem. To pełnokrwiste bohaterki, niejednoznaczne, które (mimo absurdalności niektórych zachowań) nie irytują widzów swoim zachowaniem. Moją faworytką jest Madeline (Reese Witherspoon) – ta frustratka i „pierwsza do bitki” skradła moje serce, tak samo zresztą jak cały serial, który początkowo nie był przecież w kręgu moich zainteresowań. "Wielkie kłamstewka" to kawał dobrej obyczajówki i kolejna produkcja z listy najbardziej obiecujących seriali 2017 roku, która powinna zawojować w tym roku światem telewizji.

Pozostałe recenzje "Wielkie kłamstewka"

  • „Wielkie kłamstewka” to przede wszystkim wciągająca historia, w której nie ma miejsca na nudę. Oniryczny sposób przedstawienia życia mieszkańców kalifornijskiego miasteczka angażuje widza od pierwszych chwil, a mroczna tajemnica przeplatająca się ze szkolnymi dramatami dzieci i rodziców podsyca zainteresowanie.

    8/10

Ocena społeczności: - Głosów: 0

Wielkie kłamstewka w telewizji

ZwińRozwiń

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×